Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 października 2018

Czterdzieści i cztery

W książce Krzysztofa Pisarskiego cofamy się do roku 1844 należało by dodać alternatywnego. Ten znany nam to okres szybkiego rozwoju nauki i techniki. Czas powstawania świadomości narodowej, ruchów nacjonalistycznych i nowych tworów państwowych. Po rewolucji francuskiej i epoce napoleońskiej stary porządek powraca w jeszcze bardziej brutalnej formie. Świat jest już jednak inny, obywatele bardziej świadomi swoich praw gotowi ponieść konsekwencje swoich wyborów. W Europie i w Polsce dochodzi do rewolt znanych nam jako Wiosny Ludów (powstają nowe państwa Belgia, Grecja, Włochy czy Austro-Węgry).



Taki obraz świata otrzymujemy od autora, tyle że kilka dekad wcześniej doszło do przełomowego odkrycia. Poznano i na szeroką skalę wykorzystywano energię próżni. Pozwoliła ona odkryć wiele światów równoległych – pozornie kopii znanej nam Europy. W rozgrywkach międzynarodowych liczą się te kraje, które stać na zbudowanie bramy i kolonizowanie etherowej przestrzeni. Mały kraj  w środkowej Europie dzięki temu wydarzeniu zmienił nieco bieg historii. Utrzymał swoją szczątkową niepodległość co wywołało niezadowolenie w wśród państw ościennych. Technologia nie zna granic i rozpoczyna się nowy wyścig.
Fabuła skupia się na podróży Elizy Żmijewskiej do Londynu, mającej za zadanie wykonać wyrok na dawnym przyjacielu, skazanym przez Radę Emigracyjną na śmierć za zdradę powstania listopadowego. Jak się okazuje, nie będzie to takie łatwe. Misja uda się połowicznie. Przy jej realizacji natkniemy się na wiele ciekawych ciekawych postaci (Byrona, Mickiewicz, Słowacki itp), znajdziemy się centrum wydarzeń i poznamy wpływ nowej etherowej technologii. Świat się zmienia, nie koniecznie kroczy w dobrym kierunku, zmiany niosą ze sobą dramatyczne konsekwencje. Jest jednak szansa, alternatywny obrót wydarzeń i pomoc istot z innego równoległego miejsca.
Książkę czyta się świetnie, wykreowany świat jest wiarygodny. Tu i teraz to jedynie stłumione echo odległych światów. Polecam.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Ubik

Ubik to nie jest pierwsze moje spotkanie z prozą Philip'a K. Dick'a, ale jest to pozycja w arsenale autora najbardziej znana. Philip K. Dick słynął z aplikowania sobie eksperymentalnych coraz dziwniejszych koktajli ze środków psychoaktywnych, odbierał rzekomo przekazy od istot z innych światów i wierzył, że Stanisław Lem to nie osoba, a spisek komunistów. Zasłynął przede wszystkim tym że swych utworach podawał w wątpliwość otaczający nas świat i rzeczywistość, w której funkcjonujemy.


Ubik to własnie taki utwór. Świat wielkich korporacji, ludzi o zdolnościach telepatycznych i pozarządowych organizacji które pomagają zachować równowagę. Korporacja Glena Runcitera zajmuje się wykrywaniem inercjałów i blokowaniem ich paranormalnych mocy. Runciter prowadzi firmę wraz ze zmarłą żoną Ellą, utrzymywaną w stanie półżycia, pozwalającym na ograniczoną komunikację ze światem. Co w kolejnych odsłonach historii będzie miało wielkie znaczenie. Pewnego dnia dostają zlecenie od magnata finansowego Stanton'a Mick'a. Runciter przydziela do tego zadania wszystkich dostępnych pracowników, włącznie z nowo zatrudnioną Pat Conley, tajemniczą młodą kobietą posiadającą niezwykłą zdolność do zmieniania przeszłości. Podczas wykonywania zadania dochodzi do tragedii, ginie Runciter. Kolejni członkowie grupy dematerializują się. Nikt nie wie o co chodzi, a w wyjaśnieniu całej historii ma pomóc tajemniczy Ubik.
Czym jest, jak działa, ciężko o tym pisać nie zdradzając fabuły. W świecie Ubika prywatność właściwie nie istnieje, pozwalają sobie na to najbogatsi, zatrudniający ludzi o specjalnych umiejętnościach. Korporacja Glena Runcitera to właśnie tacy „ochroniarze”, którzy otrzymują zlecenie by obronić jedną z organizacji przed drugą grupą, która zajmuje się wykorzystywaniem swoich umiejętności do włamywania się do cudzych umysłów.
W trakcie i po lekturze zostanie wam poczucie niepewności. Co jest prawdziwe, a co jest tylko złudzeniem? Kim lub czym jest Bóg? W którym momencie kończy się życie, a w którym zaczyna śmierć? I czy na pewno nie ma nic pomiędzy? Intrygujące pytania. Czy odpowiedz da książka? Zapraszam do lektury a nie pożałujecie. 

środa, 12 kwietnia 2017

Mitologia nordycka

Książka ta powstała z potrzeby chwili, autor Neil Gaiman już we wstępie nie ukrywa swojej pasji i miłości do mitów nordyckich. Dotychczasowe pozycje podchodziły jednak do tematu w sposób naukowy i analityczny. Opisywały i tłumaczyły znaczenie. Brały pod uwagę kontekst i czas powstania. Neil Gaiman postanowił się nieco pobawić wikińskimi historiami o bogach mroźnej północy nieco je uwspółcześnić i na nowo opowiedzieć.

  
Nordycka mitologia jest mocno usadowiona we współczesnej popkulturze. Niemal każdy słyszał o Thorze, o jednookim Odynie i o Lokim przebiegłym potomku olbrzymów który zamieszkał wśród bogów. Każdy słyszał również o Ragnarok wielkiej wojnie bogów. Gaiman w swojej książce usystematyzuje owe historie, barwnie przedstawi głównych bohaterów z ich zaletami i przywarami. Dokona selekcji tak by ów świat był dla nas zrozumiały. Poznamy narodziny świata a raczej światów które spaja święte drzewo  Yggdrasil. Całkiem przyziemne problemy mieszkańców Asgardu których rozwiązanie niemal za każdym razem ma wpływ na mieszkańców Midgardu. Niemal w każdej z historii pojawia się Loki postać negatywna i pozytywna zarazem. Jest jednak wielce przydatny jego spryt i pomysłowość bardzo często przynoszą nad wyraz pozytywne rezultaty pomimo początkowych złych intencji. Loki ma zdolności zmiennokształtne które niejednokrotnie wykorzystuje w swych potyczkach z bogami. Liczne dość nietypowe potomstwo wielki wilk Fenris, wąż Jormunganda (Midgardsorma) i bogini umarłych Hel odegrają znaczącą rolę w wydarzeniach które będą miały swoje miejsce u kresu świata gdy bogowie zetrą się w wielkiej bitwie zwanej Ragnarok.
Po lekturze dominuje uczucie déjà vu, mitologia ma wiele stycznych cech z tym co można wyczytywać w wierzeniach starożytnych Greków, Rzymian, Egipcjan czy bardziej nam współczesnych Chrześcijan. Odyn jak Jezus umiera (święte drzewo - krzyż) by się odrodzić, zmartwychwstać. Loki jak Prometeusz wykrada bogom wiedzę by podzielić się nią z ludźmi i podobnie zostają ukarani wieczną katorgą ( Loki - jad węża wyżera mu twarz, Prometeusz - sepy wyszarpują mu serce). Podobieństw jest więcej. Różnica zasadnicza. Wikińskim bogom w ich działaniach nie prześwieca większy cel. Miłość raczej własna, chwilowe zachcianki i pragnienia są siłą napędową kolejnych wydarzeń. A wszystko przesiąknięte fatalizmem zmierza ku nieuchronnemu końcu wszystkiemgo, zmierzchu bogów i Ragnaroku.

poniedziałek, 27 marca 2017

Hel 3

Długo czekałem na nową powieść Jarosława Grzędowicza, a po lekturze miałem mieszane uczucia. Książka daje sporo do myślenia przedstawiając kierunek w jakim zmierza świat. Tyle że świat przedstawiony jest mało odkrywczy i już nie nowy.


Zmyliła mnie nieco okładka. Byłem przekonany że w moje ręce wpada space opera dziejąca się gdzieś w kosmosie. Nic bardziej mylnego. Wokół ziemi i jej mieszkańców będzie toczyła się akcja. Jest rok 2058 zasoby naturalne są na wyczerpaniu ludzkość zmierza do upadku moralnego, w którym całość trzymają w kupie skorumpowane rządy i koncerny, posunięta do granic możliwości globalizacja, ciemne masy natomiast ogłupia MegaNet  przedstawiając ukierunkowane na sensacje eventy. Jednym z takich inwenciarzy jest Norbert, który podróżuje po świecie szukając sensacji na której będzie mógł zarobić. Jest najlepszy w tym co robi i wkrótce otrzymuje propozycję nie do odrzucenia.
Prywatna korporacja planuje eksplorację księżyca, odkryto na nim gaz zwany Helem 3, który mógłby w przyszłości zastąpić ropę i węgiel. Problem w tym że we współczesnym świecie nie ma miejsca na kolejnego gracza. Wszystkie karty zostały rozdane, bogactwa podzielone między Chiny i Noworosję. Dawne państwa rozwinięte popadły w stagnację brnąc w kolejne regulacje dotyczące ochrony środowiska i ratowania tego co jeszcze zostało.  Żywność jak i dobra konsumpcyjne są reglamentowane.
Nowy zawodnik wprowadza zamęt w dotychczasowy status quo.  Jest zagrożeniem.
Fabuła zarysowuje się całkiem interesująco tyle że jest bardzo liniowa, nie mamy tu wątków pobocznych, cały czas podążamy za głównym bohaterem. Odwiedzamy Emiraty Arabskie (terroryzm wciąż kwitnie), dostajemy się na ekskluzywną imprezę biznesu i władzy w stolicy Polski, potem na chwilę zostajemy wrzuceni w rumuńskie Karpaty, by ostatecznie wylądować na srebrnym globie. Dostajemy jakieś informacje ale są one szczątkowe.
Autor nie ukrywa że książka ta to powrót do socjologicznej Science fiction lat 80-tych ubiegłego wieku. Sporo tu elementów zaczerpniętych z Zajdla jednostka kontra system. Mało to wszystko oryginalne do tego pachnie tu na siłę przemycaną polityką. I ta końcówka lekko rozczarowująca.
Pomimo tego książka zainteresowała mnie i skłoniła do zadumy nad przyszłością. Czterdzieści lat to nie taki szmat czasu. Polecam choć czytałem lepsze dzieła Grzędowicza.

środa, 8 marca 2017

Amerykańscy bogowie

To pewne, jak to, że woda jest mokra, dni długie, a przyjaciel zawsze w końcu cię zawiedzie. Nim po raz pierwszy zapoznałem się z książką Neil'a Gaiman'a odbyłem czteromiesięczną podróż po wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Wielki kraj stał się znacznie mniejszy z bliska, ludzie na pierwszy rzut oka ciepli i uprzyjemni przy bliższym poznaniu zamknięci wdziewający maski pozytywnie nakręconych wariatów, po bliższym poznaniu kompletni ignoranci nie wychylający nosa dalej niż farma sąsiada czy dzielnica w wielkim mieście. Są owszem i wyjątki ale jak to bywa z nimi potwierdzające tylko regułę.


Wróćmy jednak do książki Neila Gaimana bo o niej miała być mowa. „Amerykańscy bogowie” to opowieść o współczesnym świecie, o przemijaniu wartości, konflikcie pomiędzy tym co nowe a tradycjami, które powstawały przez wieki. Opowiada o pasji, miłości, nienawiści i śmierci, o codziennych problemach i rozterkach trapiących nas ludzi na początku nowego tysiąclecia. Tyle że ta historia ma drugie dno i dość nietypowy kanon głównych i pobocznych bohaterów. Poznajemy istny tabun bogów, bóstw i pomniejszych duchów z mitologii nordyckiej, celtyckiej, egipskiej, afrykańskiej, hinduskiej, słowiańskiej, i wielu innych.
Ameryka to kraj emigrantów, a wraz z nimi na ten nowy kontynent przywędrowali ich bogowie. Czasy sie jednak zmieniają, zmienia się Nowy Świat a ludzie zapominają o swych bóstwach. Starzy bogowie umierają a w ich miejsce pojawiają się nowi. Dość nietypowa fantastyka mocno osadzona w realnym świecie przesiąknięta mistyczną mgłą pytań bez odpowiedzi. I ten nieubłagany Ragnarok, zmierzch bogów, wojna po której nic nie pozostanie. 
Strona po stronie podążamy wraz głównym bohaterem Cieniem przez kolejne miejsca, poznajemy nowych ludzi choć i może nie do końca ludzi, każdy z nich niesie ze sobą tajemnicę. Przemierzamy kontynent wszerz i wzdłuż, by odnaleźć odpowiedzi na dręczące pytania. Początkowo Cień szuka zabójcy żony. Gdy jednak dociera do celu, jego podróż staje się czymś więcej niż zemstą. Świetna książka, świetna historia. Słyszałem że na jej podstawie ma powstać serial telewizyjny, oby udało mu się zachować klimat.


czwartek, 6 października 2016

Paradyzja

Proza Janusza Zajdla jest niczym puszka Pandory, świat po jej otwarciu nie jest taki sam. Czujemy się tak jak gdyby wyrwano nas z Matrix'a. Opowieść przedstawiona przez autora pomimo że fabularnie umiejscowiona w przyszłości, przedstawia  problemy dotyczące ludzkości w roku 2016. Zajdel natomiast stworzył swoją książkę ponad 30 lat temu, do tego w innym systemie politycznym a pomimo  upływu czasu jej treść nic nie traci na aktualności.



Historię uniwersalną która nigdy się nie zestarzeje, wbrew pozorom nie jest łatwo napisać, tym bardziej gdy osadzamy ją gdzieś w przyszłości, prędzej czy później będzie musiała być skonfrontowana z rzeczywistością. Paradyzja jest antyutopią, ukazującą społeczność zamkniętą wewnątrz sztucznej satelity, odosobnionej od reszty świata na 100 lat. Mieszkańcy tego sztucznego twora, żyją w ciągłym stanie zagrożenia i permanentnej inwigilacji. Strach podsycany jest przez lokalną telewizję i władzę. Wróg czyha na każdym rogu by zniszczyć ich wspaniały, kruchy świat. Przed stu laty pozostawieni na pastwę losu przez mieszkańców ziemi, tylko dzięki swemu uporowi i wspólnemu zorganizowaniu uniknęli śmierci. Życie nie jest jednak proste ich nowy świat krąży wokół planety bogatej w surowce, planeta ta jednak nie jest  zdatna do osiedlenia i zamieszkania. Tak przynajmniej sądzą ich przywódcy.
Rinach jest dziennikarzem z ziemi, swoimi reportażami ma ocieplić wizerunek mieszkańców Paradyzji. Nie jest to jednak jedyny cel wizyty. Jego zadaniem jest poznanie prawdy o faktycznym położeniu mieszkańców. Poznaje ją, ale czy będzie potrafił to wykorzystać by pomóc potomkom osadników z Ziemi.
W książce poruszane są trudne tematy społeczne miejsca jednostki w grupie i wpływ grupy na nią, ale przede wszystkim jest to studium na temat manipulowania faktami i środkami masowego przekazu. Każdego dnia władcy planety bombardują miliony obywateli odpowiednią dawką propagandy. Granice się zacierają, mieszkańcy są ogłupiani, pracują ciężka dla idei, która nie ma nic wspólnego  z faktycznymi realiami. Choć mogłoby się wydawać, że ich los jest beznadziejny wciąż tli się iskierka wiary w inny lepszy świat. Jak w każdym totalitaryzmie istnieje grupa ludzi rozumiejąca sytuację. Czy zdolna podjąć walkę. Czy może jedynie pragnąca przetrwać, przeżyć. Konformizm to słowo klucz w tej powieści, poszczególne jednostki dbają jedynie o swoje cele, dla jednych jest to przeżycie dla innych utrzymanie dotychczasowego statusu.
Zajdel do doskonały obserwator i demaskator wszelkich ruchów społecznych a przede wszystkim ludzkich ułomności. Jego książki to fabularyzowane eksperymenty socjologiczne prawdziwe naukowe obrazy nas samych. Warto po nie sięgnąć by choć przez chwilę przejrzeć się w nich w niczym lustrze.

niedziela, 25 września 2016

Kroniki Shannary

Na temat serialu Kroniki Shannary słyszałem wiele dobrego i złego. Po pierwsze powstał na podstawie kultowego cyklu Terrego Brooksa, po drugie reprezentuje gatunek high fantasy, po trzecie część krytyków posądza autora o plagiat dzieła Tolkiena.



W zeszłym tygodniu przeglądając ofertę Netflixa natrafiłem na serial i w kilka wieczorów pochłonąłem pierwszą serię. Pierwsze spostrzeżenia, produkcja skierowana jest do publiczności małoletniej, grupa docelowa to przedział wiekowy 12-18 lat, wątki tak są poprowadzone tak by zainteresować młodych widzów. Młodzi piękni bohaterzy, proste w odbiorze historie, jasno zarysowane postaci, poza kilkoma wyjątkami wiemy kto jest dobry, kto zły. Piękne obrazy przemierzanych krain, nieco landrynkowy baśniowo post apokaliptyczny świat, barwne postaci ludzi, elfów, gnomów i trioli. A wszystko to w stylu młodzieżowego klipu wprost z MTV.


To chyba tyle jeżeli chodzi o plusy. Dwa największe minus to gra aktorska i fabuła. Na pewno prawdą jest to, że Terry Brook całymi garściami czerpał z trylogii Tolkiena. Świat któremu grozi zagłada, drużyna która może go uratować (u Tolkiena brzemieniem jest pierścień u  Brooka nasienie drzewa), śmieć ukochanego syna króla, szaleństwo starego władcy (opętanie przez demona), postać długowiecznego druida która do złudzenia przypomina Aragona, końcowa konfrontacja z siłami zła itp itd.
Podobieństw można by odnaleźć więcej, na pewno nieco oryginalnego charakteru dodaje fakt, że obecny świat powstał na zgliszczach dawnej cywilizacji do złudzenia przypominający nam czasy współczesne. Co jakiś czas natykamy się na relikty przeszłości, jest to intrygujące i muszę przyznać że ciekawość jak do tego doszło zwyciężyła z nieco nużącą fabułą.


czwartek, 1 września 2016

Pomnik Cesarzowej Achai tom 5

Trochę czekałem nim zdecydowałem sklecić tych kilka zdań na temat ostatniego tomu Pomnika Cesarzowej Achai Andrzeja Ziemiańskiego. Czas był mi potrzebny by ją przetrawić bo miałem nieco mieszane uczucia. Wiedziałem czego oczekiwać po tego typu literaturze, nie mogę powiedzieć że się zawiodłem przez kolejne lata zżyłem się z bohaterami, ale wraz z ostaniom stroną pozostał jakiś niedosyt.


Chyba trochę robię się za stary na tego typu książki, nie jest to powieść zła, jest intryga, wciągająca fabuła, bohaterzy dobrzy i źli. Pojawia się tajemnicza organizacja na kształt wszędobylskiej masonerii próbująca zdobyć artefakt dający władze nad światem, są też przedstawiciele zamorskiej cywilizacji, którzy również chcą władzy, ale zdobytej w bardziej finezyjny sposób. Są wojny, koalicje i zdrady. Walka wywiadów, walka trzech różnych światów i sposobów myślenia (tubylcy, przybysze z za gór, tajemniczy Ziemcy). 
Czytelnik przewiązuje się do głównych postaci w pewien sposób sie z nimi utożsamia, komandor Tomaszewski to polskie wcielenie James Bonda, otaczają go piękne kobiety i choć w głębi serca kocha pewną uroczą czarownicę to od ich towarzystwa nie stroni. Podobnie jak bohater książek Iana Fleminga cechuje się wysoką inteligencją, charyzmą i siłą fizyczną, a przede wszystkim toczy swą szpiegowską grę na kilku frontach, z każdej opresji wychodzi bez szwanku prezentując swój nieskazitelnie wyprasowany mundur polskiej marynarki wojennej.
Książka robi wrażenie swoim rozmachem, przedstawionym światem i mnogością cywilizacji na które napotykamy się na kolejnych stronach. Jest tu wizja Polski, militarnego mocarstwa skonfrontowana ze światem gdzie dominuje magia. Autor trafne wypunktowuje kolejne etapy rozwoju sytuacji będącej efektem takiego spotkania. Sprzymierzeńcy którzy z dnia nadzień zyskują niesamowitą potęgę, przemianę świadomości wśród zwykłego ludu i narodziny nowych ruchów społecznych darzących do zdobycia władzy.
Na pewno nie jest to pozycja oryginalna, czerpie garściami z wielu innych dzieł, postacie są płaskie i jednowymiarowe, ale o dziwo świetnie się to czyta, akcja goni akcję a czytelnik z niecierpliwością czeka na ciąg dalszy. Nie bez kozery ktoś powiedział że najlepiej lubimy historie już znane lecz przystrojone w inne szaty.

Ps. Czasem warto nieco oderwać się od problemów i zatopić się w świat który istnieje tylko w głowie autora, a Ziemiański ten świat opisuje całkiem ciekawie. Minus intryga którą łatwo rozszyfrować, rozwiązanie podane na tacy i ta wszędobylska masoneria, dla mnie trochę tego za dużo.

sobota, 23 lipca 2016

Wiedźmin opowiadania

Od dłuższego czasu chciałem trochę więcej napisać o prozie Andrzeja Sapkowskiego, a w szczególności o jego cyklu wiedźmińskim. Nadarzyła się okazja bo autor został (statuetkę otrzyma w październiku) laureatem jednej z najważniejszych nagród w świecie literatury fantasy, World Fantasy Award. Pisarz odbierze Lifetime Achievement Awards - wyróżnienie za całokształt twórczości. 


Wszystko zaczęło w grudniu 1986 roku, gdy na łamach miesięcznika Fantastyka, ukazało się jego opowiadanie Wiedźmin (w konkursie czasopisma zajęło 3 miejsce). 

Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej. Szedł pieszo, a objuczonego konia prowadził za uzdę. Było późne popołudnie i kramy powroźników, i rymarzy były już zamknięte, a uliczka pusta. [...] Nieznajomy nie wszedł do "Starego Narakortu". Pociągnął konia dalej, w dół uliczki. Tam była druga karczma, mniejsza, nazywała się "Pod Lisem". Tu było pusto. Karczma nie miała najlepszej sławy. [...] Wtedy właśnie zaczęła się ta cała paskudna historia. Ospowaty drągal, który od chwili wejścia obcego nie spuszczał z niego ponurego wzroku, wstał i podszedł do szynkwasu. Dwójka jego towarzyszy stanęła z tyłu, nie dalej niż dwa kroki. [...] Zakotłowało się. Krzyk. Ktoś z pozostałych gości runął ku wyjściu. Z trzaskiem upadło krzesło, głucho mlasnęły o podłogę gliniane naczynia. Karczmarz - usta mu dygotały - patrzył na okropnie rozrąbaną twarz ospowatego, który wczepiwszy palce w brzeg szynkwasu, osuwał się, niknął z oczu, jak gdyby tonął. Tamci dwaj leżeli na podłodze. Jeden nieruchomo, drugi wił się i drgał w rosnącej szybko ciemnej kałuży. W powietrzu wibrował, świdrując uszy, cienki, histeryczny krzyk kobiety. Karczmarz zatrząsł się, zaczerpnął tchu i zaczął wymiotować. 

Z perspektywy 30 lat opowiadanie nie powala swoją fabułą, od kolejny bohater z znikąd o nadludzkich możliwościach, z zasadami, które są ważniejsze od jego życia. Geralad z Rivii pojawia się na dworze króla Temerii  Foltetsta i ma zdjąć czar ze strzygi, córki tegoż władcy. Kolejne odsłony tylko powielały schemat, pojawia się Wiedźmin, jest brudna robota do wykonania, zadanie wykonane. Po miedzy stronami Sapkowski przemyca uniwersalne bolączki współczesnego świata, brak tolerancji, rasizm, egoizm. Gerald to mutant stworzony do walki z potworami, z kolejnymi odsłonami przygód, zaciera się granica kto tak naprawdę stanowi zagrożenie dla prostego wieśniaka. Kto jest monstrum, a kto jest człowiekiem.

Ludzie (...) lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni (...) Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć.

Pojawiają się kolejne elementy układanki, dziecko niespodzianka (Ciri), piękna czarownica Yennefer, przyjaciel poeta Jaskier i inni. Z upływem czasu opowiadania przybierają postać sagi jak w Wojna i pokoj Dostojewskiego i stają się historią niczym z tragedii greckiej. 

Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty.

To co wyróżniało tą i późniejsze historie to język. Soczysty i przaśny w swej wymowie z elementami słowiańszczyzny. 

A taka to była spokojna okolica. Nawet skrzaty z rzadka jeno szczały tu babom do mleka.


Dla autora nie ma tabu i tematów trudnych. Trafnie puentując otaczający świat. 

Istnieje tylko Zło i Wielkie Zło, a za nimi oboma, w cieniu, stoi Bardzo Wielkie Zło. Bardzo Wielkie Zło, Geralt, to takie, którego nawet wyobrazić sobie nie możesz, choćbyś myślał, że nic już nie może cię zaskoczyć. I widzisz, Geralt, niekiedy bywa tak, że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: "Wybieraj, bratku, albo ja, albo tamto, trochę mniejsze".(...) Mniejsze zło istnieje, ale my nie możemy wybierać go sami. To Bardzo Wielkie Zło potrafi nas do takiego wyboru zmusić. Czy tego chcemy, czy nie.

Dwa tomy opowiadań (Ostanie Życzenie, Miecz przeznaczenia) to tylko przedsmak tego co nas czeka, wstęp, przedstawienie świata i jego problemów. Postacie pomimo napotkanego zła jeszcze potrafią się odnaleźć w swojej rzeczywistości wszystko mają poukładane, ale niewątpliwie coś nadchodzi jakaś zmiana a jej początkiem będzie wojna, która zapuka do każdych drzwi i ogniem zmieni ich świat.

Ps. Od pewnego czasu mierzę się z angielskim wydaniem The Last Wish, ciekawe uczucie czytać Sapkowskiego w języku Szekspira, powyżej okładka brytyjskiego wydania z adnotacją, że gra The Wicher powstała na podstawie sagi wiedźmińskiej. 

niedziela, 24 kwietnia 2016

Rycerz Siedmiu Królestw

Po opowiadania George R.R. Martina Rycerz Siedmiu Królestw po raz pierwszy sięgnąłem wiosną roku 2014 oczekując na czwarty sezon serialu HBO Gra o tron, dziś jest dzień amerykańskiej premiery szóstego sezonu i ponownie sięgnąłem po książkę. 


Akcja opowiadań toczy się na kilkadziesiąt (kilkanaście) lat przed wydarzeniami w Grze o tron, w Westeros panuje względny pokój a czytelnik poznaję kraj wędrując z błędnym rycerzem  Dunkiem i jego giermkiem Jajem. Między oboma jest dziwna relacja podwładności. Pomimo że to Dunk jest seniorem to liczy się bardzo ze zdaniem swego giermka. Z czasem nawiązuje się między nimi nić przyjaźni i wzajemnego szacunku. Jajo to nie jakiś zwykły pomagier, to potomek króla, który pod przykryciem poznaje swój kraj. Sytuacje jakie ich spotykają bywają niebezpieczne, ale dzięki umiejętnością obu podróżników wychodzą z nich bez szwanku. Los który ich ze sobą związał, zwiąże ich na dłużej. Sympatycy sagi Georga Martina rozpoznają w nich późniejszego króla potomka rodu Targaryenów, Aegona V (brata Aemona ślepego maestra w Nocnej Straży) i jednego z największych dowódców Gwardii Królewskiej.
Historia jest dużo lżejsza niż w sadze Pieśni Lodu i Ognia, poznajemy genezę wielu późniejszych konfliktów, ale jest to tak przy okazji, skoncentrowani jesteśmy tu przede wszystkim na przygodzie dwóch młodych awanturników, kompletnie różnych od siebie, wiernych jednak kodeksowi rycerskiemu i przyjaźni. Czyta się dużo lepiej niż sagę, o dziwo nie ma tu zaskakujących zwrotów akcji i uszczuplania liczby bohaterów z którymi się z żyliśmy. Sympatyków Gry o tron natomiast zapraszam na kolejne epizody nowego sezonu.

wtorek, 19 stycznia 2016

Uległość

Zaintrygowała mnie ta powieść zanim ją jeszcze przeczytałem. Oburzenie we Francji i ostra polemika w naszym kraju wzmogły moje zainteresowanie książką. Jest to moje drugie spotkanie z twórczością Michel'a Houellebecq'a, poprzednio w roku 2006 były to Cząstki elementarne, które wywarły na mnie duże wrażenie. Trafnie oddane bolączki współczesnego świata, ukazanie przeciętnego przedstawiciela klasy średniej (urzędnika), jego dekadentyzmu i nastawienia jedynie na konsumpcjonizm. Uległość porusza podobny temat, główny bohater to intelektualista (profesor literatury), niepotrafiący się odnaleźć, samotny, znudzony życiem bez marzeń i celu, którego jedyną wyznawaną wartością jest zrobienie sobie dobrze. 


Jest jednak różnica. Polityka i religia. Dziejąca się gdzieś obok tej egzystencji. Początkowo nie budząca zainteresowania, od problemy innych, ale gdy zaczyna wdzierać się w życie naszego bohatera okazuje się, że wniesie wiele zmian i odmieni jego dotychczasowe postrzeganie świata.
Książka porusza współczesne problemy Francji. Znudzenie obecnym dwubiegunowym systemem politycznym (centro-prawica i centro-lewica), problemy z mniejszością muzułmańską, problemy ze skrajną prawicą, zanik wartości chrześcijańskich i wreszcie nie umiejętność zdefiniowania pojęcia tożsamości multikulturowej.
Mamy 2022 rok dochodzi do wyborów, nacjonaliści zdobywają 1/3 głosów i wygrywają. Drugie miejsce zajmuje Bractwo Muzułmańskie a trzecie lewica, które to tworzą koalicję. Dzielą się władzą i wprowadzają nowe porządki. Edukacja przypada Bractwu, ulice miast powoli się zmieniają ku akceptacji większość, robi się bezpieczniej, spada bezrobocie, kolejne państwa przyłączają się do Unii Europejskie (Maroko, Turcja, Tunezja, Algieria). Francja zyskuje na znaczeniu a nowy prezydent marzy o Unii w granicach starego cesarstwa rzymskiego.
Nurtuje mnie jednak pytanie. Na ile prawdopodobna może być wizja Houellebecq'a po wydarzeniach z końca 2015 roku? Czy istnieje prawdopodobieństwo, że pewnego dnia coraz liczniejsza grupa wyznawców islamu pokojowo przejmie władzę.
Historia zna wiele scenariuszy i to co dziś jest nieprawdopodobne, jutro kto wie...
Książkę polecam, szczera do bólu, trafnie diagnozuje problemy współczesności, pisana żywym krwistym językiem bardzo obrazowym.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Władca pierścieni... biały kruk

Koniec roku nastraja sentymentalnie, wracają wspomnienia te czytelnicze również. Niecały tydzień temu zapuściłem sobie trylogię firmową Petera Jacksona "Władca pierścieni", przyplątała się moja córka i zainteresowała się historią, a ja wróciłem wspomnieniami do roku 2001 i mojej wakacyjnej podroży do Anglii.


Było to wyjątkowe lato praca i odpoczynek w pięknej miejscowości  Canterbury siedzibie angielskich biskupów, zielonej i pełnej architektonicznych reliktów przeszłości. Szczególnie utkwiła mi w pamięci olbrzymia katedra i zachowana niemal w całości przepiękna średniowieczna starówka. Zabrałem ze sobą powieść Tolkiena, by w wolnych chwilach nadrabiać zaległości czytelnicze przed planowaną na koniec roku premierą filmową. 
Opowieść o dzielnych hobbitach, ich przygodach pełnych niebezpieczeństw, przyjaźni i poświęceniu wciągnęła mnie. Gdy czytałem o hobbitowie widziałem hrabstwo Kent, kolorowe owocowe sady, zielone łąki, pastwiska, a gdzieś pośród nich małe hobbicie domki. Mali bohaterzy szli, szli i szli by dotrzeć do Mordoru, a ich misją było uratowanie świata i zniszczenie pierścienia władzy. Szczęśliwie dla mnie i dla nich dotarliśmy do pozytywnego zakończenia historii. Wróciłem do domu, a tuż po Nowym Roku wybrałem się do kina. Szok, niby oglądam tą sama opowieść, czterej hobbici, karzat, elf, mag i człowiek. Problem polegał na tym, że kompletnie inaczej się wszystko nazywało. Frodo nie był Bagoszem z Bagosza ale Baginsem, jego mały przyjaciel miał zupełnie inne imię (Radostek - Merry), krzat był krasnalem, Łazik Obieżyświatem. Można było by tak długo, inne nazwy miejsc (Włosci - Shire), przedmiotów itp itd.
Poszperałem w sieci i znalazłem problem, tak się złożyło że moje tłumaczenie Władcy Pierścieni było autorstwa Jerzego Łozińskiego, jest to pierwsze wydanie  z roku 1996/97 kolejne były poprawione i przywrócono oryginalne nazewnictwo Tolkiena. Zostałem więc posiadaczem wydawniczego białego kruka.
Z tego co się orientuje na rynku funkcjonują trzy tłumaczenia Marii Skibiniewskiej (wykorzystane przy tłumaczeniu obrazu filmowego), Marii i Cezarego Frąców i Jerzego Łozińskiego.

sobota, 19 grudnia 2015

Mały Książę

Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu pamięta o tym... Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół... Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać... Nigdy nie jest dobrze tam, gdzie się jest... Idąc prosto przed siebie, nie można zajść daleko... Czasem odłożenie pracy na później nie przynosi szkody... Zamiast tępić zło, lepiej szerzyć dobro... Człowiek to ktoś, kto nosi w sobie coś większego niż on sam...
Wszystkie cytaty pochodzą z jednej niewielkiej objętościowo książki Antoine de Saint-Exupery "Mały Książę", a jest to tylko ich część wrzucona zupełnie przypadkowo.



Kilka dni temu przybyła do nas paczka świąteczna z książkami i dwoma filmami dla Zosi. Jednym z nich była próba ekranizacji Małego Księcia. Los chciał, że nie było mnie w domu, a moje kochane dziewczyny rozpakowały całość, chciał nie chciał jeszcze tego samego dnia obejrzeliśmy film i to dwukrotnie.
Film idealnie trafia w dziecięcą publikę, a całość to opowieść w opowieści, ale tak zręcznie przedstawiona, że dorównuje pierwowzorowi. Ortodoksyjni fani mogą z tym się nie zgodzić,  historia przedstawiona w książce jest tylko pretekstem do innej opowieści, jest jednym z głównych wątków ale nie jedynym, oba tak się przeplatają że dostajemy nową jakość.
Mamy małą dziewczynkę i jej mamę, która próbuje zaplanować dziecku życie, w tym celu przeprowadzają się do domu, który znajduje się w tej samej okolicy co jedna z najlepszych szkół w kraju. Są wakacje, a dziewczyna ślęczy nad książkami, krok po kroku realizując rozrysowany przez matkę plan. Wszystko się zmienia gdy poznaje starszego pana z naprzeciwka. W jej życiu zdominowanym tylko przez naukę i liczby pojawia się światło. Okazuje się, że sąsiad był pilotem i dawno temu na pustyni poznał małego chłopca. Staruszek dzieli się swą historią. Mijają kolejne wspólnie spędzane na czytaniu dni, dziewczyna czuje się szczęśliwa zaczyna coraz więcej rozumieć, aż do incydentu z samochodem. Gdy dowiaduje się o tym matka nie jest zadowolona, że jej pociecha odrywana jest od nauki, ta jednak do końca pragnie poznać historię Małego Księcia, gdy ją poznaje jest rozczarowana i oszukana. Wszystko się zmienia gdy staruszek ląduje w szpitalu...
W tym momencie zaczyna się nowa opowieść. Nie wszystkim może się podobać bo poznajemy dalsze dzieje Małego Księcia, ale całość wciąż niesie ze sobą to same przesłania co oryginał tyle, że bardziej współczesne i podane na tacy. Mojej córce się podobało, właśnie jesteśmy po czwartym seansie. 

sobota, 12 grudnia 2015

Wroniec

Zimny grudniowy wieczór, wróciłem z pracy i na chwilkę przysiadłem na sofie. Dziewczyny gdzieś na górze szaleją, wkrótce przerwa świąteczna. Automatycznie sięgam po książkę z półki, traf chciał że trafiam na książkę wyjątkową, baśń dla dorosłych. Wroniec to nietypowa książka jak na Jacka Dukaja, to taki skok w bok od tego o czym pisze na co dzień. Dostałem ją na gwiazdkę 2009 roku, nim jednak zapoznałem się z treścią nastała gwiazdka kolejnego roku 2010, teraz przed kolejną, powróciłem do lektury ponownie.


Bohaterem jest mały sześcioletni chłopiec, Adaś. Adaś mieszka wraz z rodzicami, siostrą i babcią na jednym z wielu szarych polskich osiedli PRL. Na niemal takim samym jak i ja gdy byłem w jego wieku. Mieszkanie urządzone jest identycznie jak miliony podobnych mu w w latach 80-tych. Te same meblościanki , wykładziny i mały czarno-biały telewizor w centralnym miejscu domu. Rodzice całymi dniami pracują a dziećmi zajmuje się babcia. Dni mijają a największą atrakcją chłopca jest przyglądanie się ludziom i budynkom za okna. Wszystko zmienia się w pewny grudniowy wieczór, gdy w telewizorze pojawia się generał.




Kilka godzin później do domu Adasia zlatują się wrony rozbijają szybę i porywają jego rodzinę. Z pomocą chłopcu przychodzi sąsiad pan Beton, wspólnie w tą zimną grudniową noc próbują odnaleźć najbliższych chłopca. To co wydarza się potem nie jest do końca rzeczywiste, przynajmniej w naszym rozumieniu. Na brudnych szarych ulicach sześcioletni chłopiec spotyka wiele dziwnych postaci (miłychpantów, drapierzne kruki, stalowe suki, bubeków, złomota itp) które w dorosłym świecie maja swoje odpowiedniki, podąża przez miasto spowite Gazem a jego bronią jest umiejętność posługiwania się bajkami np. czapka staje się niewidką a odnaleziona U-Lotka pozwala mu się unosić nad miastem. Jego magiczne umiejętności, gdzie specjalne maszyny zszarzeją ludzi, ułatwiają mu konfrontację z tytułowym Wrońcem, który mieszka w wysokiej wieży w centrum miasta. Nim jednak dotrze na miejsce czeka go mnóstwo przygód, mnie osobiście podobał się fragment w kolejce, kiedy to Adaś utkną ukrywając się przed miłympanem i zaczął zapuszczać korzenie...



Opowieść trwa jedną noc, jest to jednak bardzo długa noc i choć kończy się szczęśliwie to jednak ma kilka poziomów jej zrozumienia. Magia przeplata się z rzeczywistością, jak w Alicji w krainie czarów postacie z bajki to odzwierciedlenie realnych istniejących rzeczywiście. Czytelnik bez względu na wiek odnajdzie tu coś dla siebie. Uniwersalna opowieść o miłości, stracie i poszukiwaniu osadzona w trochę nierealnym świecie, ale czy komunizm był realny, może też był tylko snem małego chłopca. Całość jest pięknie ilustrowana i godnie prezentuje się na półce 

wtorek, 1 grudnia 2015

Pomnik cesarzowej Achai

Podchodzę do tego tekstu kolejny raz. Ponad dekadę temu miałem przyjemność nieco pofolgować swojej wyobraźni i pogrążyć się w lekturze Achai trzy tomowej historii o księżniczce z królestwa Troy. Autor Andrzej Ziemiański przedstawił alternatywny świat pełen przemocy i brudnej polityki. Główna bohaterka najpierw zostaje podstępnie pozbawiona tronu przez macochę, potem wcielona do armii, dostaje się do niewoli zostaje niewolnicą a następnie kurtyzaną. Jest to historia walki i drogi po władzę widziana z kilku perspektyw. Zwycięstwo nie oznacza wcale szczęśliwego zakończenia a jego koszt to ból i cierpienie. Zresztą cała ta opowieść to jedno wielkie cierpienie pomimo swego przesłania, nie zachęcająca by czytać je kolejny raz, bo jakże można kibicować historii w której bohaterka jest gnębiona i poniża, daje się jej nadzieje, by po chwili odebrać, a wszystko powtarza się w koło i w koło. Mimo to przeczytałem. W roku 2012 na półkach sklepowych pojawiła się kontynuacja Andrzej Ziemiański widocznie zatęsknił za tematem i postanowił powrócić do świata wykreowanego dziesięć lat wcześniej, a ja o zgrozo ponownie zagłębiłem się w lekturze.



Pozmieniał niemal wszystko, pozostawił świat a akcję umieścił 1000 lat po wydarzeniach z poprzedniego cyklu. Świat podzielony jest na dwie części Górami Bogów, ciągną się dookoła globu i sięgają stratosfery, tak wysoko, że jeszcze nikt nie zdołał ich przebyć. Półkula południowa nie ma pojęcia co znajduje się na północnej i na odwrót. Nagle pojawiają się ludzie za gór, którzy stoją cywilizacyjnie i technicznie o wiele wyżej od tubylców, żeby było bardziej interesująco są to żołnierze armii polskiej, a wraz z nimi przybywają incognito tajemniczy Ziemcy. 
Ziemcy to nie ludzie, w przeciwieństwie do istot rozumnych w opisywanym świecie nie są stworzeni a raczej ewoluowali ze zwierząt. Wszyscy szukają mitycznego pomnika cesarzowej Achai, który jest bramą, przejściem pomiędzy światami.
Mamy trójkę bohaterów czarownicę Kai, oficera polskiego wywiadu kapitana Tomasza i jakby nie z z tej ziemi, panią inżynier, a wszystko to taki miszmasz techniki i magi w nieco bondowskim stylu. Polska po drugiej stronie gór to mocarstwo, mające metalowe okręty, łodzie podwodne i latające statki. Polacy proponują wsparcie militarne podupadającemu cesarstwu, jedynie czego pragną to wybudować bazę wojskową w tej części świata i ropy na którą jest wysokie zapotrzebowanie w ich kraju, a tu jest to kompletnie bezużyteczna ciecz. Muszą się śpieszyć bo nie tylko oni jedyni mają podobne plany, a do tego dochodzą tajemniczy Ziemcy i bliżej nieokreślona organizacja. Bardzo fajne czytadło, idealne jako taki płodozmian przed czymś ambitniejszym. Minus, trochę na siłę rozciągnięte, niby sporo akcji i wątków, ale nie wprowadzą niczego nowego i nie popychają fabuły do przodu. Jak do tej pory wydane zostało cztery tomy, ale pewnie nie skończy się na kolejnych dwóch. 

czwartek, 12 listopada 2015

Thorgal - Zdradzona Czarodziejka

Nie wiem czy to przypadek ale przeglądając zawartość mojego smartphona natrafiłem na audiobook "Thorgal - Zdradzona Czarodziejka", serce zaczęło nieco mocniej bić  gdy w tle zabrzmiała muzyka to tego słuchowiska.


Początkowo nie umiałem do siebie dopuścić myśli że na podstawie tego bądź co bądź kultowego komiksu Grzegorza Rosińskiego, można zrobić słuchowisko. Minęło  niemal rok od mojego pierwszego spotkania z dziełem warszawskiego studia nagraniowego Sound Tropez i nie mogę się nadziwić ile pracy, czasu kosztowało stworzenie tego dwu i półgodzinnego audiobooka ilu aktorów, muzyków i ludzi odpowiedzialnych za efekty dźwiękowe było zaangażowanych. Zamykam oczy słyszę szum wzburzonych fal, śmiech i krzyk pijanych wikingów, gdzieś tam Thorgal walczy związany łańcuchami o życie a potem kroki i oddech, kobiecy oddech.
Przykuty do pierścienia ofiarnego Thorgal czeka na nadchodzący przypływ i pewną śmierć. Jest to kara za to, że miał czelność pokochać córkę wodza wikingów Aaricię. Uwolniony przez tajemniczą rudowłosą kobietę, poprzysięga jej posłuszeństwo oraz roczną służbę. Wkrótce dowiaduje się, że zarówno on jak i enigmatyczna Slivia mają wspólny cel, jakim jest zemsta na Gandalfie Szalonym – ojcu Aaricii oraz człowieku, który skazał Thorgala na śmierć.
Adaptacja obejmuje dwa pierwsze albumy serii „Thorgal” – „Zdradzona czarodziejka” i „Wyspa wśród lodów„. W roli tytułowego bohatera wystąpił Jacek Rozenek, bezgranicznie zakochaną w Thorgalu Aaricię zagrała Maria Niklińska.

sobota, 31 października 2015

Kiedy Bóg zasypia

"Kiedy Bóg zasypia" to książka na którą czekałem z zapałem (był to rok 2007). Świetny pomysł na powieść, akcja rozgrywająca się w początkach państwowości polskiej, reakcja pogańska, śmierć władcy, bezprawie, pretendenci do tronu, najazdy sąsiadów do tego starosłowiańskie wierzenia i stwory nie z tego świata: Strzygi, Ożywieńcy, Dziwożony czy Południce. Można powiedzieć historia samo się pisząca.


Zacznijmy od początku mamy rok 1034, król Mieszko II Lambert umiera a w Polsce zaczyna się walka o tron. W Polskiej historiografii lata 1034-1038 to biała plama. Wiemy że doszło do buntu chłopstwa i reakcji pogańskiej, możnowładztwo i duchowieństwo zostało zdziesiątkowane a ci co mogli schronili się na Mazowszu gdzie twardą ręką rządził  Miecław. Fabuła książki dzieje się właśnie w tym okresie. 
Rafał Dębski jest znanym twórcą historii grozy i nie inaczej jest tutaj. Umiejscowienie akcji jest tylko pretekstem do kolejnych opisów masakr dokonywanych przez wyznawców starosłowiańskich religii. Pojawiają się stwory i ożywieńcy a wszędobylska krew leje się na lewo i prawo. Postacie ludzkie nie odbiegają od tego stereotypu to kolejne wcielenia potworów. 
Mamy trzy strony konfliktu: polskich chrześcijan, czeskich chrześcijan i słowiańskich pogan. Prości ludzie mają dość rządów możnowładztwa, pamiętają panowanie Bolesława Chrobrego i Mieszka I ciągłe wojny, śmierć, choroby. Pamiętają też czasy gdy wyznawali inne religie, a przede wszystkim pamięć o nich podtrzymują starosłowiańscy kapłani Żercy. Możnowładztwo rozpamiętuje dawne czasy i skupia się w Gnieźnie gdzie znajdują się relikwie św. Wojciecha. Wspomniani są tu również synowie poprzedniego władcy, zapomniany i wymazany przez historię Bolko i Kazimierz zwany odnowicielem. Pierwszy pojawia się na krótko i szybko ginie drugi na końcu jako wybawiciel Polski.
Książka średnio broni się jako powieść historyczna, jest to raczej fantasy osadzona w tych realiach. Fantasy a może bardziej horror dziejący się w czasach panowania pierwszych Piastów. Bohaterowie są płascy często pojawiają się znikąd by po kilku chwilach na zawsze zniknąć z kart książki. Całość czyta się szybko i zapomina równie szybko. Na siłę umieszczono wątek miłosny z Dziwożoną i Ożywieńcem który ma się nijak do fabuły, a wszystko kończy się nagle jakby w środku historii pojawieniem się polskiego księcia na białym koniu.
Na zakończenie fragment jeden z wielu w tej książce idealnie obrazujący klimat historii...

"Przywiązany człowiek rzucił się, jakby chciał zerwać więzy. Jednak rzemienny pas trzymał mocno. Kapłan chwycił ofiarę za włosy, odchylił do tyłu głowę. W blasku płonących wokół pochodni i olejowych mis ustawionych na trójnogach widać było, jak grdyka ofiary chodzi bardzo szybko w górę i w dół. Ostrze spadło na nią niby jastrząb na królika. Buchnęła krew, wylewając się potężnym strumieniem wprost na posąg boga. Zagrzmiało. Wyznawcy padli na twarz. W tej chwili zgasły wszystkie światła poza świętym ogniskiem..." 

Ps. Książka sprawdza się jako lektura w takie dni jak dziś ... Halloween...

środa, 16 września 2015

Obóz Świetych

Do napisania tej krótkiej notki popchnęły mnie wydarzenia z ostatni kilku tygodni, a mają one związek z sytuacją na węgiersko-austyjackiej granicy. Kilka dziesiątą może kilka set tysięcy uchodźców z Bliskiego Wschodu (Irak, Syria) próbuje przedostać się do Europy. Prasa i telewizja dzień w dzień nadaje relacje i "trąbi" że grozi nam "Armagedon", upadek cywilizacji zachodniej, wojujący islam, kobiety w burkach i terroryści.
Obywatele Unii Europejskiej (w tym Polacy) wychodzą na ulicę manifestując swój strach przed tłumem imigrantów, bądź dobrą wolę i chęć niesienia pomocy ludziom w potrzebie. Może takie wydarzenia nie są niczym nowym wybuchają co jakiś czas z większą lub mniejszą siłą, skojarzyły mi się jednak z pewną książką przeczytaną jakieś 8 lat temu.


"Obóz Świętych" autorstwa Jean'a Raspail'a jest książką futurologiczną napisaną w roku 1973 a opisującą wydarzenia z początków XXI wieku. W nękanych głodem i epidemią Indiach pod wpływem wystąpień szalonego filozofa, zresztą przybysza z Europy, setki tysięcy ludzi opanowują siłą statki, łodzie, barki i na oślep, niepowstrzymaną falą, ruszają ku Europie. Kraje zachodnie są kompletnie ogłupiałe i bezradne. Nikt nie ma przecież odwagi wydać rozkazu strzelania do tłumów. Media plotą o tolerancji i sprawiedliwości dziejowej, a flota z każdym dniem zbliża się wywołując strach i panikę.
Książka jest warta przeczytania uświadamia nam co tak naprawdę myślimy w tej kwestii. Poszczególne wydarzenia są przedstawiane z punktu widzenia europejczyka, ukazane są podziały występujące w społeczeństwie, walka myśli konserwatywnej z liberalną. Suma summarum okazuje się że rzeczywistość jest zupełnie inna, a my jesteśmy zapatrzeni tylko w siebie bez względu czy pomagamy czy kontestujemy.  

środa, 26 sierpnia 2015

Daredevil serial

Jako dziecko namiętnie całe kieszonkowe wydawałem na komisy. Wydawnictwo TM-Semic zalewało ówczesne kioski Ruchu zeszytami z super bohaterami Marvel Comic i DC Comic, które po dzień dzisiejszy zalegają pod stertą kurzu gdzieś w moim rodzinnym domu. O ile dobrze pamiętam najbardziej upodobałem sobie trojkę bohaterów Spdermana, Punishera i Batmana. Byli najmniej oderwani od rzeczywistość i przy odrobinie wyobraźni mogli spacerować ulicami naszego miasta. Ok, przy dużej dawce wyobraźni. Od tego czasu minęło niemal 25 lat miłość do superbohaterów wraz z dojrzewaniem uleciała z młodego umysłu. Jedynie od czasu do czasu wracam do wspomnień z dzieciństwa przy kolejnych premierach kinowych hitów Marvela czy DC. Zdarzają się perełki pokroju Batmana Nolana (szczególnie druga część trylogii) czy ostatniego Capitana Ameryki, ale generalnie utwierdzam się w przekonaniu że interesują mnie nieco inne historie.



Mamy jednak wakacje a czas ten rządzi się nieco innymi prawami. Na Daredevila natknąłem się po raz pierwszy w 2003 roku oglądając film z Benem Affleckiem, nie zapadł mi jakoś w pamięci na dłużej, jedna z takich nijakich produkcji. Aż do sierpnia tego roku, gdy zupełnie przypadkiem zapuściłem na Netfiksie pierwszy odcinek serii (zachęcony polskimi napisami) i wciągnęło mnie na kolejne trzy godziny a następnie na kolejne dwa wieczory.

Gdyby ktoś mnie zapytał co w nim takiego szczególnego, odpowiedział bym ciekawa historia, powiązana ze sobą ciągiem logicznych następstw. Nie jest to serial wybitny, ale konsekwentny, krok po kroku poznajemy bohaterów, najpierw dwójkę młodych prawników otwierających swoje biuro ich pierwszą klientkę i zamaskowanego obrońce uciśnionych. Widzimy jakie relacje panują w mieście, skorumpowanych policjantów, zastraszonych mieszkańców, gangi i grupy przestępcze, coś lub ktoś je łączy ale tego dowiadujemy się później. Informacje są dawkowane powoli. Mamy bohatera i jego antagonistę, o tym drugim wiemy naprawdę niewiele ukryty gdzieś w cieniu "pociąga za sznurki". Z odcinka na odcinek dowiadujemy się więcej. Fabuła prowadzona jest wielowątkowo, prawnicy którzy próbują zapobiec wysiedleniu mieszkańców jednej z dzielnic, byłą klientkę która zostaje ich sekretarką i która prowadzi własne śledztwo z pomocą lokalnego dziennikarza, zamaskowanego superbohatera który strzeże ulic nocą, organizację przestępczą która boryka się z własnymi problemami. Powoli wątki łączą się w jedną całość dowiadujemy się komu zależy na wysiedleniu lokatorów, główny antagonista ujawnia się pod wpływem miłości, wybucha wojna gangów w którą wplątany jest tytułowy Daredevil, pojawiają się i giną kolejno dobre i złe charaktery. W między czasie poznajemy przeszłość Daredevila, jego ojca i okoliczności w jaki posiadł swoje umiejętności. Wszystko poprowadzone jest bardzo zgrabnie, poznajemy przeszłość Wilsona Fiska (Kingpin główny boss) powody, że robi to co robi, możemy zrozumieć i wytłumaczyć jego postępowanie, również jego miłość do miasta, choć metody te są wysoce drastyczne i niemoralne. Poczynania Daredevila (Matta Murdocka niewidomego prawnika) też są dla nas jasne. Ma misje wizję lepszego świata, ale nie widzi innej możliwości jego poprawy, więc zakłada swój kostiumy stawiając się ponad prawem. Każde działanie ma przyczynę, swoje konsekwencje i finalne rozwiązanie.



Szukając wad nie podoba mi się kostium Daredevila w finałowym odcinku i chyba tyle. Świetnie nakręcone są sceny walk, tytułowy bohater jest z krwi i kości, pokonanie kolejnego rywala kosztuje go dużo zdrowia. Wszystko jest bardzo realistyczne jak na konwencje filmu o komiksowym superbohaterze. Dobrze opowiedziana historia, poprawna a czasami bardzo porwana gra aktorów i mroczna sceneria na długo zapadają w pamięci widza.

Finałowa scena pomimo że kończy się happy-endem, sugeruje wyraźnie że to nie ostatnie starcie bohaterów. Czekam z niecierpliwością.