Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 marca 2021

Bookshelf tour książki mojej córki

Jak można zauważać w ramach takiego płodozmianu od czasu do czasu przeglądam co tam takiego moja córka nowego czyta. Początkowo ogarniałem niemal każdą nową pozycję, ba niemal każdą sam zakpiłem, teraz stała się bardziej niezależna i sama sobie wybiera lektury. Gdy tylko istniała taka możliwość wraz z mamą buszowały w charity shop wyszukując książek i innych artefaktów. Zebrało się tego trochę i pewnie niedługo nadejdzie taki czas by nieco przewietrzyć biblioteczkę, dlatego też powstał ten wpis. Bookshelf tour czas zacząć.


Górna półka na lewo cykl The school for Good and Evil pisałem już o nim dwa lata temu w zeszłe wakacje wydany został ostatni szósty tom. Obok stoją trzy pierwsze tomy Harry Potter. Pierwsze dwa przeczytane jeszcze dwa lata temu, trzeci stoi i czeka na swoją kolej. Zosi nie spieszy się bardzo bo całą historię zna z ekranizacji, ale ostatnio zauważyłem że wróciła ponownie do Kamienia filozoficznego. Z tyłu za pierwszy szeregiem poupychane są książki z których już trochę wyrosła. Karolcia którą czytaliśmy jej przed snem czy wiersze Tuwima i Brzechwy. Są tu również dwie wersje polska i angielska Dzieci z Bullerbyn Astrid Lindgren to moja ukochana z pozycja z dzieciństwa. Obok odkryłem piękne wydania biografii znanych z postaci  jak Frida Kahlo czy Marii Curie-Skłodowska. Jest tu też seria książek Zosi gdy miała lat 6, Rainbow magic doliczyłem się ponad 20 tomów.


Zejdźmy półkę niżej to już trochę taki twórczy nieład. Trzy książki Kate Saunders o których popełniłem wpis tutaj, Kilka tomów dzienników Dork Diaries (kolejna ulubiona seria), książki Roald Dahal (obejrzeliśmy również film na Netflix Charlie and the Chocolate Factory) i Wonder R.J Palacio (film również na Netflix Cudowny chłopiec), Ma też serię książek The World's Worst Chldren autorstwa Davida Williamsa. Pewnie jeszcze by się kilka perełek znalazło, ale skończmy na tym przegląd tej półki. Jeszcze poniżej chyba książki do których najrzadziej zagląda. Jakieś encyklopedie, Biblie i zbiory znanych bajek które czytaliśmy jej przed snem. Po prawej stronie ma taką swoją małą strefę twórczą. Obok pólek z rękodziełami i małymi figurkami znajduje się jej kolekcja gier na Nintendo (DS, 3DS i Switch), nieco poniżej trzy tomy Serii niefortunnych zdarzeń, na podstawie której zekranizowany został serial na Netflix o tym samym tytule. Książki ma jeszcze poupychane w różnych miejscach jej kreatywność  nie zna granic. 

Ps Wpis ten powstał z okazji Światowego dnia książki który obchodzony był w Anglii 4 marca. Pozdrawiam,

poniedziałek, 1 czerwca 2020

The Legend of Zelda: Hyrule Historia

Dzisiejszy wpis trochę na luzie z okazji Dnia Dziecka. Ponownie dokonałem małego włamania do pokoju córki w poszukiwaniu tematu. Wśród sterty książek notatników i przeróżnych szpargałów przeważają te o tematyce  The Legend of Zelda. Przede wszystkim gry na Nintendo DS, 3DS i Switch, ale również mangi, figurki i plakat na samym środku ściany. Największym trofeum na dzień dzisiejszy jest przepięknie wydany album The Legend of Zelda: Hyrule Historia.


Zacznijmy od tego o czym jest The Legend of Zelda. Seria ma pewną określoną konwencję - praktycznie każda część opowiada o przygodach Linka w fantastycznej krainie Hyrule. Historia przedstawiona w grze zwykle krąży wokół opowieści o Triforce. Według niej tytułowa bohaterka serii Zelda jest powierniczką mocy mądrości, Link mocy męstwa, a Ganon, główny czarny charakter, mocy siły. Jednocześnie same gry opowiadają historię różnych bohaterów - Linków w historii Hyrule było wielu, również pojawiły się rozdzielone linie czasowe, a kolejne części dopisują nowe rozdziały do historii krainy.
Ta 276-stronicowa książka ujawnia oficjalną oś czasu fikcyjnych wydarzeń z serii, po latach spekulacji fanów. Książka zawiera także grafikę do gier, krótką mangę oraz przedmowę i posłowie napisane przez producentów serii.


Pewnego dnia pewnie fascynacja światem stworzonym przez Shigeru Miyamoto minie, ale świat Hyrule rozbudza jej wyobraźnie i kreuje jej plany na przyszłość. Zosia chce zostać Game Designer, choć my wciąż liczymy, że zostanie lekarzem. Pozdrawiam i zapraszam ponownie.

wtorek, 19 maja 2020

Seria niefortunnych zdarzeń

Dziś znowu to zrobiłem gdy moje Słoneczko smacznie spało włamałem się do jej pokoju i z pułki po cichutku zwinąłem książkę którą własnie czyta. Pomyślałem sobie, że raczej się nie obrazi, choćby dlatego że robię to notorycznie. Dobrze to lecimy...


W Serie niefortunnych zdarzeń wciągnęła się zeszłego lata. Serial nadawany na platformie Netflix obejrzała przynajmniej trzy razy i wciąż do niego wraca. Gdy okazało się że to adaptacja książki Lemony Snicket sięgnęła i po nią. Lwią część pożyczyła z biblioteki, a na jej półce wylądowały dwa ostanie tomy wyszukane gdzieś w lokalach charity. Z wywiadu środowiskowego wykonanego na córce dowiedziałem się serial jest w miarę wierną adaptacją książek.
Bohaterami serii są sieroty Baudelaire: Wioletka, Klaus i Słoneczko. Na początku cyklu ich rodzice giną w pożarze, który strawił cały dom Baudelaire’ów. Po śmierci rodziców dzieci trafiły do ich jedynego krewnego (prawnuka kuzyna pradziadka ojca dzieci) – Hrabiego Olafa. Staje się on inicjatorem większości niefortunnych sytuacji, z jakimi przychodzi zmierzyć się dzieciom. Kiedy rodzeństwo zostaje zabrane od Hrabiego Olafa, odnajduje je on u każdego następnego opiekuna. Opiekunowie Baudelaire’ów albo giną z rąk Olafa, albo wyrzekają się sierot.
Po obejrzeniu kilku odcinków byłem nieco zaniepokojony mroczną konwencją trochę w stylu produkcji Tima Burton'a. Byłem prawie pewny, że nie przypadnie do gustu mej córce. Pomyliłem się jest nią zauroczona i potrafi odnaleźć się w tym abstrakcyjnym świecie pełnym specyficznych aluzji do rzeczywistości. 

niedziela, 29 grudnia 2019

The School Good and Evil

Kilka dni temu pochwaliłem się swoimi prezentami z pod choinki. Dziś czas na moją córę a właściwie jej książkową przygodę tego roku. The School for Good and Evil towarzyszy jej od zeszłorocznych świąt bożonarodzeniowych kiedy to pod choinką odnalazła pierwszy tom. W tym roku czekał tom piąty przedostatni jak zapewnia autor.


W wiosce Gavaldon co 4 lata dwoje dzieci obu płci w wieku 12 lat i starszych zostaje porwane. Raz w roku przed wiejską księgarnią pojawia się pudełko książek z opowieściami. Na podstawie znaczków na pudełkach z książkami i znajomych twarzy z tych bajek można wywnioskować, że dzieci są porywane do „Szkoły dobra i zła”, gdzie trenują, by być bohaterami i bohaterkami baśni złoczyńcy. Podczas gdy większość dzieci obawia się nieznanej siły, kochająca róż, piękna Sophie marzy o porwaniu, aby pójść do Szkoły Dobra, aby zostać księżniczką i żyć szczęśliwie z uroczym księciem. Tymczasem jej najlepsza przyjaciółka, Agatha, jest całkowitym jej przeciwieństwem  jest brzydka, a do tego mieszka na cmentarzu, dlatego mieszkańcy wioski uważają ją za idealną kandydatkę do Szkoły Zła. Los chce (a raczej wskazanie przez ptaka), że Sophie trafia do Szkoły Zła, a Agatha do Dobra.
Sophie desperacko chce zmienić szkołę, ale Agatha nie chce być w żadnej ze szkół i po prostu chce wrócić do swojego poprzedniego życia. Sophie zawsze była zdeterminowana, aby być dobrą, więc trudno jest zmierzyć się z tym, że jest w Szkole Zła. Myśli, że to pomyłka, ale wkrótce dowiaduje się więcej o sobie i Agacie.

Nie będę ukrywał że książki przeczytałem. Wprowadzenie do fabuły znam z relacji mojej córki, wszystkie tomy stoją dumnie na jej półce a ona sama nie może doczekać się ostatniej odsłony która ma być wydana na wiosnę 2020 roku. 

piątek, 31 maja 2019

Dork Diares / Dzienniki Nikki

Z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka, jako przykładny rodzic postanowiłem poszperać na półce z książkami mojej córki. Trochę się tego uzbierało. Kilka japońskich mang, craftowych podręczników, trzech pierwszych tomów o Harrym Potterze, kilkunastu tomów przygód o małoletnich super bohaterkach, dwóch pozycji ukochanej pisarki Kate Saunders (pisze o nich tutaj) i biografii znanych kobiet, wygrzebałem cztery tomy dzienników nastoletniej Nikki.


Główna bohaterka początkowo nie potrafi odnaleźć się w nowej szkole. Dzięki stypendium trafiła do jednej z najbardziej prestiżowych i drogich placówek w Północnej Karolinie. Koleżanki nazywają ją Dork ze względu na jej status materialny. Z czasem nawiązuje przyjaźnie i spotyka chłopca, którego obdarza uczuciem. 


Kartkując kolejne strony rzuca się w oczy trzcionka stylizowana na odręczną i rysunki co ważniejszych wydarzeń. Wygląda to na najprawdziwszy dziennik dziewczynki, zeszyt w linie wypełniony zapiskami i przemyśleniami. Czasem prowadzony starannie innym razem dużymi drukowanymi literami. Są też i przekreślenia i komisowe dymki.


Książka sprawia dobre wrażenie. Ponad czasowa historia. Młody człowiek próbujący się odnaleźć w obcym mu środowisku. Początkowo zastana sytuacja przerasta go, ale poznaje nowych przyjaciół i razem łatwiej walczyć z przeciwnościami losu. Każdy tom to inna przygoda i historia do opowiedzenia. Na półkach Zosi odnalazłem sześć tomów, w Polsce wydanych jest dziewięć natomiast oryginalnie seria ma już szesnaście zeszytów.

piątek, 18 stycznia 2019

Kubuś Puchatek

Jak co dzień skoro świt ruszyłem komunikacją miejską do pracy. Ciemno wkoło ale w powietrzu dało się wyczuć zbliżającą się ulewę. Oj pomyślałem sobie zanosi się na deszcz. Gdy tylko o tym pomyślałem w radiu prowadzący poinformowali mnie o międzynarodowym dniu Kubusia Puchatka, w tym właśnie dniu w Londynie w roku 1882 na świat przyszedł A.A Milne autor książki o przygodach pluszowych przyjaciół małego Krzysia.




Wygrzebałem więc mój stary egzemplarz i przez kilka chwil zatopiłem się w lekturze wracając w świat beztroskiego dzieciństwa. Polecam i wam.

Ps Wydanie mojej książki z roku 1987 jest w tłumaczeniu Ireny Tuwim. Istnieje również tłumaczenie nowsze Monika Adamczyk z roku 1986 gdzie nasz tytułowy miś to Fredzia Phi-Phi i wydaje się bliższe angielskiemu Winnie the Pooh.

piątek, 1 czerwca 2018

Karolcia i inne takie tam książki

Obchodzimy dzisiaj międzynarodowy Dzień Dziecka, postanowiłem więc zajrzeć na półkę Zosi. Zebrało się kilka książek szczególnie wiele autorstwa Rachel Renee Russell.


Dork diaries wydane zostały również w Polsce jako Dzienniki Nikki. Są to poufne zapiski zmagań niesfornej nastoletniej Nikki, która musi dopasować się do swojej szkoły i przetrwać. Książki można pochłonąć w jeden wieczór. Zośka je po prostu uwielbia, na swój zabawny sposób tłumaczą zachowania rówieśników, nauczycieli i rodziców. Książki są przepięknie ilustrowane, co ułatwia lekturę.


Między anglojęzycznymi pozycjami upchana została Karolcia Marii Kruger, kilka lat temu namiętnie czytana Zosi przed snem. Od czasu do czasu wracamy do niej a córa wyobraża sobie o co by poprosiła magiczny błękitny kamyk. Super sprawa, że to co bawiło nas kilkadziesiąt lat temu bawi również i ją dzisiaj.


Pokemony to jej ostatnia namiętność, tak więc na Dzień Dziecka zażyczyła sobie Encyklopedię Pokemon by móc studiować tajemną wiedzę o magicznych stworach rodem z Japonii... ciąg dalszy nastąpi już wkrótce...:-)

wtorek, 27 lutego 2018

The Whizz Pop Chocolate Shop

W czwartek międzynarodowy dzień książki, z tego powodu postanowiłem zajrzeć na półkę mojej córki co też obecnie czyta, w zeszłym roku o tej porze kończyła Harry Potter Kamień Filozoficzny i zażądała stroju Hermiony w który ubrała się na paradę.


W tym roku postanowiła ubrać bardziej tradycyjny strój Czerwonego Kapturka trochę dla tego, że od kilku dni namiętnie ogląda serial Once Upone a Time, serial o bajkowych bohaterach na których rzucona została klątwa, zostali przeniesieni do miasteczka Stoorybook i nic nie pamiętają.
Wracając jednak do książek, w chwili obecnej na jej półce króluje Kate Saunders z dwiema pozycjami (The Whizz Pop Chocolate Shop i The Curse of the Cocolate Phoenix) o dwójce rodzeństwa które odziedziczyły magiczny sklep z czekoladą. W ich i nie tylko w ich ręce wpadają sekretne receptury, które pozwalają rozmawiać z magicznym kotem i szczurem a także zobaczyć ducha słonia. Niektóre przepisy mają moc zniszczenia świata, a dzieci nie mogą dopuścić by ich pra-pra wujek dostał je w swoje ręce.
Książki tylko przejrzałem, ale moja córa opowiada o nich na okrągło i moja wiedza z każdym dniem jest bardziej okazalsza. Cieszy mnie to bo to naprawdę przepięknie opowiedziana historia.

czwartek, 2 marca 2017

World Book Day

Od 20 lat drugi dzień marca to światowe święto książki, szczególnie hucznie obchodzone w krajach anglosaskich. Moja córka już od tygodnia z podekscytowaniem wyglądała czwartku, kiedy to miała wdziać strój Hermiony najlepszej przyjaciółki Harrego Pottera, pamiętała również by zabrać ze sobą swoją ukochaną książkę.


Natomiast skromny autor tego bloga również na swój sposób postanowił uczcić ten dzień, ściskając w ręku swój urodzinowy voucher sprawił sobie prezent... nowy Kindle Paperwhite... 


W chwili obecnej oswajam się z czytnikiem, ale na pewno coś jeszcze o nim napisze albo nawet nakręcę podobną video recenzje jak o moim starym Nook'u Simple Touch... Happy Book Day...

piątek, 28 października 2016

Tęczowe wróżki

Miałem całkiem miły tydzień z córką, bardzo absorbującą osóbką. Dwukrotnie zaliczyliśmy kino (Sekretne życie zwierzaków domowych i Trolle), odwiedziliśmy lokalne muzeum, oglądaliśmy zachód słońca w Exmouth i myszkowaliśmy w bibliotece. Oczywiście najwięcej przyjemności sprawiło mi myszkowanie w wiadomym miejscu, tym bardziej że kończący się tydzień to oficjalny Reading Week na uniwersytecie. Zosia wybrała sobie jedną książkę co mnie bardzo nie zdziwiło bo była to pozycja z jej ukochanego cyklu Rainbow Magic.


Będzie więc okazja opowiedzieć trochę o ukochanej serii książkowej mojej córki. Autorka Daisy Meadows popełniła już ponad 200 tomów tej historii, Zosia jest w posiadaniu pierwszych siedmiu części (cykl nosi tytuł The Rainbow Fairies) oraz kilku zeszycików tematycznych związanymi ze świętami i z tego co mi wiadomo jest to jej największy skarb umiejscowiony tuż przy łóżku. Obecnie wzbogaciła kolekcje o kolejne trzy tomy The Showtime Fairies namiętnie psując sobie oczy przy nocnej lampce.
Historia nie jest zbytnio skomplikowana dwie dziewczynki Rachel i Kirsty wraz z rodzicami spędzają wakacje na przepięknej a zarazem jak się później okaże magicznej wyspie Rainspell Island. Wspólnie odkrywają że w miejscu w którym kończy się tęcza znajduje się dzban z dość tajemniczą zawartością, a jest nią tęczowa wróżka Ruby. Nie potrafi powiedzieć jak się tam dostała i gdzie się podziały jej siostry. Pamięta jedynie jak Jack Frost obraził się na wróżki i poprzysiągł im zemstę. Dziewczynki oczywiście rozpoczynają swe śledztwo, które prowadzone będzie przez kolejne sześć zeszytów, będą poznawać magiczny świat wróżek i problemy z jakimi się borykają. Każdy kolejny zeszyt kończy się odnalezieniem wróżki reprezentującej jeden z kolorów tęczy. Przygoda potrwa całe wakacje u kresu których staną się najlepszymi przyjaciółkami.
Zosia również ma swoją koleżankę od serca i jak bohaterki mają swoje wróżkowe tajemnice...


wtorek, 7 czerwca 2016

Familijny sezon kinowy 2015/16

Krótkie podsumowanie naszego kinowego sezonu szkolnego, oczywiście bardzo subiektywnego, bo mojej siedmioletniej córki. Tak na marginesie ściśle jest on powiązany i z książkowym, bardzo często zdarza się, że następnym krokiem jest sięgniecie po wersje papierowe. Zosia jest w takim wieku, iż im książka bardziej kolorowa tym bardzie atrakcyjna. Zestawienie ma charakter orientacyjny i jest chronologiczne. Serdeczne zapraszam.



Dom - maj 2015

Film  tak zwanej drogi, dla młodych widzów, Ziemię opanowują kosmici jeden z nich zaprzyjaźnia się z małą dziewczynką, która zgubiła swoją mamę. Całkiem przyjemnie się ogląda, morał  uczciwość i tolerancja popłaca , może nie powala, ale jako przesłanie dla dzieci jest w sam raz.

W głowie się nie mieści - sierpień 2015

Film oskarowy o którym popełniłem wpis tutaj... Świetnie zobrazowanie uczuć targających młodego człowieka, dla każdego rodzica to numer jeden ubiegłego roku.

Minionki - wrzesień 2015

Film ten to top 3 mojej córki, dla rodzica przeciętna produkcja z mnóstwem mniej lub bardziej śmiesznych gagów, na plus osadzenie akcji w Anglii lat sześćdziesiątych.

Sekrety morza - listopad 2015

Zosia do dziś od czasu do czasu nuci pieśń Sirszy, kolejna pozycja dość wysoko w zestawieniu. Świetny wizualnie film, z całkiem dobrą fabułą i tajemnicą. Całość dzieje się gdzieś na północy, a główni bohaterowie to brat i siostra.

Mały Książę - grudzień 2015

Ten film to trochę prywata (sam chciałem go obejrzeć), choć był to prezent świąteczny dla Zosi. Nieco odświeżona i lekko rozwinięta fabularnie (taka opowieść w opowieści) wersja  książki Antoine de Saint-Exupery, trochę więcej o nim piszę tutaj.

Hotel Transylwania 2 - grudzień 2015

Kontynuacja bestseleru z przed dwóch lat. Dziadek (Drakula) i wnuk ruszają na wspólną  wyprawę by z tego drugiego zrobić pełnokrwistego wampira, nieco w brew woli jego rodziców. Film pełen gagów, może nie zachwycać starszego widza, ale dzieciaki uwielbiają go (top 3 dla Zosi). Generalnie chodzi o to, by pokazać jak ważne są więzy rodzinne i przyjaźń.

Dobry Dinozaur - styczeń 2016

Kolejny film o dorastaniu i poszukiwaniu siebie. Mały strachliwy dinozaur wpada do rzeki i gubi się. Podczas powrotnej drogi walczy ze swymi słabościami, wiele dowiaduje sie o samym sobie i poznaje nowych przyjaciół. Staje się dzielniejszy i mądrzejszy. Ciepły inteligentny film w sam raz dla maluchów, a do tego pięknie zrealizowany wizualnie.

Fistaszki - Snoopy and Charlie Brown Movie - marzec 2016

Kolejny film na który poszliśmy z myślą o mnie. Byłem bardzo ciekaw jak wypadnie kinowa wersja krótkiego w swej formie kultowego stripowego (gazetowego) komiksu. O dziwo udało się połączyć rozbudowaną fabułę z krótkimi inteligentnymi gagami. Charlie to młody chłopak któremu wpada w oko koleżanka z klasy, kompletnie nie ma pojęcia jak jej o tym powiedzieć, ale od czego są przyjaciele i wierny pies Snoopy.

Kung Fu Panda III - kwiecień 2016

Pomimo tego, że nad trzecimi odsłonami wisi jakieś fatum, tym razem jest to osłona całkiem udana. Główny bohater poznaje swojego ojca, wspólnie wyruszają do mitycznej wioski Pand, by móc wnieś się na kolejny poziom oświecenia i poznania. Film pełen humoru i trafnych spostrzeżeń. Mocny punkt tego rankingu.

Zwierzogród - maj 2016

Kryminał dla dzieci, takie Chinatown dla młodego widza. Intrygująca fabuła nawiązania do popkultury, a wszystko osadzone w świecie zwierząt. Pozornie wszyscy żyją w ładzie i harmonii, ale gdy tylko się nieco zagłębić to świat daleki od ideału. Dla mnie mocne drugie miejsce, dla córki pierwsza piątka. Świetny film.

Ps. Małe zaległości filmowe nadrabiane w okresie przedświątecznym z roku poprzedniego (2014)...

Wielka Szóstka - grudzień 2015

Film oskarowy, na podstawie komisów Marvel'a.

Paddington - grudzień 2015

Film na podstawie kultowej książki o tym samym tytule, jako jedyny w tym zestawieni nie animowany.



środa, 1 czerwca 2016

Bracia Lwie Serce

Mamy Dzień Dziecka, Zosia po porannych szaleństwach na chwilę przysiadła przy swoich książkach z krainy wróżek, Rainbow Magic autorstwa Daisy Meadows. Ja natomiast postaram się w kilku słowach napisać o swojej ukochanej z książce  z dzieciństwa przy której po raz pierwszy zakręciła się w moim oku łza.


Bracia Lwie Serce, bo o nich jest tu mowa, napisała szwedzka pisarka Astrid Lindgren autorka takich dziecięcych bestsellerów jak Pippi Långstrump, Dzieci z Bullerbyn czy Ronja, córka Rozbójnika. Wracając jednak do Braci, jest to książka wyjątkowa starająca się w miarę przystępny sposób wytłumaczyć sprawy ostateczne, co się dzieje gdy tracimy najbliższych i co jest dalej po życiu. Głowni bohaterowie Jonthan (lat 13) i Karol (10 lat) to bracia, starszy ginie w pożarze ratując życie młodszemu, który również po kilku tygodniach umiera. Obaj spotykają się w fantastycznej krainie Nangijali. Początkowo czas mija im na wspólnej zabawie, ale z czasem i ten świat okazuje się nie do końca doskonały. Bracia ponownie stają w oczy w oczy ze śmiercią i pomimo pozytywnego zakończenia, umieją. Los chce, że i tym razem odrodzą się w fantastycznej krainie, tym razem Nangilimie.
Książka w piękny sposób pokazuję miłość dwojga rodzeństwa, samotność po jego utracie i strach przed śmiercią. Padają pytania i odpowiedzi o sens ludzkiego życia, o to co dalej, a wszystko w konwencji baśni i walki dobra ze złem. Ostatnio wspólnie Zosią czytamy przygody Braci i tym razem prawie się rozpłakałem gdy nauczycielka Jonthana napisała list pożegnalny do gazety.

Drogi Jonatanie Lew, czy nie powinieneś raczej nazywać się Jonatan Lwie Serce? Pamiętasz może, jak czytaliśmy w podręczniku do historii o odważnym królu angielskim Ryszardzie Lwie Serce i ty powiedziałeś wtedy: "I pomyśleć, że ktoś może być tak odważny, że piszą o nim w podręczniku do historii. Ja bym takim nigdy nie potrafił być". Kochany Jonatanie, nawet jeżeli nie będą o tobie pisać w podręcznikach do historii, to w tym decydującym momencie byłeś przecież odważny, ty też byłeś bohaterem. Twoja pani ze szkoły nigdy cię nie zapomni, twoi koledzy też będą cię długo pamiętać. Pusto będzie w klasie bez naszego wesołego, pięknego Jonatana. Lecz ci, których kochają bogowie, umierają młodo.Odpoczywaj w pokoju, Jonatanie Lwie Serce!

Świetna książka dla czytelnika w każdym wieku. Jeżeli jeszcze nie czytaliście, polecam...  

Ps. Wszystkiego Najlepszego z okazji Dnia Dziecka...:-)  

sobota, 19 grudnia 2015

Mały Książę

Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu pamięta o tym... Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół... Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać... Nigdy nie jest dobrze tam, gdzie się jest... Idąc prosto przed siebie, nie można zajść daleko... Czasem odłożenie pracy na później nie przynosi szkody... Zamiast tępić zło, lepiej szerzyć dobro... Człowiek to ktoś, kto nosi w sobie coś większego niż on sam...
Wszystkie cytaty pochodzą z jednej niewielkiej objętościowo książki Antoine de Saint-Exupery "Mały Książę", a jest to tylko ich część wrzucona zupełnie przypadkowo.



Kilka dni temu przybyła do nas paczka świąteczna z książkami i dwoma filmami dla Zosi. Jednym z nich była próba ekranizacji Małego Księcia. Los chciał, że nie było mnie w domu, a moje kochane dziewczyny rozpakowały całość, chciał nie chciał jeszcze tego samego dnia obejrzeliśmy film i to dwukrotnie.
Film idealnie trafia w dziecięcą publikę, a całość to opowieść w opowieści, ale tak zręcznie przedstawiona, że dorównuje pierwowzorowi. Ortodoksyjni fani mogą z tym się nie zgodzić,  historia przedstawiona w książce jest tylko pretekstem do innej opowieści, jest jednym z głównych wątków ale nie jedynym, oba tak się przeplatają że dostajemy nową jakość.
Mamy małą dziewczynkę i jej mamę, która próbuje zaplanować dziecku życie, w tym celu przeprowadzają się do domu, który znajduje się w tej samej okolicy co jedna z najlepszych szkół w kraju. Są wakacje, a dziewczyna ślęczy nad książkami, krok po kroku realizując rozrysowany przez matkę plan. Wszystko się zmienia gdy poznaje starszego pana z naprzeciwka. W jej życiu zdominowanym tylko przez naukę i liczby pojawia się światło. Okazuje się, że sąsiad był pilotem i dawno temu na pustyni poznał małego chłopca. Staruszek dzieli się swą historią. Mijają kolejne wspólnie spędzane na czytaniu dni, dziewczyna czuje się szczęśliwa zaczyna coraz więcej rozumieć, aż do incydentu z samochodem. Gdy dowiaduje się o tym matka nie jest zadowolona, że jej pociecha odrywana jest od nauki, ta jednak do końca pragnie poznać historię Małego Księcia, gdy ją poznaje jest rozczarowana i oszukana. Wszystko się zmienia gdy staruszek ląduje w szpitalu...
W tym momencie zaczyna się nowa opowieść. Nie wszystkim może się podobać bo poznajemy dalsze dzieje Małego Księcia, ale całość wciąż niesie ze sobą to same przesłania co oryginał tyle, że bardziej współczesne i podane na tacy. Mojej córce się podobało, właśnie jesteśmy po czwartym seansie. 

sobota, 12 grudnia 2015

Wroniec

Zimny grudniowy wieczór, wróciłem z pracy i na chwilkę przysiadłem na sofie. Dziewczyny gdzieś na górze szaleją, wkrótce przerwa świąteczna. Automatycznie sięgam po książkę z półki, traf chciał że trafiam na książkę wyjątkową, baśń dla dorosłych. Wroniec to nietypowa książka jak na Jacka Dukaja, to taki skok w bok od tego o czym pisze na co dzień. Dostałem ją na gwiazdkę 2009 roku, nim jednak zapoznałem się z treścią nastała gwiazdka kolejnego roku 2010, teraz przed kolejną, powróciłem do lektury ponownie.


Bohaterem jest mały sześcioletni chłopiec, Adaś. Adaś mieszka wraz z rodzicami, siostrą i babcią na jednym z wielu szarych polskich osiedli PRL. Na niemal takim samym jak i ja gdy byłem w jego wieku. Mieszkanie urządzone jest identycznie jak miliony podobnych mu w w latach 80-tych. Te same meblościanki , wykładziny i mały czarno-biały telewizor w centralnym miejscu domu. Rodzice całymi dniami pracują a dziećmi zajmuje się babcia. Dni mijają a największą atrakcją chłopca jest przyglądanie się ludziom i budynkom za okna. Wszystko zmienia się w pewny grudniowy wieczór, gdy w telewizorze pojawia się generał.




Kilka godzin później do domu Adasia zlatują się wrony rozbijają szybę i porywają jego rodzinę. Z pomocą chłopcu przychodzi sąsiad pan Beton, wspólnie w tą zimną grudniową noc próbują odnaleźć najbliższych chłopca. To co wydarza się potem nie jest do końca rzeczywiste, przynajmniej w naszym rozumieniu. Na brudnych szarych ulicach sześcioletni chłopiec spotyka wiele dziwnych postaci (miłychpantów, drapierzne kruki, stalowe suki, bubeków, złomota itp) które w dorosłym świecie maja swoje odpowiedniki, podąża przez miasto spowite Gazem a jego bronią jest umiejętność posługiwania się bajkami np. czapka staje się niewidką a odnaleziona U-Lotka pozwala mu się unosić nad miastem. Jego magiczne umiejętności, gdzie specjalne maszyny zszarzeją ludzi, ułatwiają mu konfrontację z tytułowym Wrońcem, który mieszka w wysokiej wieży w centrum miasta. Nim jednak dotrze na miejsce czeka go mnóstwo przygód, mnie osobiście podobał się fragment w kolejce, kiedy to Adaś utkną ukrywając się przed miłympanem i zaczął zapuszczać korzenie...



Opowieść trwa jedną noc, jest to jednak bardzo długa noc i choć kończy się szczęśliwie to jednak ma kilka poziomów jej zrozumienia. Magia przeplata się z rzeczywistością, jak w Alicji w krainie czarów postacie z bajki to odzwierciedlenie realnych istniejących rzeczywiście. Czytelnik bez względu na wiek odnajdzie tu coś dla siebie. Uniwersalna opowieść o miłości, stracie i poszukiwaniu osadzona w trochę nierealnym świecie, ale czy komunizm był realny, może też był tylko snem małego chłopca. Całość jest pięknie ilustrowana i godnie prezentuje się na półce 

niedziela, 6 grudnia 2015

Dzieci z Bullerbyn

Dzisiejszy wpis jest mikołajkowym chcę trochę zerknąć w przeszłość gdy każdego ranka mleko lało się strumieniami a ja będąc małym pacholęciem całymi dniami łaziłem umorusany od góry do dołu. Tak więc, będąc dzieckiem notorycznie przetrzymywałem książki ze szkolnej biblioteki, szczególnie upodobałem sobie twórczość Astrid Lindgren. Mając 10 lat zaczytywałem się w jej książkach, do dzisiaj mam takie marzenie by pewnego razu zamieszkać wraz z rodziną, gdzieś na wsi pośród pól i lasów jak moi mali bohaterowie z "Dzieci z Bullerbyn" i by moja córka miała okazję na przeżycie takich banalnych przygód jak one. Dla mnie namiastką takich przygód były wakacje u moich krewnych w pod radomskiej wsi. Noce na sianie, zabawy w Indian, popołudnia w jabłkowym sadzie, kąpiel w rybnym stawie itp itd.



Dzieci z Bullerbyn to książka wyjątkowa, po raz pierwszy przeczytana dobrowolnie i samodzielnie. Tak naprawdę to wszystko dzięki szkolnej świetlicy w której spędzałem czas po zajęciach lekcyjnych oczekując na rodziców. Było tam sporo dzieci, ale mieliśmy własną grupę, trzech chłopców i dziewczynę. Dziewczynka miała na imię Ania i wszystkim nam się podobała. Jej ulubioną pisarką była Astrid Lindgren, a w naszej bibliotece była dostępna jedynie książka o dzieciach z Bullerbyn i tak rozpoczęła się moja przygoda.
Książkę pokochałem tak bardzo że przez półroku nie pokazywałem się w bibliotece by tylko nikt mi nie kazał jej zwrócić. Każdego wieczoru i poranka przed szkołą na nowo przeżywałem przygody dzieci z małej szwedzkiej osady. Gdy te wracając ze szkoły odnalazły złotą koronę i kupiły sobie mnóstwo słodyczy i ja wracając ze szkoły sprawdzałem każdy pęk trawy, a nuż odnajmę swój skarb. Jakoś nie bardzo przeszkadzało mi, że głównym narratorem jest dziewczyna, a chłopcy tylko sprawiają kłopoty. Historia była super i tyle.
Dziś gdy ponownie powróciłem do lektury czytając mojej sześcioletniej córce, wspomnienia powróciły, a całość nic a nic nie straciła na aktualności. Zosia również wraca do opowieści w wersji angielskiej ucząc się czytać i na nowo poznaje przygody szóstki dzieci z Bullerbyn.

niedziela, 23 sierpnia 2015

W głowie się nie mieści

Byłem w kinie na "Inside Out". Nie mieliśmy planów na weekend, gdzieś widziałem trailer filmu i stało się poszliśmy z żoną i córką na seans.



Usiedliśmy w swoich wygodnych fotelach z popcornem i lekko przysnęliśmy na tradycyjnej już ciężkostrawnej dawce reklam. Gdy zapadła ciemność, a projektor rzucił obraz na biel ekranu, zapadła cisza,  a oczom naszym ukazał się prześliczny bobas o imieniu Reiley, nagle pojawili się rodzice a gdzieś w środku naszej bohaterki Radość (pierwsza jej emocja) i uśmiech na twarzy. Z zapartym tchem obserwowaliśmy zmianę wyrazu twarzy dziecka i kolejną emocję Smutek, a potem krok po kroku w raz z dorastaniem dziewczynki kolejne Gniew, Strach i Odraza. Od teraz tych pięć spersonifikowanych postaci będzie kierowało życiem Reiley.

Rodzic widząc te sceny doświadcza uczucia "deja vu". Przeszłość staje mu przed oczyma i jakby widział własne dziecko. Z kolejnym mijającymi minutami jest tylko lepiej. Radość to uczucie dominujące od czasu do czasu poprzeplatane emocjami Gniewu, Strachu i Odrazy. Wszystko jest takie piękne i ekscytujące że nie ma czasu na Smutek, który staje się "piątym kołem u wozu" i jest spychana na margines wydarzeń. Ale wszystko do czasu, dziewczynka kończy 11 lat a w jej życie wkraczają zmiany. Wraz z rodzicami przeprowadza się z zimnej Minnesoty do słonecznego San Francisco. Traci dom, przyjaciół i drużynę hokejową. Jest zagubiona jej emocje również, tylko Radość wie co robić, ale czy na pewno?!
Jest w filmie świetna metaforyczna scena gdy Radość rysuje okrąg i umieszcza w nim Smutek mówiąc by nie wychodziła po za niego i niczego nie dotykała. Wielu z nas postępuje właśnie w taki sposób, starając się uciszyć negatywne emocje, które skumulowane prędzej czy później znajdą drogę ucieczki.
Tak się też dzieje tutaj Radość i Smutek gubią się, a dziewczynką kierują Gniew, Strach i Odraza. Czuje się coraz bardziej zagubiona i podejmuje coraz bardziej irracjonalne działania. Pewnie nie popsuje zabawy zdradzając że obie emocje po licznych perypetiach odnajdą drogę (poznając tajniki ludzkiego umysłu) a Radość zrozumie że bez udziału tej drugiej nie pomoże dziewczynce.

Film przypomina kultowy serial dla dzieci z lat 80-tych "Było sobie życie", nakręcony jest w podobnej konwencji, mali bohaterzy odpowiedzialni za funkcjonowanie człowieka, próbują sobie poradzić z przeciwnościami losu. Powodzenie lub nie powodzenie będzie się przekładało na samopoczucie naszej głównej bohaterki Reiley. Historia jest jednak ukazana z dużym smakiem, widz utożsamia się z przedstawionymi problemami i chcąc nie chcąc sam bierze w niej udział. Głównym atutem jest przedstawienie w przystępny sposób jak działa ludzka psychika (kulki pamięci umieszczone w bajkowej scenerii magicznego labiryntu, połączone wyspami osobowości), a w szczególności rozwijanie się depresji (wyżej wspomniane znikniecie Radości i Smutku). W trakcie i po projekcji całej naszej trójcie zakręciła się łza w oku, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się kończy. Było warto wybrać się do kina i obejrzeć to widowisko. Oby więcej takich filmów.