Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid Lindgren. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid Lindgren. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 czerwca 2016

Bracia Lwie Serce

Mamy Dzień Dziecka, Zosia po porannych szaleństwach na chwilę przysiadła przy swoich książkach z krainy wróżek, Rainbow Magic autorstwa Daisy Meadows. Ja natomiast postaram się w kilku słowach napisać o swojej ukochanej z książce  z dzieciństwa przy której po raz pierwszy zakręciła się w moim oku łza.


Bracia Lwie Serce, bo o nich jest tu mowa, napisała szwedzka pisarka Astrid Lindgren autorka takich dziecięcych bestsellerów jak Pippi Långstrump, Dzieci z Bullerbyn czy Ronja, córka Rozbójnika. Wracając jednak do Braci, jest to książka wyjątkowa starająca się w miarę przystępny sposób wytłumaczyć sprawy ostateczne, co się dzieje gdy tracimy najbliższych i co jest dalej po życiu. Głowni bohaterowie Jonthan (lat 13) i Karol (10 lat) to bracia, starszy ginie w pożarze ratując życie młodszemu, który również po kilku tygodniach umiera. Obaj spotykają się w fantastycznej krainie Nangijali. Początkowo czas mija im na wspólnej zabawie, ale z czasem i ten świat okazuje się nie do końca doskonały. Bracia ponownie stają w oczy w oczy ze śmiercią i pomimo pozytywnego zakończenia, umieją. Los chce, że i tym razem odrodzą się w fantastycznej krainie, tym razem Nangilimie.
Książka w piękny sposób pokazuję miłość dwojga rodzeństwa, samotność po jego utracie i strach przed śmiercią. Padają pytania i odpowiedzi o sens ludzkiego życia, o to co dalej, a wszystko w konwencji baśni i walki dobra ze złem. Ostatnio wspólnie Zosią czytamy przygody Braci i tym razem prawie się rozpłakałem gdy nauczycielka Jonthana napisała list pożegnalny do gazety.

Drogi Jonatanie Lew, czy nie powinieneś raczej nazywać się Jonatan Lwie Serce? Pamiętasz może, jak czytaliśmy w podręczniku do historii o odważnym królu angielskim Ryszardzie Lwie Serce i ty powiedziałeś wtedy: "I pomyśleć, że ktoś może być tak odważny, że piszą o nim w podręczniku do historii. Ja bym takim nigdy nie potrafił być". Kochany Jonatanie, nawet jeżeli nie będą o tobie pisać w podręcznikach do historii, to w tym decydującym momencie byłeś przecież odważny, ty też byłeś bohaterem. Twoja pani ze szkoły nigdy cię nie zapomni, twoi koledzy też będą cię długo pamiętać. Pusto będzie w klasie bez naszego wesołego, pięknego Jonatana. Lecz ci, których kochają bogowie, umierają młodo.Odpoczywaj w pokoju, Jonatanie Lwie Serce!

Świetna książka dla czytelnika w każdym wieku. Jeżeli jeszcze nie czytaliście, polecam...  

Ps. Wszystkiego Najlepszego z okazji Dnia Dziecka...:-)  

niedziela, 6 grudnia 2015

Dzieci z Bullerbyn

Dzisiejszy wpis jest mikołajkowym chcę trochę zerknąć w przeszłość gdy każdego ranka mleko lało się strumieniami a ja będąc małym pacholęciem całymi dniami łaziłem umorusany od góry do dołu. Tak więc, będąc dzieckiem notorycznie przetrzymywałem książki ze szkolnej biblioteki, szczególnie upodobałem sobie twórczość Astrid Lindgren. Mając 10 lat zaczytywałem się w jej książkach, do dzisiaj mam takie marzenie by pewnego razu zamieszkać wraz z rodziną, gdzieś na wsi pośród pól i lasów jak moi mali bohaterowie z "Dzieci z Bullerbyn" i by moja córka miała okazję na przeżycie takich banalnych przygód jak one. Dla mnie namiastką takich przygód były wakacje u moich krewnych w pod radomskiej wsi. Noce na sianie, zabawy w Indian, popołudnia w jabłkowym sadzie, kąpiel w rybnym stawie itp itd.



Dzieci z Bullerbyn to książka wyjątkowa, po raz pierwszy przeczytana dobrowolnie i samodzielnie. Tak naprawdę to wszystko dzięki szkolnej świetlicy w której spędzałem czas po zajęciach lekcyjnych oczekując na rodziców. Było tam sporo dzieci, ale mieliśmy własną grupę, trzech chłopców i dziewczynę. Dziewczynka miała na imię Ania i wszystkim nam się podobała. Jej ulubioną pisarką była Astrid Lindgren, a w naszej bibliotece była dostępna jedynie książka o dzieciach z Bullerbyn i tak rozpoczęła się moja przygoda.
Książkę pokochałem tak bardzo że przez półroku nie pokazywałem się w bibliotece by tylko nikt mi nie kazał jej zwrócić. Każdego wieczoru i poranka przed szkołą na nowo przeżywałem przygody dzieci z małej szwedzkiej osady. Gdy te wracając ze szkoły odnalazły złotą koronę i kupiły sobie mnóstwo słodyczy i ja wracając ze szkoły sprawdzałem każdy pęk trawy, a nuż odnajmę swój skarb. Jakoś nie bardzo przeszkadzało mi, że głównym narratorem jest dziewczyna, a chłopcy tylko sprawiają kłopoty. Historia była super i tyle.
Dziś gdy ponownie powróciłem do lektury czytając mojej sześcioletniej córce, wspomnienia powróciły, a całość nic a nic nie straciła na aktualności. Zosia również wraca do opowieści w wersji angielskiej ucząc się czytać i na nowo poznaje przygody szóstki dzieci z Bullerbyn.