Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Pilch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Pilch. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 maja 2020

Marsz Polonia

W piątek 29 maja zmarł Jerzy Pilch, dla niego na przełomie wieków co środę stawiałem się karnie o poranku przed kioskiem by nabyć tygodnik Polityka. Wieczorami natomiast oglądając ekranizację powieści jego autorstwa po raz kolejny uczyłem się jak pić wódkę z jednym z bohaterów Spisu cudzołożnic. Manieryczny styl pisania charakterystyczny styl bycia i przywiązanie do klubu piłkarskiego Cracovia miało w sobie coś magicznego i nierzeczywistego.



Kilka lat temu miałem przyjemność obcować z audiobookiem Marsz Polonia. Na lubimyczytac.pl jedna z gorzej ocenianych książek Jerzego Pilcha, dla mnie wyjątkowa. Współczesna zabawa z Weselem Wyspiańskiego. Alter ego autora bo jakby inaczej pewnego pięknego dnia otrzymuje zaproszenie na bal u niejakiego Bezetznego, słynnego rozpustnika i prześmiewcy. Nim trafi na miejsce zbiórki musi przemierzyć pół Polski zdezelowanym autokarem wśród równie zdezelowanych współtowarzyszy. Powiem tak, coś wisi w powietrzu. Książka o nas, naszych świętościach i paranojach. Spotykamy na swojej drodze postacie z pierwszych stron gazet, a raczej ich odpowiedniki niczym z sennych mar, próbujących na siłę wplątać nas w swoje oniryczne alternatywne wizje Polski. Wydana w 2008 roku powieść nie tarci nic na swojej aktualności, a przede wszystkim jest pełna ironii, humoru, pikanterii i ostrości spojrzenia, za jakie uwielbiają go fani.
Przesłuchując audiobook dzisiaj, obcujemy również z głosem Jerzego Pilcha, lektorem tej niesamowitej opowieści. Pomimo swej fizycznej nieobecności jest wciąż obecny wśród nas.

czwartek, 8 listopada 2018

Tezy o głupocie piciu i umieraniu

Jest zimno i deszczowo. Jesień roztacza wkoło swoje uroki, a mnie dopadła grypa żołądkowa. Kolejny dzień o wodzie i wizyty w toalecie dopełniają zniszczenia. By ulżyć w cierpieniu sięgam po coraz nowsze pozycje z mojej półki. Tym razem los padł na Pilcha.


Jestem świeżo po Innych Ochotach i zatęskniłem za Pilchem. Moje pierwsze spotkanie z jego twórczością to felietony publikowane w tygodniku Polityka w latach 1999-2006. Pokochałem język i krytyczne podejście do otaczającej rzeczywistości. Tezy o głupocie, piciu i umieraniu to zbiór felietonów publikowanych na łamach Tygodnika Powszechnego w latach 1994-1997.
Wracamy wraz z autorem do kolorowych lat 90-tych ubiegłego wieku, gdy do władzy powraca postkomuna, kler coraz śmielej miesza się w politykę a nowa klasa społeczna (z rosyjska zwani nuworysze) kontrolują ich wszystkich. Pilch nie zapomina o literatach i ogólnie pojętej kulturze. Znajdziemy tu krótką recenzję przeczytanej książki, obejrzanego filmu, opinię na temat aktualnych wydarzeń, wspomnienia dawnych przyjaźni i wspólnych nocnych rozmów.
Czyta się to z wielką przyjemnością gdy Pilch opisuje dylematy polskiego prezydenta, który w oczach przyszłych pokoleń pragnie być postrzegany niczym JF Kenedy, a jego małżonka Jolanta zostać drugą Jacqueline. Ubawiłem się co nie miara, na pewno nie raz sięgnę ponownie po książkę. Polecam.

niedziela, 28 października 2018

Inne ochoty

Wracam do siebie, do książek zalegających półki, do długich jesiennych wieczorów przy rozświetlającej ciemności lampce. Minęły niemal dwa miesiące czytelniczej posuchy, taki czas książkowego detoksu. Trzy może dwie pozycje od czasu do czasu pochłaniały mnie na chwile, ale nie potrafiłem odnaleźć czasu by je szybko ukończyć. 
Zmieniamy jednak czas na zimowy, dni będą jeszcze krótsze, to znak, że czas na dłużej zasiąść w wygodnym fotelu i pogrążyć się w ciekawej literaturze.




Inne ochoty zakupiłem za bezcen w taniej książce będąc na wakacjach w Polsce. Zabrałem ją ze sobą do Zakopanego (zdjęcie powyżej) i Krakowa. Przekartkowałem nieco w pociągu i po powrocie odłożyłem na półkę. Sięgnąłem ponownie wczorajszego wieczoru. Pomimo tego że nie jest to wielkie dzieło zmagające się z istotą bytu i przemijania w ciągu kilku kolejnych godzin pogrążyłem w damsko-męskiej dyskusji na tematy wszelakie. Przeszłość miesza się tu z przyszłością, wracamy do rodzinnych stron autora do jego biblioteczki w Warszawie, ulubionych autorów, obsesji z niepożyczaniem książek i  opinii na temat rożnych gatunków literackich.

Science fiction i fantasy...

... Szczerze mówiąc, w ogóle tego nie rozumiem; Tolkiena nie przeczytałem... wydaje mi się, że tak wymyślać można w nieskończoność, ma trzy tomy, mógłby mieć trzydzieści albo sto trzydzieści: niby dziwne, a w istocie prostackie postaci, niby dziwne, a w istocie wulgarne przygody tych postaci, wszystko ustawione i można do końca świata zapierdalać. Co to jest, nie wiem, jakaś kombinatoryka fabularna? Literatura to nie jest w żadnym wypadku.

Reportaż...

... wydaje mi się, że dobry reportaż nie jest trudno napisać. Trzeba gdzieś pojechać, obejrzeć popytać, pogadać; całą substancję ma się od początku do końca daną. Jak ktoś włada dobrze językiem polskim, to reportaż w ciągu jednego popołudnia opracuje, z palcem w dupie.

Ryszard Kapuściński...

... jest pisarzem również dlatego, że w reportażach zmyślał... pierwszy krok w kierunku wielkości zrobił, gdy nie mogąc oddać pierwszego odcinka o Etiopii, mordując się, nie wiedząc, jak zacząć, w końcu olał czysty realizm, zaczął od zasłyszanej historii o piesku, który chodzi i szcza po butach.

Pilch mówi jak czuje nie owija w bawełnę. Używa tego swojego specyficznego języka jak gdyby snuł opowieść. Wspomni coś o książkach na biurku o piszących celebrytach  o swojej ukochanej Cracovii i genezie jej pasiastych koszulek. Mógłbym tak bez końca. Trzeba przeczytać. Polecam


piątek, 14 września 2018

Książki z Polski

Minęło niemalże miesiąc gdy ustani raz zasiadałem nad klawiaturą by sklecić kilka zdań o książkach. Wakacje, podróże, przygody nie oderwały mnie od lektury a jedynie od komputera bloga. Czas jednak powrócić i  pochwalić się swoimi letnimi książkowymi zdobyczami.



Przegląd zaczniemy chronologiczne od wizyty w radomskim Empiku i 30% promocji na:

- Słodziutki. Biografia cukru. - Dariusz Kortko i Judyta Watoła
Książkę miałem na oko już od jakiegoś czasu. Trochę zboczenie zawodowe, a trochę prywatne powiązanie z tematem (kto nie lubi słodyczy) zachęciło mnie do zakupu. Bohater tej książki jest niczym szef mafii wchodzącej w kontakty z władcami i możnymi tego świata. Przyczynia się do upadku gospodarek, uzależnienia i śmierci tysięcy ludzi. A wszystko uchodzi mu płazem, bo jest taki słodki!

W Radomiu jest kilka księgarni Sonet. Jedna z nich mieszcząca się na przeciwko Kościoła Garnizonowego w swojej ofercie posiada książki w promocyjnej cenie, może nie nowości, ale całkiem na czasie.

- Inne ochoty - Jerzy Pilch i Ewelina Pietrowiak
Zachęciła mnie cena 19 zł miałem już kilka podejść do zakupu ale zawsze wybierałem inną pozycję. Dwa lata temu przeczytałem pierwszą odsłonę Zawsze nie ma nigdy, ciekawie się czytało, lubię to manierę Pilch gdy opowiada o otaczającym go świecie tak więc nie zastanawiając się książka wylądowała w moich zbiorach.

Dwie kolejne książki nabyłem w Krakowie w księgarni na Małym Rynku o wdzięcznej nazwie CUD (Ciało, Umysł, Duch) zaciągnięty przez moją małżonkę.

- Tak rzecze Zaratustra - Fryderyk Nietzsche
Klasyk po którego sięgałem będąc studentem Socjologii. Zapragnąłem mieć go na własność.

- Księga Welesa - autor nieznany tłumaczenie Witold Jabłoński
Księga nazywana bywa Biblią Słowian, przez środowisko naukowe uważana za falsyfikat, który powstał w XIX wieku na bazie romantycznych uniesień ludów europejskich. Kupiłem ze względu na swoje zainteresowania wierzeniami słowiańskimi, na pewno dam znać czy było warto.


sobota, 8 października 2016

Zawsze nie ma nigdy

Nieco nietypowo dziś zacznę, a mianowicie od końca i ostatniego cytatu z książki "Pan Bóg, jeśli oddać sprawę w jego ręce, przyglądał się mojemu przypadkowi i mówi tak: Jedyną rzeczą która może mu pomóc, jest parkinson. Bo na parkinsona będzie chorował dłużej".


Przewrotny ten Pilch, ale jeżeli taka była wola boska to w tym miejscu pragnął bym podziękować za kolejne lata obcowania z prozą wielkiego pisarza. Chociaż, niby dane nam jest jeszcze kilka lat ale dar jakim obdarzony został Pilch w swoim aktywnym stadium nie pomaga w pisaniu.
Zawsze nie ma nigdy to wywiad rzeka jaki Ewelina Pietrowiak przeprowadziła z Jerzym Pilchem na przełomie maja i sierpnia 2015 roku. Należy jednak uściślić, że wywiad ten to raczej świetnie podana gawęda na temat tego co było, jest i będzie. Pilch godzinami może rozprawiać o swoich pasjach, spotkaniach z ciekawymi ludźmi i o książkach które przeczytał. Szczególnie gdy jego słuchaczem jest mu bliska osoba.



W książce mamy sporo informacji na temat dzieciństwa, w szczególności relacji z ojcem,  który w domu tylko bywał. O miłości Pilcha do piłki nożnej a przede wszystkim Cracovii Kraków, o jej początkach, lepszych i gorszych momentach. Nie mogło zabraknąć miejsca o rozważaniach damsko-męskich, tym bardziej że autorkę na przełomie wieków łączył czteroletni związek (nie ma mowy o tym w wywiadzie). Sporo jest tu również o jego rodzinnej Wiśle, jego życiu gdzieś pomiędzy Krakowem a Warszawą, jego pasji zbierania książek, niechęci do podróżowania, epizodach aktorskich w teatrze i kinie,  ale przede wszystkim jest o jego chorobie i nałogach (picie i palenie). 
Książce natomiast nie znajdziemy nic na temat pierwszej żony Pilcha i jego córki Magdaleny Bielskiej, również pisarki. Pisząc nic, mam na myśli jakichkolwiek pytań na ich temat, bo mamy jedno zdjęcie z roku 1980.


Pilch nie już młodym człowiekiem, przypomina o tym na każdym kroku, ale wciąż ma tą pasję zrozumienia świata. Dlaczego jest tak a nie inaczej, dlaczego tak zwana mądrość życiowa przychodzi na starość, a nie gdy jest się w sile wieku, kiedy może wszystko jeszcze zmienić i poprawić. Zawsze nie ma nigdy to gra słów, głupcem jest ten, kto chce kategorycznie o czymś orzekać i choć Pilch w co drugim zdaniu coś opiniuje za chwile wszystko to kwestionuje. Póki żyje może jeszcze wszystko zmienić.

piątek, 4 marca 2016

Wiele demonów

Lubię sobie dawkować Jerzego Pilcha. Nie potrafię tkwić w jego wykreowanym świecie non stop, ale od czasu do czasu tam zaglądać czemu nie. Poznajemy tajemnice, które sami przed sobą skrywamy. Ludzka egzystencja podporządkowana jest ścieraniu się  dwóch światów. ja wewnętrznego i ja zewnętrznego. Otaczający nas świat wydaje się rzeczywisty, ale czy na pewno. Czy czasami nie kreują go demony które zalęgają się w naszych głowach.


Popełniłem sobie tą przyjemność i wysłuchałem audiobooka Wiele demonów. Przez dwa tygodnie każdego dnia dwugodzinnej dawki. Historia dzieje się w małej zagubionej miejscowości, gdzieś na ziemi cieszyńskiej bądź jak woli autor w księstwie cieszyńskim . Mamy luterańskiego księdza, naczelnika sprawującego władzę, Fryca miejscowego cudotwórcę, wdowę Zuzannę z synem, a przede wszystkim córki księdza, Olę i Julę. Wokół dwóch córek tworzona jest historia, dwie młode dziewczyny znudzone życiem w prowincjonalnym miasteczku, a może w ogóle życiem jako takim, wpadają na szatański plan. Pierwsza znika, a druga pragnie wyjść za katolika z Warszawy. Dowiadujemy się tego już na samym początku, a w raz rozwojem fabuły, krok po kroku poznajemy przyczyny i intencje obu sióstr.
Sigła bo tak nazywa się miejscowość, to taka Polska w pigułce, a smaczku dodaje fakt, że historia rozgrywa się w latach 50-tych ubiegłego wieku.
Pozornie nic nie znaczące zdarzenia układają się w pewną całość i próbę odpowiedzi na pytania o sens życia, śmierci, wiary, Boga, miłości, cierpienia, o sens wielu demonów, które kierują naszym życiem. By lepiej zrozumieć, warto by,  za jakiś czas sięgnąć po książkę jeszcze raz.

czwartek, 19 listopada 2015

Dziennik - Jerzy Pilch

Mam kilku takich pisarzy, których potrafię rozpoznać po przeczytaniu jednego no może dwóch zdań. Bez wątpienia jest nim Jerzy Pilch. W jego pracach wyczuwa się taką specyficzną nonszalancję, takiego intelektualisty, co z każdego garnka już jadł i do niemal każdego kieliszka zaglądał, a do tego ma dystans, do tego co mówi, czy piszę. Trochę zrzędzi, trochę narzeka, ale jak się przekroczyło sześćdziesiątkę i ma objawy parkinsona to wolno.  


"Dziennik" Jerzego Pilcha to nie jest moje pierwsze spotkanie z tym autorem i na pewno nie ostanie. Pamiętam jak w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zaczytywałem się w jego felietonach na łamach tygodnika "Polityka", potem w ręce wpadła mi książka "Spis cudzołożnic", przeczytałem raptem kilkadziesiąt stron, nie wciągnęła mnie, odłożyłem. Kilka lat później przeczytałem "Tezy o głupocie, piciu i umieraniu" i pokochałem ten styl. Za każdym razem jest to ta sama opowieść o dojrzałym mężczyźnie kochającym życie, ale w tym życiu zagubionym. Nie ważne czy chodzi o alkohol, kobiety, pieniądze czy politykę to wciąż ta sama osoba. Intelektualista, bawidamek, alkoholik ale cholernie inteligentny i spostrzegawczy. Chce się doświadczać tego co przeżywa, czy dotyczy to rynsztoka czy kultury wysokich lotów.
To wszystko można odnaleźć w "Dzienniku" spisywanym każdego dnia od 21 grudnia 2009 do 21 listopada 2011 roku. Z tymi dziennym wpisami to trochę bujda, bardzo często myśl zaczyna się jednego dnia a kończy drugiego, poza tym są to przemyślenia kilku zdaniowe, przerywane dla potrzymania dramaturgi. Jest sporo o piłce nożnej z uwzględnieniem ukochanego klubu Cracovii, którego to nie chce znać, a jednak co tydzień wybiera się na stadion by dopingować tych patałachów. Bardzo dużo rozważań na tematy polityczne, trochę narzekań na znajomych i przyjaciół, całkiem sporo komentarzy na tematy religijne. Jerzy Pilch to luteranin z Wisły, jest z tego dumny, jak sam twierdzi do Boga ma daleko, ale są mu bliskie protestanckie wartości.
Najwięcej jednak jest tu przemyśleń o literaturze i jej twórcach. Jerzy Pilch dużo czyta i często wraca do lektur przeczytanych, z mijającymi latami odkrywa je na nowo.
Mnie osobiście przypadł do gustu komentarz na temat "Kapuściński non-fiction" Artura Domosławskiego, który cytuje poniżej:

8 marca 2010

(...) cała ta nadmierność dyskusji wokół "non-fiction" dosyć mnie zraża. Czy wszystko zostało powiedziane, nie wiem, szczerze mówiąc, wątpię, wszystkiego, jak na razie, nie powiedział nawet Pan Bóg. Bredni padło jednak sporo.
(...) swoją drogą ci mądrale, co twierdzą, że od dawna wiedzieli: Kapuściński kreował, nie był realistą - specjalnie śmieszni. Odkąd kreacja wyklucza realizm? Niewątpliwie od kiedy nie lada głowy biorą się do rozstrzygania tak wstrząsającego problemu z zakresu sztuki układania słów.