Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nick Hornby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nick Hornby. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 sierpnia 2021

Był sobie chłopiec/About a boy

 Witam po dość długiej przerwie. W zasadzie nie mam żadnego usprawiedliwienia co właściwie się stało że nic się nie działo na moim blogu. Były wakacje, kilka książek otarło się o moją uwagę, ale nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć że jakąkolwiek przeczytałem od deski do deski. Większość z nich to pozycje z zakresu moich zawodowych zainteresowań, ale może o tym następnym razem. Dziś kilka słów o Był sobie chłopiec Nick'a Hornby.




Dekadę temu Nick Hornby był dla mnie autorem którego książki kupowałem w ciemno. Miały w sobie tę magię historii prostych codziennych, o które ocieramy się każdego dnia, które w trakcie poruszały nasze serca i skłaniały do refleksji. About a boy jest właśnie taką pozycją. Młody chłopiec z problemami dojrzewania, matka z depresją która użala się nad swoim położeniem i beztroski trzydziestolatek, singiel na pierwszy rzut oka beztroski bawidamek bez celu w życiu. Jak to bywa w takich historiach los chce że ich drogi się krzyżują. Nie chcę za bardzo wnikać w fabułę i przemianę naszych bohaterów ale naszła mnie taka refleksja. Czy ta książka mogła by powstać współcześnie? Od pierwszej publikacji minęło 23 lata, głównymi bohaterami jest 12 letni Markus i 36 letni Will. Will staje się dla Markusa starszym bratem i przyjacielem na którego może liczyć w ciężkich momentach. Markus natomiast jest dla Willa oknem na świat normalnego świata z codziennymi problemami całkiem normalnych ludzi. Ale czy w 2021 roku przyjaźń miedzy dwunastolatkiem i trzydziestolatkiem nie miała by zbyt wielu podtekstów. Ja wiem, że teraz ktoś mi powie że początkowo ich relacja jest czysto utylitarna, Markus jest tylko wabikiem na samotne matki, a Will substytutem ojca. Znajdzie sie prawdopodobnie wielu obrońców moralności którzy w tym związku dopatrzeć się mogą znacznie więcej. Pozdrawiam i zachęcam do lektury.

Ps Książkę czytałem już dość dawno temu, wciąż nie mogę się zmusić do ogarnięcia oryginału który kurzy się na mojej półce. 

piątek, 16 marca 2018

Czyszczenie półek WHSmith

Piątek popołudnie, udało mi się wyrwać kilka minut wcześniej z pracy i pomyszkować na półkach w WHSmith. W Exeter mają specjalne trzy regały z książkami, które zalegają w magazynie i co jakiś czas uzupełniają je nowymi pozycjami. Oto co udało mi się dzisiaj wyszperać za 1£ za sztukę...



Po pierwsze dwie pozycje Nick'a Hornby:
- About a Boy 
Piękna opowieść o relacjach nieco zblazowanego, myślącego tylko o sobie mężczyzny w średnim wieku i chłopca wychowywanego przez samotną matkę. Książka został zekranizowany w 2002 roku w roli głównej Hugh Grant (Był sobie chłopiec).
- Fever Pitch
Moja ukochana książka przedstawiająca losy londyńskiego Arsenalu oczyma zagorzałego fana. Posiadam wersję polską o której nieco pisałem tutaj... Owe nietypowe wspomnienia zostały zekranizowana w roku 1997 (Miłość kibica) w jedną z głównych ról wcielił się Colin Firth.
- The story of the World Cup
Pozycja ta, to vademecum wiedzy o piłkarskich mistrzostwach świata. Na 430 stronach Brian Glanville zebrał informacje na temat mistrzostw odbywanych między rokiem 1930 a 2006. Prawdziwa encyklopedia spotkań, pasjonujących opowieści, herosów piłkarskich  i ekip które złotymi zgłoskami zapisały się w historii futbolu.

sobota, 2 lipca 2016

Futbolowa gorączka

Kreślę te słowa niecałe dwa dni po ćwierćfinałowym meczu Polski z Portugalią (1:1 a w karnych 5:4 dla drużyny Ronaldo). Chciałoby się powiedzieć, że tak niewiele wystarczyło, by po raz pierwszy zdobyć medal na mistrzostwach europy. Kilka bardziej zdecydowanych akcji, trochę więcej koncentracji i bylibyśmy u bram piłkarskiego nieba. Pozostaje nam jednak duma i radość. Nasi reprezentanci wykonali kawał dobrej roboty i nikt nie może się czuć rozczarowany, jakby na to nie patrzeć nie przegrali żadnego meczu na turnieju. Bywają gorsze rzeczy w życiu kibica niż brak awansu do półfinału kontynentalnych mistrzostw.
Coś o tym może powiedzieć Nick Hornby, znany i sławny pisarz brytyjski, który od dzieciństwa jest fanem londyńskiego Arsenalu.


W roku 1992 popełnił książkę Futbolowa gorączka, która dla wielu to arcydzieło literatury z pod znaku piłki nożnej. Autor bierze pod lupę swoją niemal 25 letnią przygodę z Arsenalem Londyn, po raz pierwszy ojciec zabrał go na mecz ze Stoke City, gdy ten miał 11 lat, z samego spotkania niewiele pamięta, jedynie niesłusznie podyktowanego karnego, ale od tego dnia poczuł się cząstką kibicowskiej społeczności.
Książka podzielona jest na trzy części. Pierwsza to wspomnienia z lat 1968-1975, początki miłości i sukcesy klubu mistrzostwo, puchar Anglii i puchar Miast Targowych (poprzednik pucharu UEFA i dzisiejszej Ligii Europy). Kolejna część to lata 1976-1986, kompletna posucha naprawdę ciężki czas dla kibica, który Hornby rekompensował sobie studiami literatury angielskiej, pracą jako nauczyciel języka angielskiego i oglądaniem klubu z niższej ligi Cambridge United. Dopełnieniem chudych lat było spotkanie finałowe Pucharu Europy po między Juventusem Turyn a FC Liverpool i tragedią jaką spowodowali angielscy kibice na belgijskim stadionie Heysel (śmierć 38 włoskich kibiców). Sam Hornby oglądał spotkanie ze swoimi włoskimi studentami tłumacząc im co właściwie się stało, czując wstyd za brytyjskich kibiców, czując w sercu, że gdyby w tym miejscu znaleźli się fani Arsenalu skończyło by się podobnie, gdyż takie zachowanie to część angielskiej kibicowskiej subkultury.
Pomimo tego obejrzał mecz to końca:

(...) pozostał w nas ostatni, nieusuwalny element obsesji, który sprawił, że podjęliśmy rozmowę o wątpliwym rzucie karnym przesądzającym o zwycięstwie Juventusu 1:0. Chętnie myślę, że znam odpowiedzi na większość absurdów związanych z piłką nożną, lecz ten jest niemożliwy do wyjaśnienia.

Część trzecia lata 1986-1992 to lata tłuste, zakończone dwukrotnym zdobyciem mistrzostwa Anglii. Hornby powoli już tracił nadzieje że za jego życia Arsenal ponownie sięgnie po pierwsze miejsce w lidze czekał na nie 18 lat. 
Ciężko sklasyfikować tą pozycję, bez wątpienia jest to kawał historii Arsenalu Londyn, na pewno samej Wielkiej Brytanii epoki Margaret Thatcher (1975-1990), ale przede wszystkim jest to biografia zagorzałego fana. Wokół piłki nożnej kręci się jego całe życie, wszystkie decyzje, wybory, znajomości, każdy najmniejszy szczegół jest podporządkowany kibicowaniu. Gdy spotykał się z niezbyt wysoką dziewczyną musiał zmienić sektor by i ona dobrze widziała spotkania. Cieszy się jak dziecko gdy w końcu po 20 latach zamieszka w pobliżu stadionu swojego ukochanego klubu. Wszystko to opisuje znany pisarz, którego mało kto podejrzewałby o takie maniakalne zamiłowanie do futbolu. Futbolowa gorączka to skomplikowane studium obsesji, rodziny, męskości, pochodzenia społecznego, osobowości, dojrzewania, wierności, depresji i radości. Obowiązkowa lektura dla fana piłki nożnej, trzeba ją przeczytać by zrozumieć emocję jakie targają przeciętnego kibica.

A teraz całkiem od siebie, nieco z innej beczki, czyż piłka nożna nie jest piękna, szkoda naszej reprezentacji (nie mogłem zasnąć po meczu), bo swoją grą zasłużyli by grać w półfinale, ale Walijczycy zrobili to czego nie dokonali Polacy, awansowali do kolejnej rundy pokonując Belgię 3:1, ciekawe jak wysoko ci dzielni wojownicy zajdą, już dokonali niemożliwego, póki piłka w grze, kto wie... może finał... a potem...

środa, 11 listopada 2015

Długa droga w dół

Wtorkowy późny wieczór, deszcz rytmicznie stuka w okna naszego ciepłego pokoiku, jest miło i przytulnie, a moje kochanie prosi o jakąś sympatyczną romantyczną komedię na poprawę humoru. Jakby na to nie patrzyć mamy XXI wiek uruchamiam aplikację Netfliks  na smartphonie i szukam. Po chwili oczom moim ukazuje się film "A Long Way Down" nakręcony na podstawie książki Nick'a Hornby'ego...


... o ile dobrze pamiętam wszystko można powiedzieć o niej, ale nie, że to komedia romantyczna.
Książka ta zdecydowanie nie jest przedstawicielem tego gatunku, a film pomimo w miarę wiernej adaptacji ma elementy komedii romantycznej, a do tego kończy się happy endem, czego nie uświadczymy w książce, której zakończenie jest otwarte. Kino rządzi się jednak innymi prawami niż literatura. Tak więc o czym jest historia?
Oto pewnej sylwestrowej nocy na dachu tzw. Domu Skoczka w Londynie spotykają się Martin, niegdyś znany prezenter telewizyjny, Jess – zbuntowana i zagubiona nastolatka o niewyparzonym języku, Maureen- samotna kobieta opiekująca się niepełnosprawnym synem i JJ – Amerykanin, który po stracie dziewczyny i zespołu muzycznego stracił również sens życia. Dla każdego z tej czwórki bilans życiowy sporządzony w sylwestrową noc wydał się na tyle niekorzystny, że postanowili ze sobą skończyć. Los chciał że cała ta czwórka spotyka się na dachu w tym samym czasie, ciężko jednak porwać się na taki krok gdy panuje przysłowiowy tłok. Zaczyna się rozmowa o powodach, a z czasem grupa ląduje u Martina w domu i podpisuje pakt. Dają sobie czas do Walentynek tj do 14 lutego kolejnego dnia o największej liczbie samobójstw i jeżeli ich życie nie ulegnie zmianie skoczą w dół. 
Nawiązuje się nieformalna grupa wsparcia, pomimo konfliktów i zgrzytów bohaterowie starają się siebie zrozumieć i mimo woli, a czasami braku chęci pomagają sobie. Nawiązuje się przyjaźń, która pozwoli im nieco zmienić swój stosunek do samych siebie. Życie bohaterów nie poprawia się, nie zmienia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale widać siłę, jaką daje im kontakt z drugim człowiekiem. Każdy ma powód by skoczyć z dachu, każdego byśmy zrozumieli i rozgrzeszyli. Jest to opowieść o śmierci i życiu, opisana z humorem, pełna trafnych obserwacji. Skoczek samobójca ma pięć sekund nim uderzy o ziemie, oni dają sobie 45 dni.