Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard Kapuściński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard Kapuściński. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 sierpnia 2020

Wakacyjny book haul

Kilka dni temu wróciliśmy z wakacyjnych wojaży po Polsce, a w zasadzie po Warszawie bo tym razem na dłużej zatrzymaliśmy się właśnie w tym mieście. Przepiękna pogoda, długie spacery po nadwiślańskiej promenadzie, Starym Mieście i Nowym Świecie naładowały baterie na kolejne szare dni na Wyspach. Należało by również wsiąść margines na wszechobecną epidemie i zagrożenie Covid-19 i związane z tym niedogodności. Wróćmy jednak do książek, które udało mi się nabyć, jedynie pięć pozycji zapraszam.

- 13 Pięter - Filip Springer

Książkę już od jakiegoś czasu miałem na swojej liście, dobra cena w okolicy 14 złoty i jest moja. Reportaże nic nie straciły na swojej świeżość bo każdy z nas musi gdzieś mieszkać.

- Osobisty przewodnik po Pradze - Mariusz Szczygieł

Mariusz Szczygieł to dla mnie najlepszy polski twórca literatury nonfiction. Jego fascynacja naszymi południowymi sąsiadami musiała któregoś dnia zakiełkować właśnie takim przewodnikiem. Gdy tylko nadarzy się okazja zabieram się do czytania.

- Prawda krótka historia wciskania kitu - Tom Phillips

Wygrzebałem na promocji w Empiku, czytałem gdzieś recenzję i zapowiada się na dość przyjemną lekturę.

- Lapidarium VI - Ryszard Kapuściński

Mam pierwsze trzy tomy w wersji elektronicznej. Przyjemnie od czasu do czasu sięgać po niezobowiązujące przemyślenia cesarza reportażu, tym bardziej że to grzech nie kupić za jedyne 7 złotych.

- Trwoga i drżenie - Soren Kierkegaard

Od czasu do czasu lubię sobie sięgać po klasyków. Cena również nie odstraszała 12 złotych.

To na tyle. Nie zaszalałem z zakupami. Mam sporo zaległości i nie zabardzo chaiałem się pakować w kolejne. Pozdrawiam i zapraszam na kolejny wpis.


poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Kapusciński non-fiction

Biografia autorstwa Artura Domosławskiego spoczywa sobie na parapecie okna w zasięgu ręki. Od czasu do czasu zaglądam sobie do niej i przeglądam na wyrywki. Tydzień temu skończyłem czytać biografię Tadeusza Rolkę, poświęcił Kapuścińskiemu dwa może trzy zdania raczej mało pochlebne. Wspólnie studiowali na wydziale historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, Kapuściński był gwiazdą studenckiego świtka należącym do ZMP i czynnie w nim się udzielającym, Rolkę natomiast po roku wylądował w zakładzie karnym.



Ryszard Kapuściński wchodził w dorosłość w ciężkich czasach powojennych. Jak przez mgłę pamiętał okres sanacji i okupacji, budując sobie obraz wykreowany przez dziecięcą wrażliwość. Widzi szanse jaką niesie nowy ustrój z czasem jednak staje się pragmatykiem, co wielu wytyka mu do dziś. Posiadał wrodzoną empatię w kontaktach z ludźmi co ułatwiało mu pracę reporterską, ale musiał być bardzo elastyczny w relacjach z ówczesną władzą. Ta natomiast pozwalała mu podróżować i publikować. Nie był niebezpieczny gdyż jego teksty poruszały sytuację państw trzeciego świata nękanych przez imperialistyczne kraje zachodu.
Jego reportaże z afryki czy ameryki południowej dla czytelnika w Polsce są niczym fantasmagorie z pogranicza fikcji i faktu. Choć czuł się reporterem często korzystał z fakty że dla czytelników w kraju są to miejsca bajkowe i te swoje historie mniej lub bardziej ubarwiał.
Domosławski punktuje nieścisłości jakich autor się dopuścił. Umiejscawia je w kontekście miejsca i czasu. Kapuścińskiego natomiast nie gloryfikuje tylko ubiera w ludzie szaty słabości. Może się to podobać lub nie gdy na światło dzienny wyciąga kolejne brudy, tym bardziej że sam Kapuściński kreował się na bohatera niemal bez skazy kochającego męża i odważnego reportera patrzącego śmierci w oczy.
Tematy które poruszał dotyczyły uciśnionych, gdy w drugiej połowie lat 70-tych wrócił do kraju okazało się że jego rodacy są nie mniej uciskani przez komunizm jak komuniści w Ameryce Południowej. Po roku 1981 zbliżył się do opozycji i oddał legitymację partyjną. Z piewcy socjalizmu stał się opozycjonistą. Narodziła się legenda, z którą ciężko polemizować. Natomiast książki bronią się same. Opisują człowieka zmagającego się z brutalnym światem w czasach szybkich przełomowych zmian. Jego opowieści są z pogranicza magii, niemożliwe, nieprawdziwe ale prawdopodobne. 

sobota, 30 listopada 2019

Jeszcze dzień życia

Jeszcze dzień życia to jedna z tych książek Kapuścińskiego którą odpuściłem. Po Hebanie który był takim podsumowaniem podróży po Afryce zakodowałem sobie w głowie że poprzednie publikacje to tylko mniej istotne preludium do końcowego efektu jakim był Heban




Zacznijmy od początku. Pewnie nie przeczytał bym tej książki gdyby nie Polsko-hiszpańska filmowa adaptacja książki. Nie miałem okazji obejrzeć animacji w kinie ale będąc w Polsce zaopatrzyłem się w kopie DVD. Grzecznie odłożyłem na półkę i sięgnąłem po nią w zeszły weekend gdy tylko skończyłem książkę. 
Nie nazwał bym filmu wierną kopią ale prawie idealną interpretacją reportażu Ryszarda Kapuścińskiego. Angola rok 1975. Kraj za chwilę ogłosi niepodległość. Z byłej koloni wycofują się Portugalczycy. Nie oznacza to jednak pokoju wybucha wojna domowa. Każda z frakcji ma swoich cichych wielbicieli. Ryszard Kapuściński przybywa do kraju na kilka tygodni przed uzyskaniem niepodległości (notabene 11 listopada).  Widzi upadek kraju pogrążającego się w odmętach wojny. Udaje się na pierwszą linię frontu widzi bezsens ponoszonych ofiar, che być bezstronny ale nie potrafi być bierny. Książka ta to nie chłodny opis wydarzeń w Angoli. Kapuścińskiego targają emocje, obrazy które widzi każdego dnia nie pozwalają mu normalnie funkcjonować. Na swojej drodze napotyka ludzi niepewnych jutra wdzięcznych za kolejny dzień życia. Zdolnych do miłości ale również strasznych rzeczy. 
Jeszcze jeden dzień nie jest typowym reportażem. Autor nie jest do końca bezstronny, a jego podróż przez kraj pogrążony w wojnie domowej do nie relacja ale doświadczenie na wyciągnięcie ręki. Z krwi i kości. Niczym w sensacyjnej powieści.
Jeszcze dzień życia to nie preludium do Hebanu. To krew i pot. Brak nadziei na lepsze jutro. Wojna w Angoli trwała do roku 2002. Pochłonęła milion ofiar. 

środa, 3 lipca 2019

Kirgiz schodzi z konia

Po raz kolejny sięgnąłem po zbiór reportaży Ryszarda Kapuścińskiego. Początkowo planowałem w jednym wpisie podzielić się przemyśleniami po lekturze Kirgiz schodzi z konia i wydanej w zeszłym roku książki Wojciecha Góreckiego Buran, Kirgiz wraca na koń, ale jako że tej drugiej jeszcze nie przeczytałem zostawię ją na później.


Kirgiz schodzi z konia po raz pierwszy wydana została w 1968 roku i była pisana trochę na zamówienie PAP-u w związku ze zbijającą się 50-tą rocznicą Rewolucji Pazdziernikowej. Czytając jednak kolejne reportaże to samej rewolucji nawiązań prawie nie ma. Mamy obraz współczesnych (z roku 1967) azjatyckich republik radzieckich. Problemy z którymi borykają się mieszkańcy i radości życia codziennego. Przemysłowo-techniczna współczesność miesza się w tych regionach z tradycją religijną i kulturową. Odwiedzając kolejne republiki (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan, Kirgizja, Tadżykistan, Turkmenia, Uzbekistan) poznajemy jego historie i bohaterów. Gruzini są ludem górskim i nie czują się najlepiej poza swoimi górami, Ormianie natomiast mają swoje diaspory na niemal każdym kontynecie. 
Książka Kapuścińskiego to nieco ponad 100 stron. Niewiele ale za to bardzo treściwie. Autor jest doskonałym obserwatorem, który swoje spostrzeżenia potrafi w magiczny sposób streścić na kilku stronach, zadowalając czytelników jak i zleceniodawców. Dostajemy obraz republik radzieckich które siedzą okrakiem tym co dziś a tym co wczoraj. A wszystko to pięćdziesiąt lat po wielkiej Rewolucji Październikowej. Polecam świetna książka świetnego polskiego reportażysty.

piątek, 22 lutego 2019

Urodzinowa paczka

Każda okazja jest dobra by kupić nowe książki, a tym bardziej gdy ma się urodziny. Postanowiłem że będzie skromnie i sentymentalnie. Oto co sobie wybrałem i zamówiłem:



- Kirgiz schodzi z konia - Ryszard Kapuściński
Gdy pisałem będzie sentymentalnie miałem na myśli tę pozycję, wraz Ryszardem Kapuścińskim powrócę do zakaukaskich i azjatyckich republik radzieckich (reportaże powstawały w roku 1967, gdy ZSRR miał się bardzo dobrze)

- Buran. Kirgiz wraca na koń - Wojciech Górecki
Tym razem Górecki wraca w rejony wcześniej odwiedzane przez Ryszarda Kapuścińskiego. Mam nadzieje na podobny klimat i obraz współczesny byłych republik radzieckich.

- On Strejlau - Jerzy Chromik
Wywiad rzeka z byłym trenerem reprezentacji Polski (1989-93) i asystentem Kazimierza Górskiego w latach 1972-76, człowiekiem instytucją w polskiej piłce nożnej.




Teraz poza programowo, kolejny urodzinowy prezent, trochę związany z poprzednim wpisem. Zostałem właścicielem kamery Kodak Ball Shutter Nr.2 z roku 1913 fotka powyżej. Dumnie spoczywa na mojej półce obok innych moich cennych trofeów.

środa, 26 grudnia 2018

Pod choinką

Dobry wieczór, kolacja wigilijna dobiegła końca, życzenia złożone można przysiąść gdzieś na sofie i rozpakować prezenty. U mnie jak co roku mała kupka z książkami:



- Jak oni pracują - Agata Napiórska
Autorka przeprowadziła krótkie ale bardzo ciekawe wywiady o rytuałach i zwyczajach które pomagają w pracy twórczej. Brzmi ciekawie.

- Jeszcze dzień życia - Ryszard Kapuściński
W listopadzie na ekranach kin zagościł film o trzymiesięcznej wyprawie wybitnego reportera Ryszarda Kapuścińskiego do ogarniętej wojną i chaosem Angoli. Wydawnictwo Agora idąc za ciosem wznowiła reportaż umieszczając fotografie z animacji.

- Puchar od Pana Boga - Ota Pavel
Mariusz Szczygieł na każdym spotkaniu poleca autobiograficzną książkę Ota Pavla Śmierć pięknych saren. Jak spotkałem się z rybami a ja wybrałem Puchar od Pana Boga i nie mogę się doczekać lektury.

Kompletnie nie wiem czego się spodziewać, ale czuje że może to być kawał ciekawej literatury. Akcja toczy się w niedalekiej przyszłości a wszystko w  stylu powieści political science fiction. Przeczytam, zobaczę ewentualnie polecę.

Ps. Poniżej świąteczna CHOINKA Z  EXETER... :-)




MERRY CHRISTMAS!!!





wtorek, 19 czerwca 2018

Wojna futbolowa

Zasiadłem nad klawiaturą komputera pełen emocji, jeszcze kilkadziesiąt minut temu z wypiekami na twarzy przeżywałem pierwsze spotkanie reprezentacji Polski. Senegal niczym specjalnym nas nie zaskoczył. Solidna drużyna do której uśmiechnęło się szczęście, dwie bramki z czapy trochę siłowej gry słabszy dzień polaków i kończymy pierwsze spotkanie w Rosji wynikiem 1:2. Przykro. Zabrakło determinacji, szczęścia i chyba wiary w zwycięstwo. Bogowie futbolu przychylnym okiem spojrzeli na przeciwnika, a my po raz kolejny będziemy grać o wszystko w kolejnych dwóch spotkaniach.




Potrzebowałem resetu. Sięgnąłem na półkę by po raz kolejny po obcować z z literaturą faktu z pod pióra Ryszarda Kapuścińskiego. Nim dotarłem do tytułowego reportażu oczom moim ukazała się dość nietypowa modlitwa jednego z wodzów afrykańskich:

Boże!
Mimo tylu modlitw do Cibie ciągle przegrywamy nasze wojny. Jutro znowu będziemy walczyć w bitwie, która jest naprawdę wielka. Ze wszystkich sił potrzebujemy Twojej pomocy i dlatego muszę Ci coś powiedzieć: ta jutrzejsza bitwa to będzie ciężka sprawa. Nie będzie w niej miejsca dla dzieci. Dlatego proszę Cię, nie przysyłaj nam na pomoc Twojego Syna. Przybądź Sam.

W jednej chwili pomyślałem o naszej drużynie. Przestańcie oglądać się na przeciwników. Wasza siła leży w was. Wstańcie i wygrajcie kolejne dwa mecze, macie umiejętności i siłę by tego dokonać.
Wracając do reportażu Wojna futbolowa. Piłka nożna w brew pozorom nie jest tylko grą zespołową, jest wentylem prze który spoglądamy na świat. Nasze kompleksy wciągu kilku minut potrafią brać górę nad dumą narodową. Bohater staje się zdrajcą, a zapomniany i nikomu nieznany kopacz, piłkarskim bogiem. Przegrany, czy wygrany mecz może być przyczynkiem do wzrostu gospodarczego, ale również do wojny. Ryszard Kapuściński opowiada nam taką historię. W roku 1969 doszło do spotkań drużyn z ameryki łacińskiej, Hondurasem a Salvadorem. Oba te mecze  w kolejnych dniach i tygodniach były pretekstem do wybuchu wojny między tymi państwami. A zaczęło się od rozruchów na stadionie. Nasz reporter dzień po dniu relacjonuje przebieg wydarzeń. Los chciał, że stał się cichym uczestnikiem tej wojny i korespondentem z pierwszej linii ognia.
W Ameryce Łacińskiej, granica między futbolem a polityką jest niezmiernie wąska. Długa jest lista rządów, które upadły lub zostały obalone przez wojsko, ponieważ drużyna  narodowa poniosła porażkę. Przykładem może być Brazylia, w której junta wojskowa po zdobyciu przez piłkarzy mistrzostwa zapewniła sobie spokojne rządy przez kolejne lata.
W Polsce choć bardzo kochamy futbol obudzimy się jutro rano, lekko skacowani, początkowo naburmuszeni postawą naszej reprezentacji, z upływem dnia  na naszych ustach pojawi się uśmiech i słowa: Polacy nic się nie stało...

poniedziałek, 26 lutego 2018

Pięć książek o których jeszcze nie pisałem

W tym tygodniu obchodzimy światowy dzień książki (w Wielkiej Brytanii jest to pierwszy czwartek marca) jest wiec okazja przedstawić Wam pięć książek dla mnie ważnych, a o których jeszcze nie miałem okazji nic napisać.




Zacznijmy od dołu:

- Świat Zofii - Jostien Gaarder
Po książkę sięgnąłem będąc już podstarzałym nastolatkiem (17 może 18 lat), piękna opowieść o poznawaniu i odkrywaniu świata. Tytułowa Zofia jest Szwedką wychowywaną przez matkę. Ma ojca ten jednak lwią część roku spędza na tankowcu którego jest kapitanem. Pewnego razu dziewczynka dostaje dziwny list a w nim jedno zdanie: Kim jesteś?
W kolejnych listach dostaje kolejne pytania a z czasem, opowieści i historie. Mają jej pomóc w z rozumieniu otaczającego świata przy okazji uczą jej idei wielkich myślicieli, filozofów. Pamiętam gdy na drugim roku studiów miałem problem z Heglem i ponownie sięgnąłem po książkę.

- Pierścień Rybaka - Jean Raspail
Długi czas książka ta była w moim top 5. Piękna historia o rozłamie w kościele katolickim i wygnaniu awiniońskim, o antypapieżach, wojnach religijnych ale przede wszystkim o istocie wiary. Wszystko zaczyna się od średniowiecznej legendy o Księżycowym Papieżu. Następstwem czego jest zlecenie przez papieża Jana Pawła II odnalezienia człowieka, który zwie się Benedykt i nosi w plecaku pierścień rybaka.

- Imperium - Ryszard Kapuściński
Reportaże Ryszarda Kapuścińskiego są ze mną już od ponad 20 lat, a jednym z pierwszych z nimi spotkań było właśnie Imperium. Jest to sentymentalna podróż do Rosji z wieloma introspekcjami dotyczącymi poprzednich wizyt autora. Niewątpliwie ważny jest czas w jakim do niej doszło a był to rok 1991, upadek wielkiego imperium na zgliszczach którego powstawały nowe większe i mniejsze państewka. Świetna książka pełna opowieści ludzi spotkanych w podróży.

- Zaproszenie do Socjologii - Peter L. Berger
Dzięki tej książce pokochałem i polubiłem socjologię. Niewiele ponad 180 stron napisane przystępnym językom z wieloma przykładami i opisami nie jest podręcznikiem a jedynie zaproszeniem do poznania tej fascynującej dyscypliny naukowej. Książka jest ze mną  niemal od zawsze pełna podkreśleń i uwag stała się moim najlepszym przyjacielem i przewodnikiem zawiłościach społecznego bytu.

- Z głowy - Janusz Głowacki
Najlepsza autobiografia jaką w życiu przeczytałem, ironiczna i pełna ciekawych historii. Janusz Głowacki żył w ciekawych czasach, ale również on sam był interesującym i bardzo kolorowym człowiekiem. Jego spostrzeżenia na temat czasów w jakich żył i otaczających ludzi rozbawiła mnie do łez.
Kiedyś ukradziono mi torbę z dopiero co kupioną marynarką. Pobiegłem do łażącego między straganami sierżanta milicji i się poskarżyłem. Wyciągnął z raportówki notes i zapytał:
- Imię, nazwisko i adres złodzieja? - a kiedy powiedziałem, że nie wiem, rozbawił się:
- To co, chcecie, żebym latał po bazarze i szukał waszej marynarki?
Przyznałem mu rację i przeprosiłem. Odpowiedział, że nic nie szkodzi.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Podróże z Herodotem

Lubię wracać do Kapuścińskiego, lubię jego spokój i to jak przedstawia świat, jak go opisuje i jak wplata to co zastaje w szerszy historyczny kontekst. Zdaje sobie sprawę że zasada od szczegółu do ogółu jak mantra wklepywana jest na zajęciach z reportażu, ale niedoścignionym mistrzem jest Ryszard Kapuściński.



Podróże z Herodotem to tylko pretekst by snuć swoją opowieść, piękną opowieść o miejscach odwiedzanych przez Kapuścińskiego, na przemian przeplatanych z tym co opisywał Herodot w swoim dziele 2500 tysiąca lat wcześniej. Miejscami nie jesteśmy pewni kto tu jest głównym narratorem Kapuściński czy Herodot. Po pierwsze obaj mieli tą samą cechę potrafili się dziwić napotkanym rzeczą, sytuacją, ludziom, dociekać dlaczego tak jest, pytać o genezę  wydarzeń. Geneza i historia nawet bardziej ich obu interesowała niż zastana rzeczywistość. Rzeczywistość była tylko odniesieniem do przeszłości do tego co było, do tego co zaklęte w opowieściach napotkanych ludzi.

W świecie Herodota niemal jedynym depozytariuszem pamięci jest człowiek. Żeby więc dotrzeć do tego, co zapamiętane, trzeba dojść do człowieka, a jeżeli mieszka on daleko od nas, musimy do niego pójść, wyruszyć w drogę, a kiedy już się spotkamy - usiąść razem i wysłuchać, co nam powie, wysłuchać, zapamiętać, może zapisać. Tak zaczyna się reportaż, z takiej rodzi się sytuacji.

Początkowo jak twierdzi Kapuściński podobnie jak Herodot czerpie swą wiedzę z rozmowy z ludźmi. Pierwsze spotkanie z dziełem greckiego historyka ma miejsce w trakcie studiów historycznych, jest to jednak jedynie forma wykładu, dyskusji rozmowy nauczyciela z uczniami (Dzieje Herodota nie zostały jeszcze przetłumaczone na język polski). Z braku jakichkolwiek książek po drugiej wojnie światowej wiedza i dzielenie się nią następuje w formie ustnej. Uczy się więc dopytywać dociekać jak jest, jak było, konfrontować różne opinie. Jest to bardzo przydatne później gdy zostaje reporterem. Jedynym problemem może być język i niemożliwość skomunikowania się z innym (pierwsze wizyty w Indiach i Chinach są tego przykładem).
Herodot nie ma tego problemu jego świat to świat greków i greckich kolonii, pomimo tego wędrując wychodzi poza krąg znanego mu świata by móc przekazać jak świat postrzegają inni. Mamy więc Persów, Scytów, Egipcjan, Etiopów, Hindów, innych z którymi stara się skomunikować i poznać ich dzieje. Opisuje wiele ciekawych wydarzeń, początki wojen greków z persami (historia Krezusa), megalomanie władców (Dariusz i Kserkses) chęć władania całym światem. Zaznacza jednak że pamięć ludzka jest zwodnicza.

Ludzie zapamiętują to, co chcą zapamiętać, a nie to, co działo się w rzeczywistości. Każdy bowiem barwi ją po swojemu, każdy w swoim tyglu czyni z niej własną miksturę. Dotarcie więc do przeszłości jako takiej, takiej, jaka była ona naprawdę, jest niemożliwe, dostępne są nam tylko różne jej warianty, mniej lub bardziej wiarygodne, mniej lub bardziej dziś nam odpowiadające. Przeszłość nie istnieje. Są tylko jej nieskończone wersje.

Pomimo tego zbiera dostępne wersje i stara się je opisać. Podobnie czyni Kapuściński, zasłyszane historie opisuje próbując przekazać szerszy kontekst. Detale to tylko pretekst, ozdoba mająca nas zachęcić do dalszego poznawania ludzkiej natury i jej historii. Tym jest reportaż, dążeniem do poznania prawdy najczęściej będącą sumą subiektywnych doświadczeń.
Autor sprytnie wplata swoje doświadczenia z doświadczeniami greka, opowiadając tymczasem swoją historię, prywatną autobiografię podróżnika. Warto poświęcić tych kilka chwil by spojrzeć na świat oczyma Herodota i polskiego reportażysty. Warto bo to kawał dobrej opowieści o nieprzemijających regułach rządzących naszym światem.

środa, 13 kwietnia 2016

Top 10 książek Ryszarda Kapuścińskiego

Natchnieniem to sporządzenia tego rankingu było nabycie Podróży z Herodotem w wersji audio i kilkunastogodzinne nasiąkanie opisem świata widzianego oczyma Ryszarda Kapuścińskiego. Herodot i jego przedstawienie świata starożytnego to tylko pretekst do snucia opowieści o miejscach które odwiedził autor. I o to chodzi bo nie wyobrażam sobie kogoś lepszego kto mógłby połączyć te dwa odległe światy w jedną całość. Kapuściński jest w tym najlepszy, a o jego wielkości niech świadczą jego książki. Poniżej przedstawiłem ranking 10 najlepszych (zdaniem użytkowników serwisu lubimyczytac.pl) książek najlepszego polskiego reportażysty XX wieku. Po kolei mamy miejsce, średnia ocena i ilość osób oceniających.

10. Wojna futbolowa - 7,31 (1544)

09. Jeszcze dzień życia - 7,33 (746)

08. Rwący nurt historii - 7,34 (386)

07. Chrystus z karabinem na ramieniu - 7,4 (629)

06. Cesarz - 7,4 (5251)

05. Lapidaria I-III - 7,44 (253)

04. Podróże z Herodotem - 7,44 (2762)

03. Szachinszach - 7,75 (1790)

02. Heban - 7,77 (3807)

01. Imperium - 7,96 (2713)


Ogółem Ryszard Kapuściński wydał 48 pozycji, pod uwagę uwzględniłem książki ocenione przynajmniej przez 250 osób. Mały problem miałem z Lapidariami, które były uwzględniane kilkakrotnie, osobno i razem (sześć tomów), pod uwagę wiozłem zbiorcze wydanie wydawnictwa Agora. Zapraszam do moich recenzji Rwący nurt historii i Heban, w najbliższym czasie podzielę się wrażeniami z innych dzieł mistrza.

Ps. Wszystkie dane zgodnie z dniem 13 kwietnia 2016 roku.

sobota, 14 listopada 2015

Rwący nurt historii

Brak mi słów... by opisać jak mieszane mam uczucia w związku z wczorajszymi wydarzeniami. Wiem natomiast co nas czeka w najbliższych dniach złość, pogarda, nienawiść i rozpacz do tego dojdzie bezsilność. Bo na kogo mamy skierować naszą frustrację na to co się wydarzyło w piątek 13-tego w Paryżu. W zamachach terrorystycznych zginęło ponad 120 osób. My siedząc na ciepłych kanapach pochłonięci byliśmy kolejnymi golami Roberta Lewandowskiego w meczu z Islandią, a tam umierali ludzie. Kto do nich strzelał, kto detonował bomby, kto w końcu umierał. Idąc na łatwiznę można by rzec kolejna grupa islamistów zabija przedstawicieli naszej zachodnio-europejskiej cywilizacji. Nie znam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, nie wiem również kto miał zaszczyt umierać jako statystyczny przedstawiciel naszej kultury, ilu było chrześcijan, żydów, muzułmanów bądź ateistów. Nie wiem również ile było kobiet i dzieci, ile gejów i heteroseksualistów, bo wobec śmierci wszyscy są równi. I tych co pociągnęli za spust też nie ma.
Blog ten jest o książkach. Czytając uczymy się i rozumiemy nieco lepiej otaczający nas świat. Szukamy odpowiedzi, często są udzielane wprost: białe-czarne, dobry-zły. Zdarza się i tak, że gubimy się w tych kolorach i odcieniach szarości.


Po książkę Ryszarda Kapuścińskiego "Rwący nurt historii" sięgam właśnie w takich chwilach, gdy pragnę zrozumieć. Kapuściński jak nikt inny rozumie człowieka. Szczególnie człowieka z pogranicza cywilizacji, zagubionego i samotnego. Jest to praca nietypowa już przez sam fakt że została wydana po śmierci autora. Jest to zbiór wypowiedzi, przemyśleń, wywiadów o wydarzeniach w jakich przyszło mu żyć, jak nosi pod tytuł książki są to zapiski o XX i XXI wieku. 
Jeden z rozdziałów nosi tytuł "Żyć w ummie. Islam". Krok po kroku zebrano wypowiedzi autora o jego pierwszym spotkaniu z islamem, kiedy to mówi że nie ma jednego islamu. Rozróżnia islam "pustyni" i "rzeki". Pierwszy jest wojujący nastawiony na przetrwanie, drugi natomiast to liberalny skupiony w wielkich miastach gdzie kwitnie kultura (Kair, Bagdad, Damaszek, Istambuł). Przedstawia pokrótce różnice kulturowe (islam to wszystko, to prawo, to szariat) i narodziny małych grup sekt w obrębie islamu np. asasynów (taki odpowiednik europejskich krzyżowców). Mówi o doświadczeniach w pierwszych kontaktach wyznawców obu religii o powstrzymaniu fali arabskiej przez Karola Młota a potem tureckiej przez Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Jest trochę o kolonializmie, eksploatowaniu złóż ropy naftowej jak i innych surowców. Daje do zrozumienia że ani my ani oni nie mamy dobrych doświadczeń, a do tego dochodzi telewizja.

Trzeba pamiętać, że nasz stosunek do islamu kształtuje siła wielkich sieci telewizyjnych. Na ogół więc nie mamy własnego poglądu, własnej wiedzy - korzystamy z pośrednictwa tych kanałów informacji. Ponieważ sieci owe mają za zadanie kształtować nieufność w stosunku do świata muzułmańskiego, nasz punkt widzenia naznaczony jest stronniczością. Dyskutujemy więc zazwyczaj, dysponując jedynie zmanipulowaną porcją informacji, którą daje się nam do wierzenia. 

Zauważa również że: (...) islam, w przeciwieństwie do innych religii, skutecznie opiera się procesom sekularyzacyjnym. Właśnie to niepokoi zachodnich politologów i socjologów. Samuel Huntington krytykuje swoich rodaków, którzy mylili "westernizację" z modernizacją. Amerykanie myśleli, że jeżeli da się innym coca-colę, telewizor i samochód, to obdarowani staną się podobni do Amerykanów. Tak się jednak nie dzieje - mieszkańcy krajów islamskich przyjmują zachodnią technologię, ale nie przyswajają sobie zachodnich wartości.



Pamiętam, jak kiedyś w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zobaczyłem młodą dziewczynę. Widok niesamowity - była Arabką, miała może szesnaście-siedemnaście lat, zgrabna, w obcisłych dżinsach, bluzeczce i... z czarczafem na głowie! Muzułmańska kobieta musi nosić chustę, bo Koran mówi, że włosy stanowią źródło podniety, więc kobieta nie może ich pokazywać. Obyczajów religijnych, które współistnieją z nowoczesnością, jest znacznie więcej.

Kończy swoje rozważania stwierdzeniem: Czy tego chcemy, czy nie, musimy się pogodzić z faktem, że żyjemy w świecie wielokulturowym, który będzie się stawał jeszcze bardziej różnorodny. Dzisiaj nie da się już pozostawać w kulturowej izolacji. Naszym zadaniem jest więc znalezienie sobie w tym świecie miejsca, a pierwszą zasadą owego poszukiwania jest zasada tolerancji, uznania, że - jak mówił Bronisław Malinowski - nie ma kultur wyższych i niższych. Zasadzie tolerancji musi towarzyszyć poznawcza ciekawość - musimy zdobyć elementarną wiedzę o kulturze islamu - i życzliwość. Taka postawa nie jest jedynie odruchem dobrego serca, ale od niej zależy sam byt naszej cywilizacji, w tym naszego kraju.

Większość wypowiedzi Ryszarda Kapuścińskiego zawarta w tym rozdziale pochodzi z roku 1998, dziś mamy 2015, ciekawe jak wielu z nas myśli podobnie.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Heban - Cień słońca

Spacerując jakiś czas temu ulicami Exeter wstąpiłem na chwilę do Waterstones takiego angielskiego Empiku. Z mojej strony było to całkiem celowe zagranie gdy ogarnia mnie jesienna chandra, to jedno z nielicznych miejsc gdzie mogę podładować sobie baterie, do tego serwują tam pyszną kawę. Tak więc przeglądając półki z książkami mój wzrok zatrzymał się na "The Shadow of the Sun" Ryszarda Kapuścińskiego...


... jest to angielskie wydanie książki "Heban". Na chwilę zaniemówiłem, sprawiła to okładka. Przed oczyma miałem polskie wydanie ascetyczne brązowo-białe z afrykańską maską pośrodku. Tu mamy całą paletę barw, jest i maska ale przede wszystkim widzimy zarys kontynentu i słońce.

Przede wszystkim rzuca się w oczy światło. Wszędzie - światło. Wszędzie - jasno. Wszędzie - słońce. Jeszcze wczoraj, ociekający deszczem, jesienny Londyn. Ociekający deszczem samolot. Zimny wiatr i ciemność. A tu, od rana całe lotnisko w słońcu, my wszyscy - w słońcu.

Tak Ryszard Kapuściński rozpoczyna swoją opowieść o Afryce i tak to czułem gdy spojrzałem na okładkę. Powiem szczerze, że i tytuł wydał mi się tu bardziej trafny "Cień słońca", bo taka po lekturze tego zbioru reportaży jest Afryka, na uboczu wielkiego świata, uśpiony, przyczajony tygrys, który czeka na swój czas.
Jest to książka o zderzeniu dwóch cywilizacji europejskiej i afrykańskiej, dwóch stylów życia i dwóch światów, jest to książka o człowieku który przez kilkanaście lat przemierzał ten kontynent próbując go poznać i zrozumieć.

Europejczyk i Afrykanin mają zupełnie różne pojęcia czasu, inaczej go postrzegają. W przekonaniu europejskim czas istnieje poza człowiekiem, istnieje obiektywnie, niejako na zewnątrz nas, i ma właściwości mierzalne i linearne. Według Newtona czas jest absolutny: "Absolutny, prawdziwy, matematyczny czas płynie sam przez przez się i dzięki swej naturze, jednostajnie, a nie zależnie od jakiegokolwiek przedmiotu zewnętrznego". Europejczyk czuje się sługą czasu, jest od niego zależny, jest jego poddanym. Musi przestrzegać terminów, dat, dni i godzin. porusza się w trybie czasu, nie może poza nim istnieć. Między człowiekiem i czasem istnieje nierozstrzygalny konflikt, który zawsze kończy się klęską człowieka - czas człowieka unicestwia.

Inaczej pojmują czas miejscowi, Afrykańczycy. Dla nich czas jest kategorią dużo bardziej luźną, otwartą, elastyczną, subiektywną. To człowiek ma wpływ na kształtowanie czasu, na jego przebieg i rytm (oczywiście, człowiek działający za zgodą przodków i bogów). Czas jest nawet czymś, co człowiek może tworzyć, bo np. istnienie czasu wyraża się poprzez wydarzenia, a to, czy wydarzenie ma miejsce czy nie, zależy przecież od człowieka. Jeżeli dwie armie nie stoczą bitwy, to bitwa ta nie będzie miała miejsca (tzn. czas nie przejawi swej obecności, nie zaistnieje).
Czas pojawia się w wyniku naszego działania, a znika, kiedy go zaniechamy albo w ogóle nie podejmiemy. Jest to materia, która pod naszym wpływem może zawsze ożyć, ale popadnie w stan hibernacji i nawet niebytu, jeżeli nie udzielimy jej naszej energii. Czas jest istnością bierną, pasywną i przede wszystkim - zależną od człowieka. (...)
Toteż  Afrykanin, który wsiada do autobusu, nie pyta, kiedy autobus odjedzie, tylko wchodzi, siada na wolnym miejscu i od razu zapada w stan, w jakim spędza znaczną część swego życia - w stan martwego wyczekiwania. (...)

Szczerze polecam tę książkę, warto przeczytać nawet wielokrotnie, dla tych smaczków, których nie spostrzeżemy za pierwszym razem.