Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Zajdel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Zajdel. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 października 2016

Paradyzja

Proza Janusza Zajdla jest niczym puszka Pandory, świat po jej otwarciu nie jest taki sam. Czujemy się tak jak gdyby wyrwano nas z Matrix'a. Opowieść przedstawiona przez autora pomimo że fabularnie umiejscowiona w przyszłości, przedstawia  problemy dotyczące ludzkości w roku 2016. Zajdel natomiast stworzył swoją książkę ponad 30 lat temu, do tego w innym systemie politycznym a pomimo  upływu czasu jej treść nic nie traci na aktualności.



Historię uniwersalną która nigdy się nie zestarzeje, wbrew pozorom nie jest łatwo napisać, tym bardziej gdy osadzamy ją gdzieś w przyszłości, prędzej czy później będzie musiała być skonfrontowana z rzeczywistością. Paradyzja jest antyutopią, ukazującą społeczność zamkniętą wewnątrz sztucznej satelity, odosobnionej od reszty świata na 100 lat. Mieszkańcy tego sztucznego twora, żyją w ciągłym stanie zagrożenia i permanentnej inwigilacji. Strach podsycany jest przez lokalną telewizję i władzę. Wróg czyha na każdym rogu by zniszczyć ich wspaniały, kruchy świat. Przed stu laty pozostawieni na pastwę losu przez mieszkańców ziemi, tylko dzięki swemu uporowi i wspólnemu zorganizowaniu uniknęli śmierci. Życie nie jest jednak proste ich nowy świat krąży wokół planety bogatej w surowce, planeta ta jednak nie jest  zdatna do osiedlenia i zamieszkania. Tak przynajmniej sądzą ich przywódcy.
Rinach jest dziennikarzem z ziemi, swoimi reportażami ma ocieplić wizerunek mieszkańców Paradyzji. Nie jest to jednak jedyny cel wizyty. Jego zadaniem jest poznanie prawdy o faktycznym położeniu mieszkańców. Poznaje ją, ale czy będzie potrafił to wykorzystać by pomóc potomkom osadników z Ziemi.
W książce poruszane są trudne tematy społeczne miejsca jednostki w grupie i wpływ grupy na nią, ale przede wszystkim jest to studium na temat manipulowania faktami i środkami masowego przekazu. Każdego dnia władcy planety bombardują miliony obywateli odpowiednią dawką propagandy. Granice się zacierają, mieszkańcy są ogłupiani, pracują ciężka dla idei, która nie ma nic wspólnego  z faktycznymi realiami. Choć mogłoby się wydawać, że ich los jest beznadziejny wciąż tli się iskierka wiary w inny lepszy świat. Jak w każdym totalitaryzmie istnieje grupa ludzi rozumiejąca sytuację. Czy zdolna podjąć walkę. Czy może jedynie pragnąca przetrwać, przeżyć. Konformizm to słowo klucz w tej powieści, poszczególne jednostki dbają jedynie o swoje cele, dla jednych jest to przeżycie dla innych utrzymanie dotychczasowego statusu.
Zajdel do doskonały obserwator i demaskator wszelkich ruchów społecznych a przede wszystkim ludzkich ułomności. Jego książki to fabularyzowane eksperymenty socjologiczne prawdziwe naukowe obrazy nas samych. Warto po nie sięgnąć by choć przez chwilę przejrzeć się w nich w niczym lustrze.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Limes inferior

Po raz kolejny wróciłem do książki Janusza Zajdla Limes inferior, autora który pomimo, że był mi znany choćby z nagrody jego imienia (Nagroda Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla), to jednak nigdy nie zadałem sobie trudu by lepiej poznać jego twórczość. Było tak, aż do roku 2009 gdy niemal przez jeden rok pochłonąłem wszystko co wydał za życia. Pogrążałem się w lekturze która zadawała wiele pytań na temat naszej cywilizacji, udzielała kilku odpowiedzi a przede wszystkim pozostawiała nam furtkę na samodzielnie poszukiwania i interpretacje.


Sneer, główny bohater Limes inferior to hedonista i playboy zarabiający na życie jako liffter, osoba która za pieniądze (nielegalnie) pomaga podwyższyć ludziom test na inteligencje. Ktoś może zapytać po co? No cóż świat w którym żyje Sneer różni się nieco od tego naszego. Porządek społeczny w Argolandzie (tak nazywa się miejsce wydarzeń) opiera się na podziale społeczeństwa na siedem klas społecznych, oznaczonymi cyframi od zera do sześciu, w zależności od wyniku testów na inteligencje. Za gotówkę w mieście służą trzy rodzaje punktów: czerwony, żółty i zielony, przyznawane odpowiednio: – w zależności od samego faktu istnienia – każdy niezależnie od kompetencji i pracy dostaje taką samą liczbę punktów czerwonych, – w zależności od klasy społecznej – każda klasa ma inny przydział punktów zielonych, – w zależności od rodzaju wykonywanej pracy – punkty żółte. Towary luksusowe i bardzo dobrej jakości można kupić wyłącznie za żółte (zwane "kanarkami"), za zielone – zwykłe, a za czerwone – wyłącznie podrzędnej jakości. Punkty przechowywane są na tzw. Kluczu – kombinacji dowodu osobistego, karty kredytowej, zegarka, kalkulatora, certyfikatu klasy intelektu oraz czytnika linii papilarnych (który pozwala na korzystanie z Klucza wyłącznie jego właścicielowi).
A teraz pomyślcie sobie że ten cały porządek społeczny to tylko zasłona dymna, by kontrolować ludzkość, a poza tym wszystkim jest coś więcej. Główny bohater odkrywa prawdę, ale to jakie następstwa i konsekwencje będą za tym szły kompletnie przemeblują jego spostrzeganie świata. Zajdel pisząc swoją powieś pod koniec lat siedemdziesiątych (1979-1980) miał sporo materiału empirycznego, który umiejętnie wplata w historię.
Fabuła wciąga akcją i światem zbliżonym do tego w jakim żyjemy, wszystko jest prawdopodobne a nawet czasami czujemy że prawdziwe, realne. Aluzje do komunizmu (stojący pod bankami kameleony oferujące wymianę punktów po nieoficjalnym kursie) i kapitalizmu (dążenie do globalnego konsumpcjonizmu). Słabym punktem, o ile taki można znaleźć, jest zakończenie (to moje subiektywne zdania), fabuła ucięta jakby w środku interesującej akcji chciało by się powiedzieć jeszcze i jeszcze...  pozostaje niedosyt... i pytania bez odpowiedzi?!

Ps. Tak zupełnie na marginesie... koncepcja klucza przypisanego do konkretnego obywatela, przypomina mi dzisiejsze smartfony... jest taka scena w książce gdy Sneer gubi (traci) klucz i ma w związku z tym problemy w odnalezieniu się w tej nowej dla niego sytuacji. Traci nie tyle rzecz, ale swoją pozycję i status w społeczeństwie.