Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 kwietnia 2021

Demon Slayer

Dziś krótki raport z tego co czyta ma córka. Kilka tygodni temu wrzuciłem filmik z nostalgicznej wyprawy po półkach Zosi. Kilka tygodni to dla młodego człowieka wieczność, również w gustach literackich. Kiedyś dominowało bajkowe fantasty z wróżkami, księżniczkami i magami. Od kilku miesięcy dominuje japońska manga i anime.


Demon Slayer to opowieść o łowcach demonów. Głównym bohaterem jest nastoletni chłopiec i jego siostra.  Pewnego dnia, jego rodzina została zaatakowana i brutalnie zamordowana przez demona. Tanjirō i jego siostra Nezuko są jedynymi osobami, które przeżyły incydent. Nezuko mimo przemiany w demona, wykazuje oznaki ludzkich emocji i myśli. Na domiar złego bohaterowie spotykają Zabójcę Demonów – Giyū Tomiokę, który to chce zabić dziewczynę. Giyū zmienia zdanie, gdy widzi, że rodzeństwo chroni się nawzajem. Wysyła ich do swojego mistrza. Tanjirō postanawia zostać Zabójcą Demonów i przywrócić Nezuko człowieczeństwo.


Cała manga narysowana jest w klimatach japońskich z początku XX wieku. Nowoczesność miesza się z feudalnymi zwyczajami. Wraz z rodzeństwem przemierzamy wyspy japońskie poznając zwyczaje i kulturę tych ziem. Lokalne wierzenia i legendy stają się częścią otaczającej rzeczywistości. Opowieść drogi z potworami w tle gdzie honor, miłość i przywiązanie stanowią istotę istnienia. Na Netflix można odnaleźć pierwszy sezon historii (tutaj...) raczej skierowanej do nieco starszych dzieci niż Zosia. Myślę jednak że całkiem miło ogląda się w towarzystwie taty. 

piątek, 22 stycznia 2021

Papcio Chmiel nie żyje

Henryk Jerzy Chmielewski zmarł dzisiaj w wieku 97 lat. Gdy tylko sięgnę pamięcią był ze mną zawsze. Moja pierwsza samodzielnie zakupiona książka to Tytus, Romek i A'Tomek księga XVIII, a było to w roku 1987. Przez kolejne pięć lat uzbierało się około 20 zeszytów. Później wylądowały głęboko w szufladzie wraz innymi artefaktami z tamtego okresu, spędziły tam ponad dekadę. W dzieciństwie były dla mnie rozrywką, ucieczką w kolorowy świat niekończącej się zabawy, gdy sięgnąłem po nie ponownie stały się kompendium wiedzy o zachodzących zmianach społecznych w Polsce drugiej połowy XX wieku. Komiksy wydawane między 1947 a 2002 rokiem stały się materiałem analizy ilościowej w mojej pracy magisterskiej. Odkrywałem na nowo jak wnikliwym obserwatorem był Papcio Chmiel, wielu zarzuca mu jego romans z PRL, tworzenie historii pod dyktando władz. Ja mam nieco inne na to zdanie. Rysownik jak wielu ówczesnych mu artystów koncentrował się na swojej pracy, starał się być na bieżąco z wydarzeniami.  Rok po interwencji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację powstaje Księga IV jak tytus zostaje żołnierzem, w roku 1971 przed Igrzyskami Olimpijskimi Księga VI Tytus olimpijczykiem a w roku 1998 gdy polska wstępuje do NATO Księga XXIV gdzie istotą historii jest właśnie to wydarzenie. Główny bohater to człekokształtna małpa która poprzez wydarzenia w jakich uczestniczy stara się uczłowieczyć. Podobnie dzieje się z młodym czytelnikiem, przez ponad 50 lat Papcio Chmiel uczłowieczył Polskę z lekkim przymrużeniem oka ucząc panujących reguł najpierw w stalinizmie, następnie za Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego i tych wsólcześnie w jakich przyszlo nam żyć. Odszedł w wielki nauczyciel, który pozostanie w moim sercu na zawsze.



piątek, 11 września 2020

9-11

Na zegarku kilka minut po 22. Czuje że dopada mnie zmęczenie, ale zanim pójdę spać chciałem maznąć kilka zdań przed snem. Dziś mija 19 rocznica zamachu na World Trade Center. Pierwszą rocznicę spędziłem w Nowym Jorku włócząc się po Manhattanie szeroki, łukiem mijałam strefę zamkniętą gdzie spoczywały gruzy dwóch wież. W pobliskim sklepie kupiłem komiks DC upamiętniający tę datę.


Jest to jedna z nielicznych pamiątek jakie pozostały mi z tamtego pobytu. Zdjęcia wraz z negatywami zapodziały sie z kolejnymi przeprowadzkami. Pozostał ten komiks i kilka heroicznych historii z superbohaterami w tle. Wystarczy spojrzeć na okładkę by powiedzieć kto był prawdziwym bohaterem i komu poświęcone jest to wydanie. Superman ramie w ramię ze strażakami przerzucający gruzy w poszukiwani ofiar robi wrażenie. Ciekawe doświadczenie i powrót do wydarzeń z przed lat które zmieniły świat.

sobota, 3 marca 2018

Maus


Dwa dni pięknej białej zimy i powód do normalności. Szarość i plucha. Typowo angielska pogoda z nieustającym i wręcz monotonie depresyjnym deszczem. Chciał, nie chciał, ponownie sięgnąłem na półkę na której odnalazłem komiks Maus, z krótką adnotacją Umbero Eco na tylnej obwolucie.





Maus jest książką, od której nie można się oderwać. Kiedy dwie myszy mówią o miłości, jesteś poruszony, kiedy cierpią - płaczesz. Powoli w trakcie tej małej przypowieści zawierającej w sobie cierpienie, humor i codzienne wybory życiowe zostajesz pochłonięty przez język wschodnioeuropejskiej rodziny i wciągnięty w  hipnotyzujący rytm narracji, a kiedy kończysz Mausa, jesteś nieszczęśliwy, że porzuciłeś ten magiczny świat.

Tymi słowami wyraził swój zachwyt nad dziełem Art'a Spiegelman'a. Książką nietypową bo opowiadającą o Holocauście za pomocą obrazka. Komiksy kojarzymy raczej z prostą rozrywką dla dzieci, istnieje co prawda nisza z bardziej wyrafinowani odbiorcami jest to jednak grupa nieliczna nastawiona na walory artystyczne.
Maus jest nietypowy, narysowany i na pisany w dwóch płaszczyznach czasowych. Jest to opowieść w opowieści. Po pierwsze przedstawione są tu relacje ojciec-syn, dochodzą do tego przeżycia wojenne i tragiczna (samobójcza) śmieć matki. Po drugie mamy tu historię żydowskiej rodziny autora, jej perypetię przed i w trakcie drugiej wojny światowej. Pomimo formy w jaką została ubrana bardzo rzeczywistą i ujmującą. Komiks korzysta z nieco innych środków przekazy niż książka, która swoimi opisami, barwnym językiem i niedopowiedzeniami pozwala uruchomić wyobraźnię. Stajemy się wówczas częścią historii, rozumiemy ją i czujemy, jesteśmy zaangażowani emocjonalnie. Komiks operuje skrótami, onomatopeją, trochę językiem (w formie dymków) a przede wszystkim obrazem. Art Spiegelman wykorzystuje to wprost perfekcyjne. Żydów przedstawia jako myszy, Niemcy to koty, Polacy świnie (oj dostało się nam), Amerykanie to psy, a Francuzi żaby. Żydzi mają swój specyficzny język, wyczuwalny wschodnioeuropejski dialekt. Dzięki tym prostym zabiegom, bez zbędnych słów, wiemy w jakim świecie się poruszamy. Jest to świat straszny, w której ludzie zapominają o swojej ludzkiej naturze, a przywdziewają swoje zwierzęce maski. Jest to czas pogardy do ludzkiego życia. Czas nienawiści i wszechobecnego zła. Zdehumanizowany świat przetrwania za wszelką cenę. Wyjątki są, ale jak to bywa, są to tyko wyjątki potwierdzające regule.
Piękna to historia, zawiła i skomplikowana w swej prostocie. Wojna nie kończy się wraz z zaprzestaniem działań wojennych, nie można po prostu zdjąć masek i wrócić do normalnego życia. Powiem tak, trzeba przeczytać.

niedziela, 24 września 2017

Jeszcze chwila o Zeldzie


Zanim pojawią się tu kolejne książki jeszcze chwila o Zeldzie. Wczorajszego dnia mieliśmy piękne słoneczne przedpołudnie, dnia poprzedniego spadł deszcz, a trawa i drzewa mieniły się wszystkimi koralami tęczy. Nie mogliśmy tak sobie zostać w domu i zmarnować taki piękny poranek, Zosia rzuciła - Mamo, tato idziemy do biblioteki - a, że sam budynek znajduje się w bajecznym ogrodzie otoczonym średniowiecznym obwarowaniem z niedużą acz zacznie wyposażoną kawiarnią z przepyszną cappuccino długo nie myśląc ruszyliśmy w drogę.


Zosia od tygodnia forsuje grę The Legend of Zelda Ocarina of Time a będąc w bibliotece dostrzegła mangę o tymże tytule i nie mogła odpuścić zgłębienia tematu. Mając już doświadczenie z poprzednią osłoną gry (The Legend of Zelda: A Link Between Worlds) i komiksu wiedziałem że nie ma co kombinować, należy książkę wypożyczyć i nieco na dłużej zasiąść nad małą czarną. Od czasu do czasu zerkając przez ramie co też ta mała moja pociecha czyta.


Opowieść zaczyna się w wiosce Kokiri  gdzie główny bohater mieszka.  Pewnego dnia  Link bo tak nazywa się protagonista ma koszmar z udziałem księżniczki Zeldy uciekającej przed złym magiem, który następnie go atakuje. Sen jest przerwany a nad jego głową lata małą świecącą wróżkę Navi, ta każe mu natychmiast wstawać i ruszyć w stronę magicznego drzewa Deku Tree. Link dowiaduje się o przekleństwie które zostało na drzewo rzucone i jest proszony aby je złamał. Nasz bohater wykonuje zadanie które jest tylko preludium do kolejnych przygód mających związek z księżniczką Zeldą i złym magiem  Ganondorfem.
Nim wypiłem kawę i przeczytałem kilka rozdziałów Międzymorza... Ziemowita Szczerka Zosia już była po lekturze i chciała wracać do domu by kontynuować przygodę na swojej konsoli. Pogoda zaczęła się psuć, dokończyliśmy drinki i wróciliśmy do domu.

sobota, 22 lipca 2017

The Legend of Zelda...

Mija niemal miesiąc od ostatniego wpisu, nie mogłem się zebrać by sklecić kilka zdań. Powodów było kilka, ale jednym z nich była Zelda, a konkretnie The Legend of Zelda: A Link Between Worlds. Zosia dostała na urodziny konsole Nintendo 2DS z wyżej wymienioną grą i jakoś nas tak wciągnęło na kilka tygodni. Należy dodać że nie poprzestaliśmy tylko na grze w bibliotece znaleźliśmy całą półkę z mangą  w której głównymi bohaterami są postacie z gry.


Komiks Akiry Himekawy szału nie robi, ale jest świetnym uzupełnieniem gry. Idealnie wypełnia luki fabularne poszerzając naszą wiedzę o świecie i o głównych bohaterach. Konsolowa Zelda to świetna gra nastawiona na odkrywanie świata, rozwiązywania zagadek i pokonywanie kolejnych wrogów. Zarys fabularny ograniczony jest tylko do tego by pchać historię do przodu. Nasz bohater rusza na ratunek księżniczce porwanej przez złego maga, o świecie w jakim przyszło nam przebywać wiemy tylko tyle ile musimy wiedzieć reszty domyślamy się rozwiązując kolejne questy. Manga natomiast pozwala nam lepiej poznać ten świat, historię osób i przedmiotów spotkanych w grze.


Komiks i gra uzupełniają się pozwalając na lepszą frajdę z przeżywania przygody. Razem budują ciekawą opowieść o dwojakiej naturze ludzkiej, nie jednokrotnie zaskakują, ale przede wszystkim wciągają na długie godziny. Nie ważne czy masz 8 czy 38 lat bawią i uczą w równym stopniu. Idealna historia na wakacyjną przygodę. Polecam.

Ps. taka ciekawostka o popularności Zeldy za oceanem, znany nie żyjący już aktor Robin Williams tak bardzo lubił grę, że swojej córce nadał właśnie to imię...

sobota, 25 marca 2017

Tarabanie w Barbakanie

Biografia Henryka Chmielewskiego zaczyna się dość nietypowo bo od historii miasta Warszawy. Mamy bezkresne lasy, pierwszych osadników Warsa i Sawę, pierwszą zabudowę. W okolicach rozdziału trzeciego pojawia się tytułowy barbakan. Okazuje się jednak że nim autor się narodzi warszawski barbakan przestanie istnieć.


Henryk Chmielewski nie bez kozery wplata swoją historię w dzieje Barbakanu. Urodził się w jego cieniu, jedna ze ścian kamienicy w której mieszkała jego rodzina przylegała do pozostałości tej budowli. Autor nie był by Papciem Chmielem gdyby z tego faktu nie wyciągnął jakiejś głębszej refleksji.
Pozostawmy to na koniec. Podchodząc do lektury obawiałem się jednak odrobinę o styl literacki. Komiks to dzieło skrótowe i obawiałem się czy Papcio podoła takiemu wyzwaniu, czy przy jego poczuciu humoru, niepohamowany upust wyobraźni jakim dotychczas nam serwował wpłynie  na odbiór biografii. Muszę przyznać nie zawiodłem się. Poznałem przedwojenne losy autora moich ukochanych komiksów z dzieciństwa. Kolejne strony okraszone pięknymi ilustracjami z Tytusem i jego komentarzem do opisywanych wydarzeń. Ma to swój urok i nie przeszkadza w odbiorze całości. Możemy wyobrazić jak wyglądało życie w ówczesnej Warszawie stosunek jej mieszkańców do spraw narodowościowych, przepaści jaka dzieliła biednych mieszkańców od bogatych ( ciotka pracowała w pałacu hrabiego Edwarda Raczyńskiego). Papcio w opisywanym okresie był pacholęciem dorastającym chłopcem i takimi oczyma przedstawiany jest świat. Dziecięce zabawy i wybryki to chleb dnia powszechnego. Miejsce w którym dorastał było wielokulturowe sporo psikusów dotyczyło sąsiadów narodowości żydowskiej. Nie brakuje tu również miejsca na pierwsze miłości choć te tak naprawdę rozpoczęły się podczas okupacji. Nim jednak do tego doszło miłością Papcia było harcerstwo i obozy. Wojna to tak naprawdę czas szybkiego dorastania, śmierć ojca i dość krótki epizod w Powstaniu Warszawskim (dostał się do niewoli jeszcze pierwszego dnia powstania). Po wojnie musiał sobie jakoś radzić. Mieszkał na wsi pracując jako parobek, nie mogąc się wrócić do zburzonej stolicy. Po odnalezieniu matki i sióstr przenieśli się do Łodzi. Na niedługo jednak gdyż dostał powołanie do armii ludowej, nie przyznawał się do swoich kontaktów z AK został nawet oddelegowany do szkoły chorążych (miał zdaną małą maturę) z której ostateczne został wydalony, co mu było na rękę. Dzięki temu mógł robić to co lubi i kocha. Czyli malować. Dostał się do Akademii Plastycznej. Gdy ponownie wrócił do Warszawy na jej gruzach powstały nowe dzielnice a w centrum stolicy nieopodal jego starej kamienicy odbudowywano nowy Barbakan. Natomiast w głowie szalonego artysty powstawały kolejne pomysły i prace publikowane w czasopiśmie Świat Przygody później przemianowanym na Świat Młodzieży. Na tym kończy się opowieść dalsze przygody autor opisze w kontynuacji.

niedziela, 5 marca 2017

Ekspedycja

Dawno, dawno temu na przełomie lat 80-tych i 90-tych w niemal każdym kiosku Ruchu zalegały komisy autorstwa B. Polcha "Według Ericha von Danikena". Przed blokiem moi rówieśnicy wymieniali się kolejnymi częściami, poruszając jak na tamte czasy mocno egzystencjalne tematy o początkach ludzkości. Był to nasz pierwszy kontakt z literaturą popularnonaukową taką z nastawieniem na popularną i z przymrożeniem oka odnośnie nauki. Przez te lata udało mi się skompletować trzy może cztery zeszyty, a do roku 2000 zapoznałem się z pięcioma albumami. 


Pisząc te słowa jestem po rozpakowaniu paczki z kolekcjonerską wersją dzieła z przed lat, ośmiu części noszących zbiorczy tytuł Ekspedycja, Bogowie z Kosmosu.
Ponownie pogrążyłem się w lekturze. Zan, Rama, Chat, Satham no i piękna Ais rozbudziły jeszcze raz moją wyobraźnie, szczególnie Ais która była w moich nastoletnich oczach uosobieniem kobiecości (tak na marginesie w całej serii była jedyną kobietą pochodzącą z Des)...


Komiksy przedstawiają domniemane działania przybyszów z kosmosu na prehistorycznej Ziemi. Kosmici mieli być odpowiedzialni za powstanie gatunku ludzkiego i jego późniejszy rozwój, a ślady tych ingerencji nadal są na Ziemi obecne. I tak: ogromne rysunki na płaskowyżu Nasca w Ameryce Południowej są znakami informacyjnymi kosmitów, piramidy egipskie zostały wybudowane dzięki ich wydatnej pomocy, a wieża Babel miała być emiterem super energii służącej do kontrolowania przestrzeni wokół planety. W komiksach wiele zdarzeń opisanych w Biblii, a także opisywanych w mitach i podaniach różnych ludów świata, tłumaczone jest działalnością kosmitów. Począwszy od narodzin rodzaju ludzkiego w wyniku eksperymentów genetycznych, poprzez potop wywołany oddziaływaniem wielkiego meteorytu, po wyjście ludu Izraela z Egiptu, wspomagany przez przybyszów z Des.
Opowieść należy oczywiście traktować z przymrużeniem oka, ma ona jednak bardzo wciągającą fabułę, rozbudowany świat przedstawiony i różnorodnych, choć raczej papierowych bohaterów. Prawdziwą perłą komiksu jest rysunek Bogusława Polcha. Z równym mistrzostwem przedstawia on stechnicyzowany świat planety Des, co dziką przyrodę prehistorycznej Ziemi.
Powstało osiem części serii. Zdobyła ona sporą popularność na Zachodzie, co zaowocowało tym, że przetłumaczono ją aż na 12 języków. W 1982 roku (gdy w Niemczech wydano już wszystkie części) zawitała także do Polski dzięki Krajowej Agencji Wydawniczej. Przez następne dziewięć lat opublikowano w naszym kraju siedem części komiksu. Ósmy album - "Ostatni rozkaz" - przeszedł wszystkie etapy przygotowania do druku, lecz nie trafił do drukarni, bo zlikwidowany został KAW. Dopiero w 2000 roku kilkanaście plansz ósmej części serii zostało opublikowane w drugim numerze magazynu "KRON". 
Ekspedycja to nie pierwsza zbiorcza wersja historii. W roku 2003 mieliśmy szanse zapoznać się z dwu tomowym wydaniem serii, która po latach stała się białym krukiem, a ceny na Allegro utrzymywały wysoki poziom. Nowe wydanie wyróżnia się świetną jakością i dodatkami wcześniej nie publikowanym w postaci próbnych plansz. Dodatkowo mamy wywiad z Bogusławem Polchem o kulisach powstawania kolejnych albumów.


Serie darzę dużym sentymentem i gdy tylko zaistniała taka możliwość by umieścić ją na swojej półce zrobiłem to bez wahania. 

niedziela, 3 kwietnia 2016

Funky Koval

Podsumowując (nieformalny) tydzień z komiksem na blogu, dziś będzie wpis o polskim superbohaterze Funky Kovalu autorstwa tria: Polch, Parowski, Rodek.




Po raz pierwszy komiks z Funky Kovalem, ujrzał światło dzienne w drugim numerze "Fantastyki" jesienią 1982 roku. Swoje nazwisko, imię, oraz oczywiście wygląd, Koval zawdzięcza B. Polchowi. Seria powstała na podstawie konspektu, stworzonego przez Wiktora Żwirkiewicza i Jacka Rodka. Początkowo głównego bohatera nazywano Punky Rock i miał być kosmicznym agentem, przeżywającym przygody w różnych fantastycznych rzeczywistościach. Planowano, że kolejne epizody będą rozgrywać się w różnych sceneriach - od przestrzeni kosmicznej, poprzez "inner space", aż po fantasy (mnie osobiście, trochę przypomina to serię o przygodach czasoprzestrzennego agenta Valeriana). Gdy jednak rozpoczęły się konkretne prace nad projektem, Parowski i Rodek zgodzili się z Polchem który zaproponował, aby bohater nazywał się Funky Koval. Jak podobno stwierdził sam Polch: "... też są konotacje muzyczne, ale Koval wniesie do komiksu ździebko polskości"... i tak już zostało...


Historia rozpoczyna się od wizyty Funky'ego w biurze szefa policji. Koval chce bowiem zostać kosmicznym detektywem. Zostaje wysłany z misją w ochronie tajnej przesyłki. Podczas akcji poznaje Brendę Lear, która namawia go do współpracy z detektywistyczną agencją "Universs". Pierwszą akcją w jakiej Koval bierze udział wkraczając w szeregi agencji, są wybory "Miss Universum", dzięki którym nasz bohater poznaje Lilly Rye, która staje się poważną konkurentką Brendy w walce o jego względy. Nieco później Funky musi zrezygnować z urlopu w towarzystwie pięknej Lilly, aby wypełnić zlecenie rządowe, dotyczące manewrów Drolli w przestrzeni kosmicznej. Tak wychodzi na jaw afera nazwana "Zodiakalną", którą Koval rozpracowuje praktycznie w pojedynkę. Od tego momentu, wbrew oczekiwaniom, zamiast pasma sukcesów, rozpoczynają się kłopoty "Universs" i próba odsunięcia jej od śledztwa w sprawie Drolii. Jednak na przekór konkurencji agencja montuje ekspedycję na planetę Denebola 4, która wydaje się być kluczem do całej afery. Brenda Lear, Funky i Paul Barley wyruszają z misją odkrycia tajemnicy drzemiącej w DB 4.
Nie chce tu streszczać całości fabuły, sam posiadam zbiorcze wydanie z roku 2002 na które składają się trzy albumy: Bez oddechu (1987), Sam przeciw wszystkim (1988), Wbrew sobie (1991). W roku 2011 ukazał się kolejny album Wrogie przejęcie, bardzo chłodno przyjęty przez fanów serii. 
W komiksie jest wiele odniesień do sytuacji politycznej schyłku PRL, nawiązań do znanych postaci ówczesnej nomenklatury (gen. Jaruzelski, Urban, dziennikarze Dziennika telewizyjnego) dzięki czemu zyskał status kultowego wbijając się w pamięć dzisiejszych trzydziesto-czterdziestolatków. W serii z lat 90-tych Wbrew sobie autorzy również starają się przemycić co nie co z otaczającej rzeczywistości (stół - tym razem trójkątny, twarze znanych polityków itp), ale widać pewne zgrzyty fabularne spowodowane prawdopodobnie różnymi gustami politycznym i konfliktami miedzy samymi twórcami.  Potwierdza to fakt, że na kontynuację (powstała bez udziału Jacka Rodka) musieliśmy czekać 20 lat, a która to zakończyła się fiaskiem artystycznym i komercyjnym. Od kilkunastu lat słychać plotki o przyszłej ekranizacji, która jednak pozostaje w strefie marzeń, ale kto wie.

środa, 30 marca 2016

Top 10 ekranizacji komiksów

W tym tygodniu mamy wyjątkową premierę kinową, dwóch najstarszy superbohaterów komiksowych Superman (1938) i Batman (1939) wspólnie wystąpią w tej samej produkcji filmowej "Superman vs Batman. Świt sprawiedliwości". Kilka dni temu natomiast, popełniłem dwa posty na temat bohaterów konkurencyjnego wydawnictwa Jessica Jones i Daredevil (po prostu w okresie świątecznym mając nieco czasu wolnego, oba seriale sobie obejrzałem i chciałem się podzielić spostrzeżeniami), dodatkowo jestem w trakcie lektury Niezwykła historia Marvel Comics autorstwa Seana Howe. Z tej okazji postanowiłem sporządzić ranking 10 najlepszych ekranizacji komiksów, a dokładnie jest to zestawienie ocen użytkowników portalu Filmweb.pl. Zacznę od końca by dodać trochę dramatyzmu... (po kolei: miejsce, tytuł, rok produkcji, ilość przyznanych gwiazdek, a w nawiasie liczba osób głosujących):

10. X-Men: Przyszłość, która nadejdzie (2014) - 7,5 pk (111 tys.)

09. Avengers (2012) - 7,5 pk (228 tys.)

08. Sin City (2005) - 7,5 pk (230 tys.)

07. Droga do zatracenia (2002) - 7,6 pk (38 tys.)

06. Iron Man (2008) - 7,6 pk (271tys.)

05. Batman Początek (2005) - 7,6 pk (280tys.)

04. 300 (2006) - 7,6 pk (327tys.)

03. Mroczny Rycerz powstaje (2012) - 7,8 pk (228tys.)

02. Deadpool (2016) - 8,0 pk (90tys.)

01. Batman Mroczny Rycerz (2008) - 8,0 pk (398 tys.)



Jak widać z tego rankingu trylogia Christophera Nolana najbardziej przypadła widzom do gustu, tuż za dziesiątką znaleźli się Strażnicy Galaktyki (2014),  V jak Vandeta (2005) z Natalie Portman i Constantine (2005) z Keanu Reeves, wszystkie trzy  filmy dostały po 7,4 gwiazdki.

Ps. Ranking powstał według danych z dnia 30 marca 2016 roku, film Deadpool jest całkiem świeżym produktem (w kinach wyświetlanym do chwili obecnej), po ostudzeniu entuzjazmu pewnie nieco spadnie w zestawieniu...

wtorek, 29 marca 2016

Jessica Jones

Netflix konsekwentnie przenosi uniwersum Marvela na mały ekran. Obok Daredevila tworzy drugą serię o Jessice Jones.


Jessica Jones to komiks nietypowy i całkiem młody. Pierwsze zeszyty wydane zostały w 2001 roku i były przeznaczone dla dorosłego czytelnika. Tą formułą próbuje podążać serial, który ma niewiele wspólnego z typową komiksową fabułą, a nastawiony jest na stronę psychologiczną bohaterów. Jessica Jones to detektyw który posiada super moc, nie afiszuje się nią, wygląda jak typowa mieszkanka Nowego Jorku. Z kolejnymi odcinkami poznajemy jej tajemnicę i niezwykle utalentowanego człowieka przed którym się ukrywa (Kilgrave), a który posiada moc kontrolowania ludzkich umysłów.
Sporo tu wyraziście zarysowanych pobocznych bohaterów, wybijającym się na czoło Lukiem Cagiem, którego historię poznamy w kolejnej serii nadawanej przez Netfliks (premiera we wrześniu 2016). Gdzieś w tle pojawia się również tajemnica organizacja. Przede wszystkim to walka dwóch superbohaterów, pomimo że wiemy z kim się utożsamiamy, są momenty że zadajemy sobie pytanie kto tu jest tym złym. 
Serial jest wciągający, choć momentami się dłużył, sporo przedstawiono tu konfliktów wewnętrznych bohaterów, dużo mniej akcji niż w bliźniaczym Daredevilu. Matt Murdock to postać pozytywna, a o Jessice Jones nie można tego do końca powiedzieć, ale może dlatego łatwiej się z nią utożsamić i zrozumieć jej poczynania. 
Jeszcze jedno, świetnie dobrana ścieżka dźwiękowa idealnie oddająca klimat serialu. 

poniedziałek, 28 marca 2016

Daredevil sezon 2

Sezon pierwszy Daredevila to było świetne wprowadzenie do świata Marvela, ciemny psychologiczny thriller z dużą dawką akcji, z konsekwentnie prowadzoną fabułą i zakończeniem świetnie zamykającym całość.


Drugi sezon to układ w stronę fanów komiksu. Pojawiają się nowi bohaterowie Punisher i Elektra, poznajemy ich historię i związek z głównym bohaterem. Sezon drugi dzieli się na trzy części. Pierwsza to wprowadzenie bohaterów, druga to historia Punishera a trzecia Elektry. Pomimo że całość fabularną podobnie jak poprzednio zamyka finał, dając przedsmak tego co może czekać nas w kolejnym sezonie, to nie czuje się tu stu procentowej konsekwencji w wydarzeniach które co chwila się przeplatką zaburzając koncentracje na bieżących wydarzeniach.
Jest tu sporo akcji, scen walk, bohaterowie są pełnokrwiści i pomimo nierealności świata, prezentują się całkiem realnie. Jak poprzednio poziom trzyma główny czarny charakter (wzbudzający chwilami sympatię, ale tylko momentami)  Wilson Fisk tym razem zdobywając władzę w więzieniu, nieco mieszane uczucie mam do grupy (Ręka) która nagle pojawia się w mieście i niecodziennymi metodami próbuje zdobyć władzę.  
Świetnie prezentuje się ten świat i przenikanie się historii marvelowskich bohaterów. Są tu nawiązania do innego serialu ze stajni Marvela a produkowanego przez Netfliks, Jessica Jones. Z wypiekamy na twarzy czekam na kolejne sezony.

sobota, 12 marca 2016

Kajko i Kokosz. Szkoła latania.

Dzisiejszy wpis będzie, takim powrotem do przeszłości z wyraźną nutą teraźniejszości. Cofniemy się pamięcią do czasów, gdy kolejne wydania komiksów z serii „Kajko i Kokosz” rozpalały moją i nie tylko moją dziecięcą wyobraźnie. Ucieszyłem się bardzo, gdy usłyszałem o adaptacji Szkoły latania jako słuchowiska wydanego przez studio Sound Tropez, mając pozytywne skojarzenia z poprzednimi ich produkcjami.

Spodziewałem się solidnej roboty i świetnie dobranej obsady. Nie zawiodłem się. Piotr Fronczeski jako narrator, który który trzyma klimat i często wchodzi w interakcję z bohaterami. Abelard Giza i Wojtek Tremiszewski jako Kajko i Kokosz świetnie współpracują w duecie i co najważniejsze sypią żartami z rękawa na zawołanie. Mirmił to Jacek Braciak i tu również nie ma zawodu.
O ile sens historii i główna linia fabularna pozostała nie zmieniona, całość jest mocno odświeżona i mnóstwo jest tu odniesień do teraźniejszości. Zbójcerze przebierają się w dresy znanej firmy, pełno tu aluzji do współczesnej polityki czy popkultury, znanych memów internetowych i przeróbki hitu My Słowianie reprezentującego Polskę na Eurowizji 2014. Wyłapywanie tego to całkiem fajna zabawa, a dwie i pół godziny mijają szybko i z uśmiechem na twarzy. Po wszystkim miałem wrażenie, że jestem w świecie stworzonym przez  Terry’ego Pratchetta a nie Janusza Christe. Świetna zabawa do której można wracać i wracać.

czwartek, 11 lutego 2016

Tytus, Romek i A'tomek - księga zero

Dawno, dawno temu, gdy autora tego tekstu nie było na świecie, a jego ojciec był niespełna dziesięcioletnim podrostkiem, na ostatniej stronie czasopisma Świat Młodych, ukazała się historyjka o dwóch chłopcach i małpie, wystrzelonych w kosmos. 


Był rok 1957, Rosjanie wysłali na orbitę okołoziemską swojego pierwszego sputnika, a komiks o przygodach kosmicznych, jak ulał pasował by uwiecznić ten wyczyn. Rok ten, jest też, początkiem serii Tytus, Romek i A'tomek, która z krótkimi przerwami ukazuje się po dzień dzisiejszy. Początkowo historia wydawana była jedynie w Świecie Młodych, a od 1966 roku w kolejnych albumach noszących nazwę ksiąg, do 2008 roku wydano ich 31. Przygody z okresu poprzedzającego wydania zeszytowe to jest 1957-1966 zostały zebrane w Księdze Zero.



Komiksowy Tytus był małpką, która w ramach eksperymentu została wysłana w kosmos. Romek i A'tomek znajdują się tam tylko przez przypadek. W roku 1966 autor zdecydował się na nowo opowiedzieć historię i na nowo stworzyć Tytusa z plamy po tuszu. Całymi garściami nawiązywał do wcześniej przedstawianych przygód, metod uczłowieczania Tytusa, wprowadzania oryginalnych pojazdów, podróżowania w różne zakątki świata. 

Księga zero to powrót do przeszłości, do czasów gdy młodzi ludzie chcieli zbawiać świat, byli nadzieją socjalistycznego bloku państw demokracji ludowej, odkrywcami i zdobywcami tworzącymi nowy ład. Tytus od początku był taką eksperymentalną małpką, miał być uczłowieczony na nową mode. Praktyka nie teoria miała być nową metodą. Z tym przerabianiem małpy w człowieka różnie bywało, a najczęściej przewrotnie, stąd też długowieczność i fenomen tej postaci.
Jest to pozycja wyjątkowa, wiele historii tu zawartych, kilka i kilkadziesiąt lat później, została rozwinięta w oddzielnych zeszytach. Możemy obserwować jak postacie zmieniają się, co w danym czasie zaprząta umysły czytelników i w jaki sposób te same przygody przedstawiane są kolejnym pokoleniom. Jak to mówią diabeł tkwi w szczegółach, z całego serca polecam tą pozycję.

czwartek, 12 listopada 2015

Thorgal - Zdradzona Czarodziejka

Nie wiem czy to przypadek ale przeglądając zawartość mojego smartphona natrafiłem na audiobook "Thorgal - Zdradzona Czarodziejka", serce zaczęło nieco mocniej bić  gdy w tle zabrzmiała muzyka to tego słuchowiska.


Początkowo nie umiałem do siebie dopuścić myśli że na podstawie tego bądź co bądź kultowego komiksu Grzegorza Rosińskiego, można zrobić słuchowisko. Minęło  niemal rok od mojego pierwszego spotkania z dziełem warszawskiego studia nagraniowego Sound Tropez i nie mogę się nadziwić ile pracy, czasu kosztowało stworzenie tego dwu i półgodzinnego audiobooka ilu aktorów, muzyków i ludzi odpowiedzialnych za efekty dźwiękowe było zaangażowanych. Zamykam oczy słyszę szum wzburzonych fal, śmiech i krzyk pijanych wikingów, gdzieś tam Thorgal walczy związany łańcuchami o życie a potem kroki i oddech, kobiecy oddech.
Przykuty do pierścienia ofiarnego Thorgal czeka na nadchodzący przypływ i pewną śmierć. Jest to kara za to, że miał czelność pokochać córkę wodza wikingów Aaricię. Uwolniony przez tajemniczą rudowłosą kobietę, poprzysięga jej posłuszeństwo oraz roczną służbę. Wkrótce dowiaduje się, że zarówno on jak i enigmatyczna Slivia mają wspólny cel, jakim jest zemsta na Gandalfie Szalonym – ojcu Aaricii oraz człowieku, który skazał Thorgala na śmierć.
Adaptacja obejmuje dwa pierwsze albumy serii „Thorgal” – „Zdradzona czarodziejka” i „Wyspa wśród lodów„. W roli tytułowego bohatera wystąpił Jacek Rozenek, bezgranicznie zakochaną w Thorgalu Aaricię zagrała Maria Niklińska.

środa, 26 sierpnia 2015

Daredevil serial

Jako dziecko namiętnie całe kieszonkowe wydawałem na komisy. Wydawnictwo TM-Semic zalewało ówczesne kioski Ruchu zeszytami z super bohaterami Marvel Comic i DC Comic, które po dzień dzisiejszy zalegają pod stertą kurzu gdzieś w moim rodzinnym domu. O ile dobrze pamiętam najbardziej upodobałem sobie trojkę bohaterów Spdermana, Punishera i Batmana. Byli najmniej oderwani od rzeczywistość i przy odrobinie wyobraźni mogli spacerować ulicami naszego miasta. Ok, przy dużej dawce wyobraźni. Od tego czasu minęło niemal 25 lat miłość do superbohaterów wraz z dojrzewaniem uleciała z młodego umysłu. Jedynie od czasu do czasu wracam do wspomnień z dzieciństwa przy kolejnych premierach kinowych hitów Marvela czy DC. Zdarzają się perełki pokroju Batmana Nolana (szczególnie druga część trylogii) czy ostatniego Capitana Ameryki, ale generalnie utwierdzam się w przekonaniu że interesują mnie nieco inne historie.



Mamy jednak wakacje a czas ten rządzi się nieco innymi prawami. Na Daredevila natknąłem się po raz pierwszy w 2003 roku oglądając film z Benem Affleckiem, nie zapadł mi jakoś w pamięci na dłużej, jedna z takich nijakich produkcji. Aż do sierpnia tego roku, gdy zupełnie przypadkiem zapuściłem na Netfiksie pierwszy odcinek serii (zachęcony polskimi napisami) i wciągnęło mnie na kolejne trzy godziny a następnie na kolejne dwa wieczory.

Gdyby ktoś mnie zapytał co w nim takiego szczególnego, odpowiedział bym ciekawa historia, powiązana ze sobą ciągiem logicznych następstw. Nie jest to serial wybitny, ale konsekwentny, krok po kroku poznajemy bohaterów, najpierw dwójkę młodych prawników otwierających swoje biuro ich pierwszą klientkę i zamaskowanego obrońce uciśnionych. Widzimy jakie relacje panują w mieście, skorumpowanych policjantów, zastraszonych mieszkańców, gangi i grupy przestępcze, coś lub ktoś je łączy ale tego dowiadujemy się później. Informacje są dawkowane powoli. Mamy bohatera i jego antagonistę, o tym drugim wiemy naprawdę niewiele ukryty gdzieś w cieniu "pociąga za sznurki". Z odcinka na odcinek dowiadujemy się więcej. Fabuła prowadzona jest wielowątkowo, prawnicy którzy próbują zapobiec wysiedleniu mieszkańców jednej z dzielnic, byłą klientkę która zostaje ich sekretarką i która prowadzi własne śledztwo z pomocą lokalnego dziennikarza, zamaskowanego superbohatera który strzeże ulic nocą, organizację przestępczą która boryka się z własnymi problemami. Powoli wątki łączą się w jedną całość dowiadujemy się komu zależy na wysiedleniu lokatorów, główny antagonista ujawnia się pod wpływem miłości, wybucha wojna gangów w którą wplątany jest tytułowy Daredevil, pojawiają się i giną kolejno dobre i złe charaktery. W między czasie poznajemy przeszłość Daredevila, jego ojca i okoliczności w jaki posiadł swoje umiejętności. Wszystko poprowadzone jest bardzo zgrabnie, poznajemy przeszłość Wilsona Fiska (Kingpin główny boss) powody, że robi to co robi, możemy zrozumieć i wytłumaczyć jego postępowanie, również jego miłość do miasta, choć metody te są wysoce drastyczne i niemoralne. Poczynania Daredevila (Matta Murdocka niewidomego prawnika) też są dla nas jasne. Ma misje wizję lepszego świata, ale nie widzi innej możliwości jego poprawy, więc zakłada swój kostiumy stawiając się ponad prawem. Każde działanie ma przyczynę, swoje konsekwencje i finalne rozwiązanie.



Szukając wad nie podoba mi się kostium Daredevila w finałowym odcinku i chyba tyle. Świetnie nakręcone są sceny walk, tytułowy bohater jest z krwi i kości, pokonanie kolejnego rywala kosztuje go dużo zdrowia. Wszystko jest bardzo realistyczne jak na konwencje filmu o komiksowym superbohaterze. Dobrze opowiedziana historia, poprawna a czasami bardzo porwana gra aktorów i mroczna sceneria na długo zapadają w pamięci widza.

Finałowa scena pomimo że kończy się happy-endem, sugeruje wyraźnie że to nie ostatnie starcie bohaterów. Czekam z niecierpliwością.