poniedziałek, 21 grudnia 2020

Zibi czyli Boniek

Mamy grudzień. Pandemia ma się coraz lepiej, liczby zachorowań biją kolejne rekordy. Ja natomiast siedzę sobie w ciepłym domku i próbuje sklecić kilka zdań na temat biografii, której notable przeczytać jeszcze nie zdarzyłem (zostało około 100 stron), a sięgnąłem po nią pod koniec wakacji. Nie jest to wina książki, a raczej mojego nastawienia.


Roman Kołtoń wykonał kawał dobrej roboty. Zbigniew Boniek to barwna postać, ikona polskiej piłki nożnej, piłkarz grający w topowych włoskich klubach: Juventus Turyn i AS Romie. Pierwszy polski zdobywca Pucharu Europy i Pucharu Zdobywców Pucharów. Uczestnik piłkarskich mistrzostw świata w roku 1978, 1982 i 1986. Mistrz Polski z Widzewem Łódź i Włoch z Juventus Turyn, trener a obecnie prezes PZPN itp itd.

Zbigniew Boniek jak król Midas czego nie dotknął zamieniał w złoto. Nie zawsze miał z górki, często krytykowany za krnąbrny charakter gdy wybiegał na boisko liczył się tylko wynik sportowy. Różnie z tym bywało. Dziś pamiętamy momenty chwały, trofea mecze z pięknymi bramkami jak Polska-Belgia 3:0 czy spotkanie finałowe w Pucharze Europy gdzie Boniek został sfalowany w polu karnym, a jego przyjaciel Platini zamienił  karny na gol który dał zwycięstwo Juventusowi. Oba spotkania miały swoją historię o której będzie się pamiętało latami. Roman Kołtoń zgrabnie zebrał te wydarzenia do kupy. Posiłkował się materiałami z prasy i rozmowami z ludźmi z otoczenia piłkarza. Zibi czyli Boniek to prawie 800 stron, kolejne 50 to przedruki artykułów i zdjęć z prasy. Na pewno jest to książka wielkiej wagi, autor skupiał się niemal każdym aspekcie życia piłkarza. Momentami mam wrażenie, że brakowało redakcji. Dwustronicowe relacje z ligowych meczów, komentarze trzecioplanowych postaci w mało istotnych dla piłkarza momentach to trochę za dużo. Wyszedł z tego trochę dokument, prawda tamtych czasów, czasów końca piłki romantycznej. Boniek przechodząc do Juventusu Turyn był trzecim najdroższym piłkarzem na świecie, sukces sportowy coraz częściej warunkował pieniądz. Lata 80-te ubiegłego wieku to okres przejściowy zmierzch starej romantycznej piłki i początek futbolowego biznesu. Kończąc. Świetna biografia, nieźle napisana momentami przydługa i rozwleczona ale warto poznać perypetię naszego najlepszego piłkarza z przed ery Roberta Lewandowskiego.

niedziela, 22 listopada 2020

Lód

Witam. Ponownie sięgnąłem na mocno zakurzoną półkę, by podzielić się z wami moimi przemyśleniami. Dziś los padł na Lód Władimira Sorokina. Wyszperana w jednej z radomskich księgarni kilkanaście lat temu rozbudziła moją wyobraźnie i zasiała w mojej głowie małe ziarenko niepokoju.


W Moskwie, mieście, gdzie nic już nikogo nie dziwi, działa organizacja polująca na blondynów o niebieskich oczach. Porwani padają ofiarą sadystycznego eksperymentu i tylko nieliczni budzą się do nowego życia. Są to wybrańcy, uśpieni nadludzie posiadające specyficzne moce. Reszta to maszyny do zarabiania pieniędzy i prokreacji. Nie znają prawdziwej miłości uświadomionej tylko tej garstce, która powinna przejąć kontrolę nad światem, bo tylko ona jest predysponowana do tego. 

Powiem tak jeszcze kilkanaście lat temu byłem urzeczony pomysłem na fabułę. Tajemniczy kosmiczny kawał lodu znany światu jako meteoryt tunguski jest konsekwencją następujących po sobie wydarzeń. Mamy tu wybrańców którzy znają prawdę i nic nieświadomy tłum, który jest tylko mięsem armatnim kolejnych zdarzeń. Organizacja błękitnookich blondynów trzymająca władzę. To już było. Dziś w dobie tryliona teorii spiskowych w sieciach społecznościowych staje się niestrawne i niezdrowo pobudza wyobraźnie. Kreuje natomiast pytania na które nie ma odpowiedzi. Dziś to fikcja literacka, jutro kto wie. Książka powstała w Rosji w momencie gdy władzę przejmował Putin uosobienie siły i tęsknoty do silnej scentralizowanej władzy. Może trochę nadinterpretują, ale miedzy wierszami wyczuwam pochwałę takiej postawy. 

niedziela, 15 listopada 2020

Życie owadów

Znów sięgnąłem w najciemniejszy kąt biblioteczki. Kolejny raz po książkę rosyjskiego autora. Gdyby szukać drugiego dna nie był to wybór przypadkowy. Wiktor Pielewin to autor w pewnych środowiskach kultowy, dostrzeżony za granicą posługujący się groteską i satyrą. Jego dzieła to mieszanka science-fiction i literatury popularnej bardzo mocno osadzone w realiach rosyjskich.



Życie owadów to książka z 1998 roku i należy to wziąć pod uwagę. Rosja końca XX wieku to miejsce samowoli, chaosu i bezprawia. Dominuje kult siły i pieniądza. W książce podobnie jak w świecie owadów, każdy osobnik ma swoje zadania i cele odgórnie narzucone przez naturę. To one determinują kim są i do czego dążą. Dwa żuki gnojaki, ojciec i syn dyskutują o zagadkach wszechświata pchając swoja kulkę gnoju. Trzy komar spotykają się w restauracji by razem ruszyć w miasto w poszukiwaniu hemoglobiny i glukozy. Piękna i powabna ćma która bezwiednie podąża w stronę palącej się latarni. To tylko mała garstka bohaterów-owadów a zarazem mieszkańców byłego Związku Radzieckiego, którzy bezustannie zmieniają postać z owadziej na ludzką i na odwrót. Życie owadów jest parodią tradycyjnej rosyjskiej skazki (bajki, przypowiastki), Jadowitym komentarzem do postsowieckiej kultury - lecz przede wszystkim gorzką i śmieszną opowieścią o kruchości owadziego żywota, o metafizyce, śmierci i przeistoczeniu. Polecam bo to wbrew pozorom, pozycja bardzo na czasie.


sobota, 7 listopada 2020

Seriale się ogląda

Doczekaliśmy się kolejnego lockdownu. Pomimo nieco innych zasad cześć z nas ponownie pozostanie w domach. Słońce zachodzi wcześniej, dzień jest krótszy przyjemnie będzie zasiąść w wygodnej kanapie i oderwać się na kilka godzin od otaczającej nas rzeczywistości. Dziś chciałbym podsumować seriale które  od ostatniego wpisu może i wy odnajdziecie coś ciekawego.

- Gambit królowej - Netflix 

Świetny serial w którym wystąpił polski aktor Marcin Dorociński, opowiada o pewnej utalentowanej szachistce, jej wyboistej drodze do sukcesu a przede wszystkim walce z uzależnieniem i samotnością. Świetny serial wprowadzający nas w realia lat 60-tych ubiegłego wieku. Choć bohaterowie są fikcyjni ich postaci są jakby wyjęte żywcem z tamtych czasów. Polecam.


- Stranger Things - sezon 3, Netflix

Obejrzałem prawie rok po premierze i warto było. Kolejny raz sentymentalny powrót do lat 80-tych ubiegłego wieku. Klimat jak z filmów Stevena Spielberga małe amerykańskie miasteczko na zachodnim wybrzeżu z paranormalnymi wydarzeniami w tle. Trochę odgrzewany kotlet ale wciąż trzyma poziom i zaskakuje.


- Barbarzyńcy - Netflix

Świetny niemiecki serial o wydarzeniach poprzedzających jedną z największych porażek militarnych Cesarstwa Rzymskiego bitwy w Lesie Teutoburskim w 9 roku n.e. Losy trójki przyjaciół świetnie wkomponowane w historię. Całość trzyma klimat i napięcie do samego końca. Postacie porozumiewają się w językach w jakich porozumiewali się mieszkańcy tamtych terenów. Rzymianie używają łaciny, a germanie języka niemieckiego. Świetna produkcja, polecam.


- Król tygrysów - Netflix

Serial dokumentalny z iście filmową fabułą. Zaczyna się całkiem niewinnie od wizyty w prywatnym ZOO z drapieżnymi kotami w roli głównej. Z każdym kolejnym odcinkiem odkrywamy kolejne mroczne tajemnicze historie z oszustwami podatkowymi, bigamią, morderstwami i kontaktami z mafią w tle. Do tego tytułowy bohater zostaje kandydatem na prezydenta i trafia za kratki za usiłowanie morderstwa. Świetny serial ukazujący nieznane oblicze ameryki. Polecam.


- Ku jezioru - sezon 1, Netflix

Rosyjski serial drogi. Straszliwa pandemia nawiedza Moskwę, wybuchają rozruchu wojsko wychodzi na ulicę. Niewielkiej grupie udaję sie przebić i swe kroki kierują na wschód ku tytułowemu jezioru. Liczą że uda im się schronić na wyspie. Serial ma całkiem ciekawe momenty, obraz Rosji pogrążonej w chaosie, paramilitarne grupy uzbrojonych maruderów czy konfrontacja z niebezpieczną naturą intryguję i zachęca do oglądania. Są tu jednak też dłużyzny i niepotrzebne realizacyjne sztuczki. Świat post apo jest dość częstym gościem w ostatnich latach. Pandemia ogarniająca Rosję jest dziwnie podobna z obecną sytuacją na świecie. Pozamykane szkoły, ludzie w maskach na ulicach jakby żywcem wycięte z dzienników telewizyjnych. Jeżeli chodzi o fabułę i realizację nie ma szału ale kontekst jest całkiem interesujący.


Udało mi się jeszcze obejrzeć Rozłąkę z Hilary Swank o podróży na Marsa, serial Netflixa zakończony po pierwszym sezonie. Po francuskiej La Revolution dużo sobie obiecywałem, a to niesmaczna  wariacja na temat francuskiej rewolucji z krypto-wampirami w tle. O Człowieku z wysokiego zamku pisałem tutaj. Obejrzałem jeszcze na Netflixsie trzy odcinkowy serial Miasto Strach o nowojorskiej mafii, całkiem interesujący. Teraz oglądam Mandarionina na Disney+ i Start Trek Discovery na Netflix, ale o nich innym razem, Pozdrawiam.

sobota, 31 października 2020

Wybrakówka

Bardzo przepraszam, ale zrobiłem się niesystematyczny. Mało też czytam to co chciałbym, tak wiec dziś sięgnę po książkę którą, przeczytałem 15 lat temu i jak to bywa po takim czasie pewne niuanse fabularne nico się w mojej pamięci rozmyły. Chcę o niej opowiedzieć w związku z tym co dzieje się na polskich ulicach. Demonstracjach i strajkach kobiet walczących o możliwość decydowania o sobie samym, o możliwości dokonywania wyborów i związanych z tym konsekwencji.


Wybrakówka to political fiction. Akcja dzieje się w Rosji gdzieś w niedalekiej przyszłości. Transformacja polityczna lat 90-tych ubiegłego stulecia przyniosła ze sobą wzrost przestępczości i ogólny chaos w kraju. Jak to często bywa pojawiła się siła autorytatywna, która przejęła władzę. Obiecała ludziom spokój i bezpieczeństwo, żądając tylko jednego bezwarunkowego posłuszeństwa wobec właśnie ustanowionego nowego prawa. Praworządny obywatel, który znał swoje obowiązki, ciężko pracujący dla dobra narodu, a przede wszystkim nie wychylający sie ponad tłum, żył w umiarkowanym dostatku. Ulice miast były czyste i bezpieczne. Nie było bezdomnych, bezrobotnych i przestępców. Gdy tylko tacy się pojawiali specjalna grupa milicyjna ASB brała się do roboty i dezaktywowała jednostki o zachowaniu aspołecznym. Z czasem zaczęła eliminować każdy element który nie mieścił się w przyjętych normach. Przeciętny obywatel choć zdawał sobie sprawę z metod postepowania władz był raczej nastawiony przychylnie. Czuł się w swoim kraju bezpiecznie do puki sam nie złamał prawa.

Nikt nie wychodził na ulice by walczyć o swoje prawa. Gdyby tylko o tym pomyślał praworządny sąsiad doniósłby milicji, a sam zainteresowany zniknął niezauważalnie. Sporadyczni obywatele, a jakże buntowali się, ale podobnie tak jak ich poprzedników specjalne służby ASB zgarniały o świcie z ulicy czy prywatnej posesji. W Rosji zapanował ład i porządek, a nad wszystkim czuwał Rosyjski Prawdziwe Prawosławny Kościół. Dziękuję.

niedziela, 18 października 2020

Pentax MX nostalgiczny powrót do przeszłości

Witam ponownie, po krótkiej przerwie. Dziś zmieniliśmy nieco orbitę tematów poruszanych na tym blogu. Książki wciąż zalegają półki a obok nich kurzą sie moje analogowe aparaty i o jednym z nich chciałem dzisiaj poopowiadać.


Pentax MX trafił do mnie ponad rok temu i jako jeden z nielicznych moich nabytków był na mojej liście życzeń. Pentax to firma do której mam sentyment (historia tutaj), gdy już w dorosłym życiu nabyłem swoją pierwszą cyfrową lustrzankę był nią Pentax K10d który służył mi ponad 6 lat. Świetny aparat o dość dużych gabarytach, wraz z pojawieniem się mojej córki coraz częściej lądował na półce wymieniałem go kilka lat później na malutkiego bezlusterkowego Sony a5000. Sentyment to firmy pozostał i gdy tylko ponownie wróciłem do fotografii analogowej na pierwszej pozycji był Pentax MX.

W latach 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku firma konkurowała na równi z Nikonem i Canonem o miłość fotografów. Wraz z końcem lat 70-tych do lamusa przechodziły aparaty manualne. Jednym z ostatnich i chyba najlepszych w pełni manualnych (bateria służyła tylko do pomiaru światła) był właśnie powstały w 1977 Pentax MX. Metalowy bardzo mały sprzedawany z bardzo dobrym kitowym obiektywem smc Pentax 50mm f1.7 ma do dzisiaj wielu fanów na całym świecie. Hitem był bardzo jasny i wygodny wizjer pokrywający 95% pola widzenia umożliwiający obserwacje nastawionego czasu i przysłony (także bez baterii!). Jest to świetny sprzed do nauki fotografii, poznawania manualnych niuansów i zabawy z dostosowywaniem ustawień do naszych preferencj.


 

Powyżej zdjęcia z ostatnich wakacji, film Kodak Gold 200. Zapraszam do kolejnego wpisu.

niedziela, 4 października 2020

Kaprysik

Długie jesienne wieczory znów stały się normą. Szarość i deszcz przykrył zielone łąki. Negatywne wiadomości dominują we wszystkich środkach przekazu. Pożary, powodzie, ogólnoświatowy wirus, złe decyzję polityków, agresywna młodzież na ulicach itp. itd. Pewnie dla tego długo się nie namyślając nabyłem po promocyjnej cenie audiobook Mariusza Szczygła.



Przemieszczając się z domu do pracy mam kilka minut dla siebie. Mogę wysłuchać wiadomości w radiu, mojego ulubionego podcastu, bądź audiobooka. Dwie pierwsze opcje prędzej czy później przerodzą się w pasmo negatywnych komentarzy. Zostanę zarzucony kolejnymi informacjami o kłamstwach i manipulacji władzy, bądź skazany na wysłuchanie krytycznej recenzji kolejnej książki. W zeszłym tygodniu z pomocą przyszedł mi Mariusz Szczygieł z jego Kaprysikiem i damskimi historiami. Ma on ten dar dostrzegania w świecie rzeczy dobrych i pozytywnych. Skrzętnie je notuje a następnie dzieli się nimi z czytelnikami.

Profesor, który chcąc wynagrodzić żonie wspólnie spędzone lata, stawia jej mały pomnik w uniwersyteckim parku. Przypadkowo odnaleziona kartka z nazwiskami kilku pań, daje początek tajemniczemu dochodzeniu, a dzięki co tygodniowej korespondencji dwóch kobiet poznajemy Polskę lat 80 i 90-tych ubiegłego wieku. Reportaż o Idze Kamińskiej, pierwszej aktorce z bloku socjalistycznego nominowanej do Oscara, raczej pozytywnym bym nie nazwał, ale o ironio wzruszył mnie i zarazem rozbawił do łez. Z czystym sumieniem mogę wiec polecić literaturę Mariusza Szczygła na długie jesienne wieczory. Rozświetla nam ten zimny deszczowy czas i zwraca uwagę na pozytywne strony świata.