czwartek, 16 września 2021

Wrzesień - book haul

Mój pierwszy wolny dzień od ponad dziesięciu dni. Od rana szykowałem się żeby napisać coś na blogu, ale za każdym razem coś odciągało mnie od komputera. Musiałem odpisać na kilka maili, ogarnąć dom, psa i przygotować obiad dla moich dwóch dziewczyn. Zrobiłem przepyszne placki z brokułów i macaroni cheese dla córy. Raczej wyszło dobrze nie było skarg. Nagle zrobił się wieczór czas kilka zdań wrzucić na bloga. Pojawiło się kilka ebooków na moim czytniku o których dzisiaj chciałem opowiedzieć:


- Modyfikowany Węgiel - Richard Morgan

Na podstawie tej książki powstał serial Altered Carbon  emitowany na Netflixie, ciekawa wizja świata gdzie gdy jesteś posiadaczem większej gotówki możesz transferować swoją świadomość do innego ciała. Netflix zakończył produkcję na drugim sezonie, postanowiłem wiec że wrócę do źródła i zapoznam się z serią. Ebook kosztował w promocji niecałe 16 złotych.

- Światło bramki - Michał Okoński

Kolejna książka z promocji coś około 15 złotych. Michała Okońskiego lubię i cenię. Polecam jego bloga Futbol jest okrutny i książkę o tym samym tytule którą kilka lat temu miałem okazję przeczytać (wpis o niej jest w tym miejscu...). Autor to prawdziwy intelektualista wśród dziennikarzy sportowych.

- Wszystko za życie - Jon Krakauer

Odnalazłem kilka ciepłych słów o tej książce w sieci, kilka lat temu powstał film nominowany do Oskara na podstawie tej książki. Historia młodego człowieka który porzuca dom rodzinny i rusza świat. Kilka lat później jego ciało odnalezione zostaje na Alasce. Jego śladem wyrusza autor. Jest to relacja z tej podróży.

- Kitchen Confidential - Anthony Bourdain

Książka w pewnych kręgach kultowa i wzbudzająca kontrowersje. Jest to opowieść młodego bezkompromisowego człowieka który zderza się branżą gastronomiczną. Na jej podstawie powstał serial, który wypromował Anthonego Bourdaina na kulinarną gwiazdę show-biznesu.

Jestem z siebie dumny. Nie szalałem w okresie letnim zakupując kolejne książki. najpierw jakość potem ilość. Pozdrawiam i zapraszam do kolejnego wpisu.


czwartek, 9 września 2021

Osobisty przewodnik po Pradze

 Moja córka ma dziś ostatni dzień wakacji. Jutro wraca do szkoły. Trochę dziwny czas był to dla nas, jeżeli już dochodziło do jakiś podróży to tych lokalnych najwyżej kilku kilometrów od domu. Świat, a owszem zdarzało nam się przemierzać, ale raczej wirtualnie bądź w wyobraźni. Jeżeli mowa o tym drugim środku komunikacji to po ponad 25 latach odwiedziłem Pragę czeską i o tym będzie dziś ten wpis.


Wszystko to dzięki Mariuszowi Szczygłowi. Jego Osobisty przewodnik po Pradze to podróż dla mnie zupełnie nowa. Miasta z pogranicza wielu wyjątkowych kultur. Miasta pisarzy, malarzy, muzyków, architektów, różnego rodzaju barwnych wagabundów. O wszystkich z nich jest tu kilka słów, miejsc z nimi związanych, opowieści z pogranicza snu i jawy. Można wybrać się śladami Hrabala krążąc od baru do baru ciułając kolejne historie z zżycia tego pisarza. Przystanąć przy pomniku Haska (twórca opowieści o wojaku Szwejku) usadzonego na dość dziwacznym koniu w stylu baru piwnego. Każdy rozdział to inne miejsce inni bohaterowie, a jest ich ponad 60. Prócz tych miejsca znanych które są tu w mniejszości, częściej odwiedzamy te których zwykły turysta nie dostrzeże, jak na przykład video kabiny w mniej reprezentatywnych punktach miasta. W Polsce buduje się wielkie budowle monumenty upamiętniające bohaterów naszej historii, w Pradze są to raczej miejsca puby, restauracje jeżeli już powstają pomniki są one usytuowane nieco na uboczu z dala od głównych wężów turystyczny i czuć dystans twórcy do swojego dzieła.

Mariusz Szczygieł ma swój charakterystyczny styl. Czytając jego prace ma się wrażenie obcowania z tą samą niekończącą się opowieścią. Jest jak dziecko które dziwi się otaczającym go światem, pyta i słucha a przede wszystkim obserwuje. Polecam świetna książka i opowieść o ukochanym mieście autora. 

niedziela, 29 sierpnia 2021

Seriale się ogląda

Witam w moimi zupełnie nie cyklicznym blogu w którym miało być o moich czytelniczych dokonaniach a będzie o kilku serialach które udało mi się obejrzeć.

- After Life - Netflix sezon 1 i 2

Świetny serial, osadzony w brytyjskich realiach, ale tak naprawdę mógłby się dziać w każdym miejscu na świecie. Dziennikarz na skutek choroby nowotworowej traci ukochaną żonę. Z dnia na dzień jego życie staje się puste pozbawione drugiej połowy. Nic nie jest wstanie ukoić tej pustki, przyjaciele i pies jedynie pretekstem by pociągnąć kolejny dzień. 


- Wikingowie - Prime sezon 5 i 6

Obiecywałem sobie już po 3 sezonie że koniec, ale sezon 4 przelał czarę goryczy. Nic się nie trzymało kupy, brakowało jakiejkolwiek logiki w prowadzonej opowieści, twórcy nie potrafili się opowiedzieć czy idą w kompletną fikcję czy realizm. Wszystkie te problemy  maja kolejne dwa sezony ale i tak zatęskniłem po kilku laty do tej na wpół magicznej historii. Skusiłem się i obejrzałem pomimo braku jakiejkolwiek logiki i sensu.


- Ragnarok - Netflix sezon 2

Wariacja na temat skandynawskiego Ragnarok, w tle nordyccy bogowie i zmiany klimatyczne zwiastujące koniec świata. Odświeżająca historia o dorastaniu w małym mieście gdzieś na dalekiej północy. Polecam.



- Rojst - Netflix sezon 1 i 2

Uczta dla zmysłów, świetnie odwzorowane lata 80-te i 90-te ubiegłego wieku, klimatyczne zdjęcia. Fabularnie znośnie, momentami nieco ciągnąca się historia ale broni się. Porusza ciekawy wątek ziem odzyskanych, ludności napływowej i wydarzeń jakie miały miejsce tuż po wojnie.



- Farma Clarksona - Prime sezon 1

Pełen emocji, żmudny i często przezabawny rok z życia najbardziej nietypowego rolnika Wielkiej Brytanii, Jeremy'ego Clarksona. Ubawiłem się do łez pomimo że dotyczy naprawdę poważnych dylematów Brexitu i pandemii roku 2020.


 To tylko kilka pozycji o których chciałem napisać, Obejrzałem dwa sezony Castlevanii (Netflix), które były nostalgicznym powrotem do dzieciństwa. Odnalazłem w sieci serial Defiance który początkowo mnie zaintrygował historią ziemi po inwazji obcej cywilizacji która zdeformowała planetę i wraz z innymi przybyszami na niej zamieszkała. Jednak z każdym kolejnym odcinkiem raczej niczym odkrywczym mnie nie zaskakiwał. Pomimo to całkiem ciekawa produkcja, którą można chyba obejrzeć na Canal +. To na tyle dzisiaj do następnego wpisu.

niedziela, 15 sierpnia 2021

Był sobie chłopiec/About a boy

 Witam po dość długiej przerwie. W zasadzie nie mam żadnego usprawiedliwienia co właściwie się stało że nic się nie działo na moim blogu. Były wakacje, kilka książek otarło się o moją uwagę, ale nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć że jakąkolwiek przeczytałem od deski do deski. Większość z nich to pozycje z zakresu moich zawodowych zainteresowań, ale może o tym następnym razem. Dziś kilka słów o Był sobie chłopiec Nick'a Hornby.




Dekadę temu Nick Hornby był dla mnie autorem którego książki kupowałem w ciemno. Miały w sobie tę magię historii prostych codziennych, o które ocieramy się każdego dnia, które w trakcie poruszały nasze serca i skłaniały do refleksji. About a boy jest właśnie taką pozycją. Młody chłopiec z problemami dojrzewania, matka z depresją która użala się nad swoim położeniem i beztroski trzydziestolatek, singiel na pierwszy rzut oka beztroski bawidamek bez celu w życiu. Jak to bywa w takich historiach los chce że ich drogi się krzyżują. Nie chcę za bardzo wnikać w fabułę i przemianę naszych bohaterów ale naszła mnie taka refleksja. Czy ta książka mogła by powstać współcześnie? Od pierwszej publikacji minęło 23 lata, głównymi bohaterami jest 12 letni Markus i 36 letni Will. Will staje się dla Markusa starszym bratem i przyjacielem na którego może liczyć w ciężkich momentach. Markus natomiast jest dla Willa oknem na świat normalnego świata z codziennymi problemami całkiem normalnych ludzi. Ale czy w 2021 roku przyjaźń miedzy dwunastolatkiem i trzydziestolatkiem nie miała by zbyt wielu podtekstów. Ja wiem, że teraz ktoś mi powie że początkowo ich relacja jest czysto utylitarna, Markus jest tylko wabikiem na samotne matki, a Will substytutem ojca. Znajdzie sie prawdopodobnie wielu obrońców moralności którzy w tym związku dopatrzeć się mogą znacznie więcej. Pozdrawiam i zachęcam do lektury.

Ps Książkę czytałem już dość dawno temu, wciąż nie mogę się zmusić do ogarnięcia oryginału który kurzy się na mojej półce. 

środa, 30 czerwca 2021

Czerwiec - book haul

Rozleniwiłem się. Chciałem tylko dookreślić, rozleniwiłem się czytelniczą bo tak ogólnie to na nadmiar obowiązków nie mogę narzekać. Pólka wstydu rozrasta się niemiłosiernie, chociaż muszę przyznać ostatnio jak kupuję jakąś książkę to dla córki, jej fascynacja Japonią przejawia się coraz większą kolekcją mang i kilkoma kostiumami cosplay. Ok, wróćmy do książek bo jakby na to nie patrzeć kilka zakupów popełniłem. A oto i one, zapraszam.


- Beata. Gorąca krew - Beata Kozidrak

Książkę zakupiła moja małżonka, a mnie trafiła się takim psim swędem, pewnie przeczytam choć to nie jest pozycja mojego pierwszego wyboru tym bardziej że z relacji mojej drugiej połówki raczej przeciętna.

Pamiętnik księgarza - Shaun Bythell

Recenzję ma takie sobie, ale coś czuje że trafi w moje gusta. Podupadająca księgarnia w deszczowej Szkocji trafia w ręce młodego pasjonata. Brzmi nieźle.

Górski. Wygramy my albo oni - Mirosław Wlekły

Biografia Kazimierza Górskiego, trochę mi głupio bo trafiła do mnie początkiem maja, miałem ją przeczytać przed Euro, ale jakoś nie miałem nastroju. Najpierw remisy naszej reprezentacji z Islandią i Rosją, a potem sami wiecie. Przeczytam obiecuje.

- Życie na naszej planecie. Moja historia, wasza przyszłość - David Attenborough

Najpierw był film o tym samym tytule na Netflix, w bardzo poruszający sposób ukazujący jak zmieniał się świat w ostatnich dziesięcioleciach oczami słynnego podróżnika David Attenborough. Świetny dokument dlatego też długo nie czekałem i trafiła do mnie książka, która niektóre tematy tam poruszane mam nadzieję rozwija,

W sumie z tego co widzę ograniczam się z kolejnym zakupami. Cztery pozycję w ostatnich dwóch miesiącach to całkiem rozsądny rozrost i nadzieja że uporam się z zaległościami. Pozdrawiam i zapraszam mam nadzieję wkrótce,

czwartek, 24 czerwca 2021

Futebol. Brazylijski styl życia.

Zrobiłem sobie krotką przerwę od blogowania. Kilka razy zasiadałem nad klawiaturą, ale słowa nie składały się w sensowną treść. Coś tam czytałem, ale po kilkunastu stornach odkładałem na później, które jak to często bywa stawało się permanentne. Tak mijały dni, gdy nagle znikąd pojawiło się święto piłkarskiego fana EURO CUP 2020, kolejne wymówki by zamiast sięgną po dobrą książkę ślęczeć przed telewizorem z pilotem w ręku. Przyjemność z tego żadna, a nerwica gwarantowana. 1:2, 1:1, 2:3 i polskie euro przechodzi do historii nawet przestałem liczyć które to z kolei. Zamiast jednak jak prawdziwy kibic zapijać rozpacz, sięgnąłem po książkę Alexa Bellosa Futebol. Brazylijski styl życia.


Po raz  pierwszy sięgnąłem po książkę dwa lat temu wyrywając ją w WHSmith za symbolicznego £1. Moje ambitne plany zapoznania się z tekstem w języku Szekspira spaliły się na panewce po pierwszym rozdziale. Tym razem było inaczej. Zawód związany ze spotkaniem ze Słowacją rzucił mnie w wir brazylijskie samby która jest kontrą dla kibicowskich zawodów, ciągłych rozczarowań i szarości dnia codziennego. W książce Alexa Bellosa piłka to tylko pretekst do barwnej opowieści o ludziach z pasją gdzie pieniądze nie zawsze są najważniejsze. Każdy rozdział to nieco inna opowieść. Mamy tu historie legend brazylijskiego futbolu Pelego i Garrinchi, ale również piłkarskich wyrobników porozrzucanych po całym świecie, dziennikarzy którzy rozpalali swoimi tekstami różne grupy społeczne i kibiców zrzeszających się w mniej lub bardziej formalnych grupach. Można wywnioskować że w tym chaosie jaki panuje w Brazylii piłka nożna to spoiwo, wartość sama w sobie spajająca to wielokulturowe społeczeństwo, rdzennych mieszkańców z napływowymi, biednych z bogatymi. Brazylijski futbol to nie pasmo sukcesów, to chwilowe momenty, zachwyt nad gwiazdami, które tylko przez chwilę błyszczą sprawiając radość przeciętnym fanom. Futbol to przede wszystkim ludzie, rywalizacja to tylko pretekst by w szarości dnia codziennego odnaleźć bratnią duszę, wspólny cel i pasję. 


czwartek, 6 maja 2021

Świat dysku

Znów mój pracodawca zaszalał i właśnie dzisiaj wypadł mi weekend. Jako że to czwartek skazany jestem na siebie i mego psa. Trochę domowych porządków, małego gotowania, ale generalnie szukam guza. Mam co prawda trochę zaległości czytelniczych, ale zrobiłem sobie przerwę i w zasadzie od kilku dni nic nie czytam. Robię sobie taki czytelniczy detoks. Detoks detoksem, los jednak chciał że natrafiłem w sieci na recenzję książek Terrego Pratchetta i  wydobyłem ze swojej półki trzy tomy ze Świata Dysku tegoż to autora.


Gdy tylko wylądowały w moich dłoniach na mej twarzy zakwitł uśmiech, powróciły dawno zatarte wspomnienia które rozbawiały mnie do łez. Moje pierwsze spotkanie z Pratchettem to Straż! Straż!, której bohaterowie pracują w straży nocnej służba w której nie należy do bardzo szanowanej. Są raczej tematem do żartów i kpin gawiedzi. Lekko nie mają jak tu wykonywać służbę gdzie w koło o swoje prawa walczą związki zawodowe gildii złodziei czy skrytobójców. W miejcie jednak pojawia się nowy strażnik który postanawia zostać najlepszemu strażnikiem w historii miasta. Fabułę jest jedynie pretekstem do zobrazowania w krzywym zwierciadle nas samych i panujących w naszym świecie praw i obowiązków. Jest lustrem w którym sie przeglądamy i cicho do siebie szepczemy, że tacy właśnie jesteśmy. 

Świat Dysku spoczywa na grzbietach czterech słoni: Berilii, Tubula, Wielkiego T’Phona i Jerakeena, stojących na skorupie A’Tuina, wielkiego żółwia płynącego przez wszechświat. Ponad trzydzieści tomów podzielonych jest na pod cykle. Po pierwszych dwóch tomach o straży miejskiej sięgnąłem po Kolor magii, która mnie raczej rozczarowała, to pozycja skierowana do zagorzałych fanów fantastyki, wiele tu na wiązań do tej literatury, później było znacznie lepiej (Trzy wiedzmy), ale zawiesiłem swoją przygodę ze Światem Dysku na Ciekawych czasach a dokładnie na 54 stronie. Czas chyba wrócić i dokończyć cykl. Cztery i pół tomu to mały niedosyt. Na pewno sięgnę ponownie po ten cykl, możliwe że zaszaleje i w języku ojczystym autora. Polecam.