czwartek, 20 grudnia 2018

1968 Czasy nadchodzą nowe.

Choinka wystrojona, ustawiona w centralnym punkcie salonu. Ponad głowami mieniące się kolorami tęczy gwiazdy w tle kołyszące do snu kolędy. Coraz bliżej święta. Jeszcze chwila i rok 2018 odejdzie do lamusa. Ja natomiast pragnę spojrzeć 50 lat wstecz do roku 1968 i do wydarzeń jakie wstrząsnęły ówczesnym światem.





Książka ta to wybrane historię pierwszych stron gazet. Trybików które pozostawione same sobie nic nie wnoszą ale w zestawieniu obrazują miniony czas. The Beatles (nagranie "Białego Albumu"), Roman Polański (powstawanie i sukces "Dziecka Rosemary"), czy Janusz Szpotański (historia wykpiwającej system komunistyczny opery "Cisi i gęgacze") to jedne z wielu opowieści zamieszczonych w tym zestawieniu. Mnie najbardziej poruszyła historia polskiego żołnierza, który wpadł wpadł w swoisty "morderczy szał" w trakcie Operacji "Dunaj" i cała otoczka zwiana z polską okupacją naszego południowego sąsiada. Wspomina się o polskim marcu 1968, studenckich burdach  i Polakach pochodzenia żydowskiego w okresie "nagonki syjonistycznej". 
Książka jest skonstruowana genialnie, każdy rozdział opatrzony został artykułami z różnych gazet dostępnych w roku 1968 na rynku. Propaganda i mydlenie oczu zaraz obok siebie, 'straszne' Radio Wolna Europa oraz, co kupić bliskim na święta, a może "co chcielibyście wiedzieć na temat higieny?" "Za dużo pijemy", cenzura... Historia zatacza koło, warto przeczytać.

niedziela, 16 grudnia 2018

Joseph Conrad i narodziny globalnego świata

Prawie osiemnaście lat temu po raz pierwszy moim oczom ukazała się biel angielskich klifów i port w Dover. Monstrualne dostojeństwo naturalnej fortyfikacji, pobudzało wyobraźnię, lekko przytłaczając takiego szczura lądowego z centralnej Polski. Kilka dni później szukając polskich śladów wylądowała na przy katedralnym cmentarzu w Canterbury trafiając na grobowiec zmarłego w roku 1924 Josepha Conrada angielskiego pisarza, w Polsce znanego jako Józefa Konrada Korzeniowskiego.


  

Od mojej wizyty w Canterbury minęły lata, a ja wciąż czuję duchową więź z autorem i gdy dowiedziałem się o biografii pisarza nabyłem ją niemal w dniu premiery. Nie zawiodłem się pomimo tego że nie jest to typowe podsumowanie żywota bohatera, a raczej epoki i zmian jakie ze sobą niosła. Korzeniowski jest tylko elementem układanki, aktywnym, gdyż za pomocą pióra opisywał otaczający go świat.
Jako dziecko przeżył wraz z rodzicami zsyłkę w głąb Rosji, śmierć matki a potem chorobę i śmierć ojca. Wychowywany twardą ręką przez stryja coraz częściej marzył o dalekich podróżach i przemierzaniu bezkresu oceanów. W wieku szesnastu lat udał się do Marsylii, by zostać marynarzem. W ciągu dwudziestu lat opłynął wszystkie morza świata, po czym na stałe zamieszkał w Anglii.
Obserwował narodziny nowego imperializmu, panoszącego się w niemal w każdym zakątku naszego globu, hipokryzję stojącą za najważniejszymi ideałami Zachodu.
Wraz autorem przemierzamy dziewiętnastowieczną Rosję, Warszawę, Kraków jesteśmy w środku patriotycznych dyskusji na temat przyszłej odrodzonej ojczyzny. Mierzymy się z realiami życia w kraju który de facto nie istnieje. Francja i początki przygody z morzem to również pasmo porażek, brak porozumienia z załogą, próby samobójcze. Anglia to również zmaganie się ze swoją innością pomimo brytyjskiego obywatelstwa nie czuje się traktowany jak rodowici mieszańcy. Zdobywa patent kapitański, ale najczęściej pływa jako podoficer na mniej znaczących jednostkach. Z braku propozycji ląduje w Wolnym Państwie Kongo na jednym z parowców (tam też powstaje zalążek Jądra Ciemności). Odnajduje się dopiero będąc pisarzem a i to będąc docenionym pod koniec życia.
Jest wnikliwym obserwatorem zebrane doświadczenia i zasłyszane historie stają się kanwą jego twórczości. Obrazem świata z przełomu epok. Romantycznych czasów żaglowców męskiej przyjaźni, bohaterstwa i czasów parowców, przemysłu, masowego wyzysku. Na granicy tych światów powstają nowe twory, oparte na przemocy i wyzysku. Obrazujące ciemną stronę natury człowieka.
To, co oddziela dzikość od cywilizacji, przekracza barierę skóry; przekracza nawet granice geograficzne. Dla tego pisarza rzecz nie sprowadza się do stwierdzenia, że dzicy są nieludzcy. Raczej do tego, że każdy człowiek może stać się dziki.
Polecam książkę, dostajemy kawał dobrej historii człowieka który podążając za marzeniami mógł obserwować zmieniający się świat gdzie jednostkę wtłacza się w machinę nowego brutalnego imperializmu. Opowieść ta daje do myślenia. Dobro nie zawsze bywa dobrem, a zło złem. Świat się zmienia. Romantyczni bohaterowie odchodzą do lamusa, liczy się zysk i nowe technologie pozwalające go zwielokrotnić. Czy coś nam tego nie przypomina.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Sekretne życie drzew

Coraz bliżej święta, a jak święta to i choinka. Wczoraj wraz z moją wesołą rodzinką wybraliśmy się na wyprawę w poszukiwaniu bożonarodzeniowego drzewka. Jak co roku zarzuciliśmy idea zakupu żywej choinki, najlepiej w donicy. Wybór co nie miara, ale przeważały te cięte. Były też małe w doniczkach nie wiadomo czemu przeważnie potraktowane różnokolorowym sprejem. Wszystkie równo ustawione w rzędach, cieszące wzrok gapiów, czyli nas. Taki mały przyrodniczy holokaust. Bo jakże inaczej to nazwać tuż po lekturze bestsellerowej książki Petera Wohllebena. 




Sekretne życie drzew wysłuchałem na swojej wysłużonej komórce w kilka dni przemieszczając się środkami komunikacji miejskiej. Autor jest leśnikiem. Wśród drzew spędza całe dnie. Obserwuje i nasłuchuje. O każdym z osobna potrafi opowiadać godzinami. Swoje spostrzeżenia poparte wieloletnimi badaniami zebrał w książce. Las to olbrzymia metropolia na której funkcjonowanie wpływają jej mieszkańcy drzewa. Redystrybucja dóbr i zasobów, wspólnych zależności  niczym nie różni się od tej znanej w naszym świecie. Starsze drzewa rodzice doglądają swoje pociechy, wspierające je w okresie dorastania. Tworzą całe małe społeczności tego samego gatunku doglądając swoich interesów. Podobnie jak u ludzi dostosowują się do warunków atmosferycznych. Latem  gdy słonko przygrzewa mieniąc się zielenią swojego listowia, upajają się fotosyntezą nabierając energii na zimę. Gdy dni krótsze i chłodniejsze, a wiatry silne i porywiste, pozbywają się swojego zielonego przyodziewku i zapadają w półsen, przenosząc swoje bujne życie pod powierzchnie gruntu.
Autor na kolejnych stronach w piękny i barwny sposób przedstawia nam historię gatunków drzew i krzewów. Uzmysławia nam jak bardzo społeczne są to byty, które bardzo często po zmianie środowiska i braku pomocy współtowarzyszy podupadają na zdrowiu i umierają. Drzewa żyją długo tak wiec i zmiany następują wolniej, dla zwykłego śmiertelnika mogą być niedostrzegalne. Kupując małą choinkę na święta cieszymy się jej widokiem, zapachem. Dwa tygodnie trzymamy ją w ciepłym domu przy sztucznym oświetleniu, następnie sadzimy w małym ogrodzie, samotną, bez rodziny. Rośnie tam przez kilka lat. Nigdy jednak nie osiąga swoich naturalnych rozmiarów i nie dożywa sędziwego wieku.
Polecam książkę bo pozwala spojrzeć na otaczający nas świat trochę z innej perspektywy. Nie chodzi o to by nie korzystać z darów otaczającego nas świata wszystkie ona są od siebie współzależne. Należy jedynie pamiętać że nie są one dane nam na zawsze. To skamieniałem zwalone drzewa za kilkanaście tysiącleci pokryte warstwom gleby  stanie się węglem kamiennym bądź ropą naftową. Bez drzew nasza cywilizacja nie ma szans przetrwania. Gdy padnie ostatnie drzewo, wkrótce po nim padnie człowiek. Polecam książkę. 

niedziela, 25 listopada 2018

Słodziutki biografia cukru

Sobota, za oknem  ludzkie cienie pośpiesznie przemieszczający się w rytm spadających kropel deszczu. Masz to szczęście że kilka minut wcześniej gdy jeszcze nie padało usiadłeś wygodnie  na sofie. Zamawiasz małą czarną. Doprawiasz ją kilkoma łyżeczkami cukru i czujesz jak nabierasz sił.



Jest tylko jeden mały szkopuł. Jestem po lekturze Słodziutki biografia cukru pojawia się dysonans, poczucie przyjemności zatruwa poczucie winy, czy aby nie przesadziłem z cukrem.

Przygoda ludzi z cukrem przypomina toksyczny związek pary kochanków. Faza ślepego zakochania to epoka wielkich odkryć geograficznych, kolonialnych podbojów i zachłyśnięcia się słodyczą na europejskich dworach. Dla tej miłości człowiek jest gotów zabić i zabija bez opamiętania. Czerwona lampka zapala mu się wraz z pierwszymi odkryciami naukowymi związanymi z chorobami wywołanymi przez cukier. Zaczyna się czas podejrzeń i oskarżeń. Adwokatem kochanka staje się przemysł spożywczy, przekupuje go tysiącami słodkich wynalazków, colą, "zdrowymi" sokami, a nawet lepszym keczupem. Zrzuca winę na tego trzeciego: tłuszcz!
Teraz, gdy o cukrze wprost mówi się "biała śmierć" i najwyższa pora na rozwód z orzeczeniem o winie... okazuje się, że jesteśmy tak uzależnieni, że już nie umiemy bez naszego "słodziutkiego" żyć.

Pisząc te słowa spoglądam na okładkę. Rozsypany na czarnym blacie biały cukier w kształcie ludzkiej czaszki. Przeraża i skłania do zastanowienie czy aby krok po kroku nie zmierzamy do samozagłady. Masowego samobójstwa w imię chwilowej przyjemności. Książka podaje liczne przypadki jak kończy szaleńczy związek z tą używką, ubiera je kontekst historyczny, gdzie nasz bohater nie koniecznie gra główne role w tej tragedii. Jest tam jednak gdy Kolumb płynie do Indii Zachodnich, gdy setki Afrykanów najpierw wyłapuje się jak zwierzęta w ich ojczyźnie, przewozi się niczym bydło na plantacje gdzie masowo umierają z przepracowania i wycieńczenia.
Tak, nasz bohater daje nam wiele przyjemności ale kosztem wolnej woli. W poszukiwaniu słodyczy człowiek zdolny jest do wielu niegodziwości: przemocy i kłamstw. Bardzo często zapomina o umiarze chce więcej i więcej. 
Książka jest świetna i powinna być obowiązującą lekturą w szkole. Polecam. 


środa, 14 listopada 2018

Paczka

Nawet nie zauważyłem a mamy środę. Poprzedni tydzień pomimo choroby miał swoje dobre strony. Rutyna usunięta nieco w cień, a najważniejsze więcej czasu na książki. Nadrobiłem trochę zaległości ale również na horyzoncie pojawiły się kolejne pozycje do przeczytania które przybyły do mnie wraz z paczką z internetowego sklepu rewolucja.co.uk


Pięć pozycji, dwie nowości i trzy książki które musiałem mieć w swoich półkach. Oto one:

- Kapuściński non-fiction - Artur Domosławski
Nie ma co ukrywać od ponad dwudziestu lat jestem miłośnikiem twórczości Ryszarda Kapuścińskiego, z kontrowersyjną biografią miałem styczności już osiem lat temu (jestem w posiadaniu audiobooka), została wycofana z obiegu a następnie naniesiona pewne poprawki (usunięto dwa rozdziały) w wzeszłym roku książkę wznowioną w pełnym oryginalnym wydaniu.

- Nie ma - Mariusz Szczygieł
Nowość którą zakupiłem w ciemno, Mariusz Szczygieł jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Intrygująca adnotacja na tyle okładki tylko podsyciła moje zainteresowanie: Nie ma kogoś. Nie ma czegoś. Nie ma przeszłości. Nie ma ojca. Nie ma pamięci. Nie ma widelców do sera. Nie ma miłości. Nie ma życia. Nie ma penisa. Nie ma fikcji. Nie ma koloru. Nie ma własnej odmiany optymizmu. Nie ma komisji. Nie ma grobu. Nie ma siostry. Nie ma klamek. Nie ma niebieskich tulipanów. Nie ma nie ma.

- Joseph Conrad i narodziny globalnego świata - Maya Jasanoff
Konrad Korzeniowski co jakiś czas pojawia się w moim życiu. Najpierw w szkole, gdy zapoznaje się z jego twórczością i czytamy Lorda Jima. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku jestem pod wrażeniem Czasu Apokalipsy Coppoli, filmu którego inspiracją jest nowela Jądro Ciemności. Potem w roku 2001, gdy natrafiam na jego grobowiec w angielskim Canterbury (spędzam tam wakacje), a w roku 2013 trafia do mnie książka Wytępić to całe bydło, gdzie  autor często nawiązuje do prozy pisarza. Powiem tak, nie mogłem sobie odmówić zakupu tej biografii.

- Sztuka Powieści antologia wywiadów z  The Paris Review
Książkę polecił w Innych ochotach Jerzy Pilch, są to rozmowy z najbardziej znanymi pisarzami  XX wieku, ukazujące się na przestrzeni lat w magazynie literackim The Paris Review. (Houellebecq, Barnes, Cortazar, Marquez, Borges,Huxley, Nabokov, Hemingway i inni). 

- Mitologia Nordycka - Neil Gaiman
Przepiękna podróż w świat skandynawskich mitów, przepięknych opowieści o sprytnym Lokim i silnym Thorze. Rok temu przeczyłem w formie e-booka (moja krótka opinia tutaj...) dziś mam papierową wersję i jestem szczęśliwy.

niedziela, 11 listopada 2018

Charakter Narodowy Polaków i Innych

Obchodzimy dzisiaj setną rocznicę odzyskania niepodległości, media w duchu patriotycznych uniesień zaleją nas falą wspominkowych produkcji. Będzie o bohaterstwie, o trudnych relacjach z sąsiadami, o kolejnych zrywach narodowościowych. W tle dostaniemy muzykę Chopina, wiersze Mickiewicza i Słowackiego. W telewizji obejrzymy dwa marsze niepodległościowe i setki przemów lepiej lub gorzej znanych postaci polskiej sceny politycznej. Chwiałoby się powiedzieć obłuda... 


Proponuje w naszą okrągłą rocznicę spojrzeć w lustro i oczyma obcych (tych bliższych i tych dalszych) spojrzeć na obraz Polaka na przestrzeni wieków. Możemy nazywać naszą ojczyznę Chrystusem Narodów, oddawać ją pod opiekę Marii Królowej Polski, uważać się za przedmurze chrześcijaństwa itp...
Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy jak nas widzą inni. Edmund Lewandowski to łódzki socjolog który w swojej książce Charakter narodowy Polaków i innych próbuje odnaleźć odpowiedź na pytanie jakie elementy procesu historycznego oraz które cechy osobowościowe są charakterystyczne dla narodu polskiego. Ma pomóc zrozumieć jacy jesteśmy.
Pozwoliłem sobie wynotować z książki dwa cytaty:

Witold Gombrowicz (...) Czym jest Polska (...) krajem przejściowym między Wschodem a Zachodem, gdzie te światy wzajemnie się osłabiają i Europa zaczyna się wykańczać. Nie przeorał Polski żaden wielki proces kultury europejskiej: renesans, walki religijne, rewolucja francuska, rewolucja przemysłowa. Jesteśmy wprawdzie w orbicie Rzymu, ale polski katolicyzm jest bierny, na poziomie katechizmu, nie współpracuje twórczo z Kościołem rzymskim. Kultura nasza była równinna, wiejska, szlachecko-chłopska, bez miast i silnego mieszczaństwa.Proboszcz był wyrocznią (...) kraj szczególnie obfitujący w istoty niewyrobione, poślednie, przejściowe, gdzie na nikim żaden kołnierzyk nie leży, gdzie nie tyle Smęt i Dola, ile Niezguła z Niedojdą po polach snują się i jęczą.

Georg Brandes (1985), (...) Naród zapalny i niepraktyczny, żywy i lekkomyślny, naród, który czuje wstręt do wytężonej i długotrwałej pracy i zawsze miał pociąg do wszelkich i silnych i subtelnych rozkoszy, tak zmysłowych, jak i duchowych, ale który przede wszystkim kochał niepodległość aż do szaleństwa, wolność do liberum veto i który do dziś, po utracie niepodległości i wolności, pozostał wierny tym swoim ideałom. Łatwowierni to i prostoduszni to wojacy, zawsze gotowi, choćby kosztem życia, dotrzymać słowa na który nawet nikt nie rachował (...) Tego rodzaju młodociany, a nawet dziecinny entuzjazm nie jest z pewnością cechą dodatnią w wielkiej walce o byt, która się toczy po między ludami w obecnych czasach wielkiego przemysłu i militaryzmu. Zazwyczaj cech te nie idą w parze z oszczędnością, przedsiębiorczością, karnością, słowem z przymiotami, na których gruntuje się byt zarówno jednostek, jak państw.

Ciekawa to praca, stanowi klucz do zrozumienia naszej przeszłości i teraźniejszości. Polecam szczególnie w dniu 100-lecia odzyskania niepodległości, przez chwilę zastanowić się nad naszym miejscem w świecie i kierunku w którym zmierzamy.

piątek, 9 listopada 2018

Dom dzienny, dom nocny

Wstyd się przyznać, ale Dom nocny, dom dzienny to moje pierwsze książkowe spotkanie z autorką. Od ponad dwudziestu lat ocierałem się o jej twórczość, obejrzałem spektakl w teatrze telewizji na podstawie jej książki E.E, kilka pozycji zostało mi wręcz pożyczonych do przeczytania. Była tak popularna że trochę na przekory odkładałem lekturę na potem.  The Man Booker International Prize za rok 2018 robi jednak wrażenie. Uruchomiłem mój stary czytnik Nook i wziąłem się za czytanie.



Z każdą kolejną stroną czułem się jak główna bohatera narratorka książki:

Jaka to rozkosz, jaka słodycz życia - siedzieć w chłodnym domu, pić herbatę, pogryzać ciasto i czytać. Przeżuwać długie zdania, smakować ich sens, odkrywać nagle w mgnieniu sens głębszy, zdumiewać się nim i pozwalać sobie zastygać z oczami klejonymi w prostokąt szyby. Herbata stygnie w delikatnej filiżance; nad jej powierzchnią unosi się koronkowy dymek, który znika w powietrzu, zostawiając ledwie uchwytny zapach. Sznureczki liter na białej stronie książki dają schronienie oczom, rozumowi, całemu człowiekowi. Świat jest przez to odkryty i bezpieczny. Okruszki ciasta wysypują się na serwetę, zęby dzwonią leciutko o porcelanę. W ustach zbiera się ślina, bo mądrość jest apetyczna jak drożdżowe ciasto, ożywiająca jak herbata.

Czytając smakujesz każde słowo, to nie proza to poezja. Otaczający świat, sąsiad, stary budynek, książka pokryta kurzem to tło opowieści. Każde wydarzenie to osobna historia, samobójstwo sąsiada to epitafium samotności jednostki skazanej na samozagładę. Bohaterka która żyje i mieszka w małej dolnośląskiej społeczności wysłuchuje sąsiedzkich plotek, ubiera je w słowa w wyniku czego powstaje na wpół fantastyczna historia miejsca w którym przebywa. Stare opowieści o świętych i mnichach  przeplatają się z tym co tuż za miedzą. Dostrzegamy drugie dno miejsc, osób, przedmiotów. Zostaje nam to pokazane i zinterpretowany sposób niedokończony pozwalający uruchomić naszą wyobraźnię. Mieszkańcy żyją w swoim świecie tabu rzeczy o których oficjalnie się nie mówi, ale istnieją w świecie plotki. Dobrze się to czyta. Jest to takie gaworzenie przy herbatce u cioci w ciepłym przytulnym salonie w śród sobie najbliższych osób. Lubie to. Polecam.