Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Budda portret człowieka przebudzonego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Budda portret człowieka przebudzonego. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2020

Budda portet człowieka przebudzonego

Witam, dziś kilka słów na temat nietypowej biografii autorstwa Karen Armstrong. Budda portret człowieka przebudzonego na niecałych 200 stronicach stara się zebrać wiedzę o początkach działalności Siddhattha Gotama.


Jest to o tyle trudna że nasz bohater żył przed ponad 2,5 tysiącem lat temu i wiedza o jego życiu pochodzi z przekazów ustnych. Mamy podobny problem jak z Jezusem gdyż pierwsze pisemne wzmianki pochodzą od uczniów jego uczniów i są spisane ponad 100 lat po jego śmierci. Są to opisy na wpół mityczne prezentujące jego przemianę w niemal baśniowy sposób.
Autorka zdając sobie sprawę, że jest niemal niemożliwością rzetelnie opisać wydarzenia jakie miały miejsce kilka tysięcy lat temu, skupiła się na kontekście i czasie w jakich się one dokonywały. Był to czas bardzo zbieżny z obecnym. Mieszkańcom Indii nie wystarczały już stare tłumaczenie świat i ich miejsca w nim. Powstawały nowe grupy społeczne jak kupcy którzy przemieszczali się z miasta do miasta suma rzeczy nie przywiązując większej wagi do lokalnych spersonifikowanych bóstw. Coraz częściej negując zastaną rzeczywistość szukali nowej drogi i odpowiedzi co dalej. Starzy bogowie odeszli niegdyś dostępni na wyciągnięcie reki dziś pojawiający się tylko w opowieściach braminów. 
Na nauki Gotama należy patrzeć bardziej globalnie. Wielu jemu współczesnych myślicieli dochodzili do podobnych wniosków. Cały ten okres miedzy 500 rokiem przed narodzinami Chrystusa i 500 lat po zwany w nauce jest epoką osiową. Sokrates, Konfucjusz, Zaratustra, Jezus czy też nieco późniejszy Mahomet w swoich naukach przeciwstawiali się tak popularnemu i obecnie egoizmowi. Zbawienie, oświecenie dokonywało się poprzez wyzbycie się swego Ja, a co za tym idzie przyjemności życia doczesnego. W tym że Budda nie uważał duszy za coś w rodzaju trwałej, wiecznej Jaźni. Postrzegał ją raczej jako ostatni rozbłysk energii, coś jak płomień przenoszący się z jednego knota na drugi: Płomień nigdy nie jest czymś stałym. Ogień zapalony o zmroku zarówno jest, jak i nie jest ogniem, który wciąż płonie o świcie. W łańcuchu nie ma żadnych trwałych bytów. Każde ogniwo zależy od poprzedniego i prowadzi bezpośrednio do kolejnego. Tym clue kończę moje dywagacje i zapraszam do lektury.