Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walentynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walentynki. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lutego 2018

When Harry met Sally

Walentynki... Kiedy Harry poznał Sally to moja propozycja na romantyczny zimowy wieczór, taki you must see before you die...




Film powstał w 1989 roku i nic nie stracił z aktualności. Nie jest to typowa komedia romantyczna, a raczej studium rozwoju przyjaźni, która z czasem przeobraża się w coś innego. Początkowo tytułowy Harry i Sally czują do siebie niechęć, różnice charakteru i podejście do życia nie wróżą niczego dobrego. Nie jest to duży problem, bo oboje mają świadomość, że wspólna podróż z LA do NY minie a ich drogi się rozejdą. Spotykają się ze sobą ponownie po 5 latach w zupełnie innym bagażem doświadczeń. Podobne życiowe koleje losów zbliżają ich i zawiązuje się przyjaźń, mają jednak świadomość, że poprzez dzielące ich różnice ich znajomość nie zamieni się w nic poważniejszego, ale czy na pewno.
Nim zdadzą sobie sprawę z tego co ich łączy, będziemy świadkami wielu mniej i bardziej śmiesznych epizodów, z dzisiaj już kultową sceną w restauracji gdzie grająca Sally, Meg Ryan udaje orgazm. 
Lubię ten film i często do niego wracam. Mamy tu pięknie zobrazowany Nowy Jork (na przestrzeni 12 lat) namalowany kolorami czterech pór roku. Tętniący życiem, z kawiarniami pełnymi ludzi, parkami i stadionem nowojorskich Mets (kolejna kultowa scena z Mr Zero).
Przede wszystkim jest to film o przyjaźni, dojrzewającej z czasem, poddawanej nieustannym próbom. Miłość to tylko początek kolejnego etapu, wspólne zdobycie szczytu, Przyjaźń to kolejne cele, kolejne szczyty.

wtorek, 14 lutego 2017

Ulica marzycieli

Wszystkie opowiadania traktują w gruncie rzeczy o miłości. Pierwsza strona, pierwsze zdanie, idealnie komponuje z dzisiejszym świętem św. Walentego. Jest więc okazja by trochę poopowiadać o książce irlandzkiego pisarza Roberta McLiam'a Wilsona'a. Miłość w tej historii ma wiele twarzy, jedną z nich jest rodzinne miasto autora, Belfast piękne ale pogrążone w bratobójczej wojnie domowej. 



Robert McLiam Wilson stworzył historię prostą a zarazem ponadczasową. Mamy grupę przyjaciół zamieszkujących Irlandię Pł, są młodzi średnio interesuje ich polityka chcą żyć i kochać i o tym właśnie jest ta książka. Miłość jak i życie rządzi się jednak własnymi prawami przychodzi wtedy kiedy nikt się jej nie spodziewa, doznawana tym intensywniej gdy jesteśmy niepewni jutra. Mamy tu pogrążony w zamachach terrorystycznych Belfast i przyjaciół z z obu stron konfliktu którzy pomimo politycznych animozji normalnie ze sobą współistnieją. Czasem takie połączenie jest może być wybuchowe tym bardziej że perypetie bohaterów są z tych słotko-gorzkich.
O dziwo nie jest to dramat, zdarzają sie momenty łapiące za serducho gdy opisywany jest zamach, przeważnie jednak przedstawiane jest normalne życie mieszkańców z ich problemami dnia codziennego. Jest tu miejsce na pracę (jeden z bohaterów Misiek prowadzi całkiem pomysłowy wysyłkowy interes) jak i miłość. Jak na ironie to drugie przychodzi zupełnie nieoczekiwanie tak jak by przy okazji. Marazm zastępuje coś wznioślejszego a doczesne problemy choć ciągle istniejące, są usuwane w cień. Pełno tu głupich rzeczy jakie zdarzają się każdemu z nas, niedomówień, roszczeniowych postaw. Miłość jednak zawsze zwycięża nawet gdy się tego nie spodziewamy.

Ps. Dziś Walentynki czasem miło sobie uświadomić że to nie tylko dzień pięknych kartek i kwiatów ale i miłości która nie koniecznie musi być cukierkowa najważniejsze by była prawdziwa.

niedziela, 14 lutego 2016

Przed wschodem, zachodem (słońca) i północą

Z Celine i Jessie po raz pierwszy spotkałem się w 1997 roku, dwa lat po premierze filmu Przed wschodem słońca. Sporo czasu przemieszczałem się po Polsce pociągiem (student), miałem złamane serce i jakoś przypadł mi do serca ten film. Niby prosta historia bez fajerwerków, wielkich zwrotów akcji i wydumanych sytuacji. Dwoje młodych ludzi poznaje się w pociągu do Paryża. On Amerykanin ona Francuska. Siedzą obok siebie od dłuższego czasu, spoglądają na siebie, aż nadarza się okazja (kłótnia małżeństwa w średnim wieku) do rozmowy. Pod wpływem chwili i impulsu wysiadają w Wiedniu. Jessie ma samolot do NY następnego ranka, para ma dla siebie popołudnie i wieczór. Przemierzają ten czas urokliwymi uliczkami Wiednia rozmawiając o życiu, miłości i literaturze. Pomimo, że historia urzekła mnie i zakończenie miało otwartą fabułę, nie zdawałem sobie sprawy, że to początek pięknej i jak dotychczas dwudziestoletniej przygody.



W 2004 roku nakręcona została kontynuacja, Przed zachodem słońca. Jessie jest już dojrzałym mężczyzną, ma rodzinę (żonę i syna), a do tego jest znanym pisarzem. Nie jest jednak szczęśliwy. Z cyklem promocyjnych występów, ze swoją najnowszą książką pod pachą, wybiera się do Paryża. Na jednym z takich spotkań spostrzega Celine. Serce szybciej bije, ma tylko kilka godzin na kolejne spotkanie. Wybierają się wspólnie do kawiarni, a następnie na spacer po Paryżu, wieczorem Jessie ma samolot. Jest sporo tematów do poruszenia a czasu mało. Nadchodzi godzina odlotu, film się kończy.
Kolejna odsłona, tytuł Przed północą. Jest rok 2013, Jessie i Celine są razem od dziewięciu lat, mają dzieci. Spędzają kilka wakacyjnych dni na malowniczej greckiej wyspie. Gdzieś w głębi serca są tymi samami młodymi ludźmi, którzy poznali się przed latami. Czas jednak odpija swoje piętno. Wiele niewyjaśnionych spraw, pozostawione samym sobie problemy jest też miłość i fascynacja która się ciągle tli. Są razem, a jakby nie, on promuje kolejne swoje książki, ona pracuje dla międzynarodowej instytucji chroniącej praw człowieka. Mają chwilę dla siebie. Wybierają się na spacer po przepięknej greckiej plaży. Znajomi zorganizowali im w hotelu pokój z malowniczym widokiem, by mogli wspólnie spędzić czas. Wspólna rozmowa nie jest już taka sama jak wcześniej, za dużo niedomówień za dużo wspólnych problemów. Kto ma rację kto bardziej się poświęca. Krzyki, kłótnie, trzaskanie drzwiami. Wspólny sex i bliskość. Kolejna rozmowa. Szansa... 
Do zobaczenia w 2022 roku!!!