Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lód. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 listopada 2020

Lód

Witam. Ponownie sięgnąłem na mocno zakurzoną półkę, by podzielić się z wami moimi przemyśleniami. Dziś los padł na Lód Władimira Sorokina. Wyszperana w jednej z radomskich księgarni kilkanaście lat temu rozbudziła moją wyobraźnie i zasiała w mojej głowie małe ziarenko niepokoju.


W Moskwie, mieście, gdzie nic już nikogo nie dziwi, działa organizacja polująca na blondynów o niebieskich oczach. Porwani padają ofiarą sadystycznego eksperymentu i tylko nieliczni budzą się do nowego życia. Są to wybrańcy, uśpieni nadludzie posiadające specyficzne moce. Reszta to maszyny do zarabiania pieniędzy i prokreacji. Nie znają prawdziwej miłości uświadomionej tylko tej garstce, która powinna przejąć kontrolę nad światem, bo tylko ona jest predysponowana do tego. 

Powiem tak jeszcze kilkanaście lat temu byłem urzeczony pomysłem na fabułę. Tajemniczy kosmiczny kawał lodu znany światu jako meteoryt tunguski jest konsekwencją następujących po sobie wydarzeń. Mamy tu wybrańców którzy znają prawdę i nic nieświadomy tłum, który jest tylko mięsem armatnim kolejnych zdarzeń. Organizacja błękitnookich blondynów trzymająca władzę. To już było. Dziś w dobie tryliona teorii spiskowych w sieciach społecznościowych staje się niestrawne i niezdrowo pobudza wyobraźnie. Kreuje natomiast pytania na które nie ma odpowiedzi. Dziś to fikcja literacka, jutro kto wie. Książka powstała w Rosji w momencie gdy władzę przejmował Putin uosobienie siły i tęsknoty do silnej scentralizowanej władzy. Może trochę nadinterpretują, ale miedzy wierszami wyczuwam pochwałę takiej postawy. 

piątek, 2 marca 2018

Stosik wstydu

Za oknem śnieg, ewenement w tym kraju. Zamknięte szkoły i uniwersytety. Siedzę więc z córką i przeglądamy nasze półki w poszukiwaniu skarbów. Jest ich kilka, ale trzy z nich wzbudzają we mnie poczucie winny i wstydu. Nie dlatego, że to paździerz. Po prostu nie potrafię zrozumieć czemu ich jeszcze nie przeczytałem (wszystkie pozycje są na moich pólkach blisko 10 lat).




- Strzelby, zarazki, maszyny. Losy ludzkich społeczeństw - Jared Diamond
Nagroda Pulitzera 1998. Zakupiłem ją w 2008 roku w Taniej Książce za kilka złoty. Pamiętam, że bardzo chciałem ją przeczytać jest to opowieść o kształtowaniu się cywilizacji oczyma biologa, podróżnika (w owym czasie fascynowała mnie socjologia biologii). Jak to się stało, że pewne ludy uzyskały przewagę nad innymi? Dlaczego strzelby, zarazki i maszyny pomogły właśnie Europejczykom w podboju świata, a inne cywilizacje zginęły bezpotomnie? Na te i inne pytania odnajdziemy odpowiedzi w książce do której na pewno niedługo wrócę.

- Grecki skarb - Irving Stones
Mniej więcej w tym samym czasie, w roku 2009 dostałem książkę w prezencie urodzinowym. Irving Stone, pisarz amerykański, miał talent do snucia całkiem interesujących opowieści biograficznych o artystach, pisarzach i uczonych. Moja ulubiona to Pasja życia o Vincencie van Goghu. Grecki skarb to zbeletryzowana biografia Henryka Schiliemanna, archeologa, słynnego i kontrowersyjnego odkrywcy Troi.

- Lód - Jacek Dukaj
Książkę zakupiłem w roku 2013, czyli całkiem niedawno. Miałem wtedy fazę na Dukaja, przeczytałem jakieś opowiadania, dwa lata wcześniej Wrońca, a wiosną tegoż roku Inne Pieśni (muszę któregoś dnia podzielić się wrażeniami bo to świetna fantastyka). Pozytywne recenzje nie dawały mi spokoju, a alternatywna historia Polski tylko to potęgowała. Tydzień później do mych drzwi zapukał kurier i wręczył mi 1050 stronicowe dzieło. Do dziś szukam chwilki by za Lód Dukaja się zabrać.




Powyżej widok z mojego okna, ja natomiast korzystając z okazji kolejnego wolnego dnia idę coś ugotować, a potem poczytać. Pozdrawiam.